A Handful of Stars – unboxing

A Handful of Stars jest ostatnim tytułem opublikowanym przez Treefrog Games i trzecim wpisem w nieoficjalnej trylogii A Few Acres of Snow . Po pierwszej grze trylogii, główne mechanizmy zostały zaimplementowane do gry Mythotopia, a teraz A Handful of Stars wzbogaca mechanizmy z Mythotopia i przenosi nas ku odległym gwiazdom… 

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy po wzięciu pudełka do rąk jest piękna oprawa graficzna pudełka.

 

Widzimy na niej czteropalczastą kobietę spoglądającą na statki lecące w kierunku starej stacji kosmicznej, otoczone czymś co zdaje się być polem holograficznym. U góry tytuł gry oraz nazwisko autora. W prawym dolnym rogu, w kolorze pomarańczowym możemy rozpoznać logo Treefrog Games. Na odwrocie pudełka widzimy wyeksponowane elementy, opis fabularny oraz informację iż jest to ostatnia gra wydana pod szyldem Treefrog, oraz jeśli wierzyć inskrypcji, jest to także produkt limitowany do 2500 egzemplarzy.

Instrukcja do gry wydana jest na papierze kredowym o dobrej jakości. Na okładce znajdziemy tylko tytuł, co z jakiegoś powodu sprawia że mam ochotę tym prędzej zagłębić się w jej treść. Stron jest 28, ale jest tak za sprawą szerokiego rozłożenia tekstu i licznych grafik. Same zasady dałoby się zmieścić na połowie tej przestrzeni, którą zajmują.

Plansza składa się na 6 części i po rozłożeniu leży idealnie prosto na stole. Żetony graczy zawierają raczej podstawowe infografiki przedstawiające floty lub stacje kosmiczne. Jest także trochę żetonów do wspólnego użytku pomiędzy graczami.

Spartański wygląd żetonów graczy nadrabiają za to żetony przedstawiające planety. Tak ładnych grafik planet nie widziałem już dawno w grach sci-fi.

W grze znajdziemy także sporo cukierków eurograczy, czyli drewienek w różnych kolorach.

Siedem ras dostępnych w grze. Poza nazwą każdej znajdziemy także nazwy trzech pozostałych kart tworzących zestaw podstawowy danej rasy.

Trzon rozgrywki stanowią jednak liczne karty, okraszone pięknymi grafikami autorstwa Odysseasa Stamoglou. Patrzenie na grafiki mogłoby stanowić grę samą w sobie. Przyciągają oko.

Plansza gracza, która wymagać będzie laminacji. Wydrukowana jest jednostronnie na cienkim kartonie. Na koniec dwa zdjęcia planszy po setupie.

Już wkrótce pełna recenzja gry – Zapraszam !


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.

  • AnaMan

    Widzę, że skupileś na plusach dodatnich. 😉 Pozytywne wrażenie obcowania z ekskluzywnym limitowanym produktem skończyło mi się po otwarciu tego ładnego pudełka, kiedy moim oczom ukazała się zgnieciona wypraska. Trudno wszakże się jej dziwić, bo solidnością dorównuje produktom z czasów PRL. Standardowe kostki 7mm i dyski też nie robią wrażenia ekskluzywnych. Zabraklo kasy na choć jeden nóż do drewna. Na farbę z drugiej strony części żetonów zresztą też. Planszetki graczy – jak pisałeś – ściąć rogi, a jak ktoś preferuje – laminować.
    No i do tego 3 ekstra dodrukowane karty w zamian za błędne. A wisienką na torcie instrukcja, która poszła do druku chyba w wersji roboczej – tyle ma byków. Na szczęście merytoryczne znaczące są może ze 2 – większość to np. niewłaściwe ilustracje do tekstu.
    Ekskluzywność tego produktu to bardzo, bardzo, bardzo dyskusyjna kwestia.
    Na szczęście po lekturze instrukcji gra zapowiada się na solidny kawałek strategii SF z mechaniką budowania talii i odmiennymi frakcjami.

    • Cześć Paweł,

      Niedociągnięcia o których wspominasz to raczej kwestie, które warto poruszyć w recenzji. Celem unboxingu jest tylko przedstawienie produktu, by każdy mógł zobaczyć co jest w środku.

      Z chęcią zaadresuje te kwestie w pełnej recenzji, która napiszę gdy grę uda się już ograć kilka razy.

      • tomb

        Nie zgodzę się. Jeśli tzw. unboxingi mają jakikolwiek sens to polega on na pokazaniu rzeczywistego wyglądu gry. Uwagi napisane przez AnaMan pomagają mi podjąć decyzję, by nie przepłacać teraz i poczekać na wersję FFG.

        • Tomb, kwestie które porusza Anaman, za wyjątkiem rozerwanej wkładki, to rzeczy których raczej nie sposób wyłapać na etapie unboxingu. Błędy w instrukcji wychodzą w trakcie jej czytania nie krótkiej prezentacji do zdjęć. Kostki do gry są adekwatne i jeśli ktoś grał w poprzednie części tej trylogii wie, że w pełni wystarczą do roli jaką mają pełnić. Jedno do czego można się przyczepić to spartańska grafika na żetonach, które odcinają się, zwłaszcza w porównaniu do żetonów planet, które mają bardzo ładną grafikę przedstawiającą planety.

          Gra pod względem wykonania stoi na zadowalającym poziomie. Osobiście mogę jedynie przyczepić się do grubości kart, gdyż te wymagają zakoszulkowania w celu wzmocnienia i ochrony przed uszkodzeniem przy tasowaniu. W przypadku tego co pisze Anaman, gra nie spotkała się z jego oczekiwaniami, więc mówimy tu o subiektywnym poglądzie jednej osoby. Czytając instrukcję nie doszukałem się w niej rażących błędów o których pisze Anaman. Jestem co prawda w 2/3 tekstu ale na chwilę obecną wszystko, co wyczytałem ma sens, nie ma błędów ortograficznych. Może miejscami tekst jest pisany zbyt kolokwialnym językiem, ale nie jest to nic nadzwyczajnego. Znamy się z Pawłem (Anamanem) nie od dziś, więc wiem że czasami potrafi nieco wyolbrzymiać a czasami czegoś po prostu nie zrozumie, jak zasad Clash of Cultures i potem rzuca mięsem 😉

          Wracając do meritum, Anaman zwrócił uwagę na kilka interesujących kwestii, których eksploracją zajmę się w pełnej recenzji. To właśnie recenzja jest dla mnie miarodajnym źródłem informacji o tym czy daną grę warto kupić i w niej znajdzie się miejsce na wypunktowanie wszystkich błędów, od tych, związanych z wykonaniem, po błędy czy niedociągnięcia w mechanice. Zachęcam do lektury, gdy już się pojawi 🙂

          • AnaMan

            Krzysiek, weź nie pie…ol.
            Robisz personalne wycieczki, bo Ci nie zbywa na merytorycznych argumentach!?
            Czego to niby nie zrozumiałem!?
            Tego, że w instrukcji kilka ilustracji ma homeworld oznaczony podwójnymi cylindrami albo ilustracje są zamienione? Czy tego, że planet unhabitable jest raz 17 a raz 19? Czy może tego, że opis karty refreshujacej żetony rozwoju mówi o 2 a treść karty o wszystkich? Przecież napisałem, że nie są merytorycznie istotne, ale biją po oczach, więc wygląda to jak wersja nie-finalna.
            Nie rozumiem obsesji bronienia jakości wydania tej gry! Gdybym za te pieniądze otworzył pudło z FFG i zobaczył zawartość, to chyba poszedłbym je oddać. Albo Queen Games, albo Days of Wonder. Ale co tam – a gdyby Pierwsi Marsjanie mieli w pudełku tę przygarść drewna. O matko, lepiej nie myśleć, co by to było.
            No ale to jest Tree Frog Games – biedne wydanie jest tu elementem klimatu. Masz czuć, że gra powstała w bólu, z poświęceniem i nieludzkimi wyrzeczeniami, np. kasa na ilustracje poszła z budżetu na finalną korektę. A gracz ma czcić fakt samego posiadania – zaś krytyka jest co najmniej bluźnierstwem, o ile nie przejawem intelektualnej ułomności lub emocjonalnego niedorozwoju, jak to „subtelnie” publicznie pod moim adresem raczyłeś zainsynuować. (brawo, nauki obecnej władzy nie idą na marne)
            „Kostki do gry są adekwatne i jeśli ktoś grał w poprzednie części tej trylogii wie, że w pełni wystarczą do roli jaką mają pełnić.” – to będzie hit miesiąca. Ten cytat to sobie zapiszę i będę przytaczał, kiedy ktoś będzie narzekał na jakość komponentów jakiejś gry albo upominał się o customowe.
            P. S.
            A to jaka jest rola unboxingu? Chyba w takim razie prosprzedażowo-marketingowa, skoro nie porusza jakości wydania.
            A może służy tylko łachotaniu własnego ego i stąd ten opór na krytyczne kontrargumenty i personalne deprecjonowanie inaczej myślących?

          • Pawle, wydaje mi się że powinieneś odstawić klawiaturę i wziąć kilka głębszych wdechów. Wiem, że ciężko jest przenieść emocje jakie towarzyszom pisaniu słów na papier, dlatego starałem się utrzymać wypowiedź w raczej żartobliwym tonie, co dodatkowo zaakcentowałem uśmiechniętą buźką na końcu zdania. Twoja agresja w stosunku do mnie jest dla mnie równie zaskakująca jak brak obiektywizmu, który mi zarzucasz. A samą sytuację – nota bene – przywołałem jako jedno ze wspomnień jakie mam o twojej osobie. Pamiętam, że z jakiegoś powodu nie zrozumiałeś względnie prostych zasad gry i tak się nakręciłeś, że pierwszy raz w życiu słyszałem jak klniesz na grę i zastanawiałem się czy nią zaraz nie rzucisz, mimo że wraz z współgraczem na okrągło tłumaczyliśmy Ci to coś, czego nie potrafiłeś ogarnąć.

            Zanim przejdę dalej, chciałbym raz jeszcze podkreślić że dla mnie unboxing jest tylko krótką prezentacją produktu, która ma na celu z jednej strony dać możliwość zapoznania się (wizualnie) z jego zawartością osobom zainteresowanym a z drugiej ma podkręcić zainteresowanie czytelników przed nadchodzącą recenzją. W żaden sposób nie będę poruszał w unboxingu kwestii dotyczących błędów merytorycznych instrukcji, opisywał mechaniki gry ani w żaden inny sposób komentował samej gry, gdyż od tego jest recenzja i to w niej – przynajmniej w moim słowniku – jest miejsce na takie rzeczy. Sam unboxing to tylko zdjęcia okraszone wstępnym komentarzem. Powstaje w 30min łącznie ze zrobieniem zdjęć, podczas gdy nad tekstem recenzji czasami pracuję kilka dni.

            Domyślam się z Twojej wypowiedzi, że jest jakaś grupa zainteresowania, która usilnie broni gier Treefroga. Pewnie są to fani gier Martina. W życiu miałem styczność z raptem kilkoma tytułami jakie wydał i bynajmniej nie zaliczam się do grupy docelowych (psycho)fanów, choć jestem entuzjastą kilku jego tytułów w tym AFAOS. To powiedziawszy, ewentualną jakość wydania zamierzam skomentować bez ogródek, opisując każdy szczegół, każdą wadę, nie pomijając wszelkich mankamentów. Będzie więc dla mnie bardziej zrozumiałe, jeśli takie ożywione dyskusje będą się pojawiać w następstwie recenzji, nie unboxingu 🙂

          • AnaMan

            Naprawdę liczysz, że uwierzę w te tłumaczenia?
            W sumie nie wiem, co jest bardziej obraźliwe – tamte „wspominki” sprzed lat czy to „wyjaśnienie”.

            Liczy się intencja – a ona jest bardzo czytelna.
            Przywołałeś na forum publicznym jakąś prywatną incydentalną sytuację sprzed 3 lat między 3 osobami – nietaktowne, ale machnąłbym na to ręką. Ale nie! – Ty zrobiłeś to odpowiadając nie mnie (!!), ale zupełnie postronnej osobie, bo napisała, że nie zgodziła się z Twoją cukierkową relacją, a za to moje uwagi przekonały ją do takiej a nie innej decyzji! To się nazywa tupet!
            Jaki to niby miałeś mieć cel w przytaczaniu tego incydentu postronnej osobie w tym kontekście? Robiłeś mi dobry PR?
            Nie, po prostu krytyka – i to nie moja, bo moje uwagi były zdecydowanie do gry – ale innego komentującego wyrwała Ci z Twojej strefy komfortu Autorytet Recenzenta. I postanowiłeś bezczelnie i chamsko zdyskredytować mnie w oczach innych czytelników jako – jak się to kiedyś mówiło „określony element” – niewiarygodny w przytaczanych opiniach i osądach. Żeby już nikt nie miał złudzeń, że nie ma po co brać pod uwagę tego, co wypisuję. No bo to przecież Twój blog – to Twoje Zdanie ma się tutaj liczyć. Jak oni śmią!
            Muszę przyznać z uznaniem – nieprzeciętnie podła manipulacja.