Turysta w Rzymie – recenzja

Rzym to jedno z największych i najstarszych miast Europy. Na przestrzeni dziejów było ono jednym z najważniejszych miejsc na kuli ziemskiej m.in. jako stolica Cesarstwa Rzymskiego – wówczas największego imperium obejmującego tereny basenu Morza Śródziemnego, dzięki czemu zyskało miano Caput Mundi – stolicy świata. Dziś jego zabytki wabią swym pięknem niezliczone rzesze turystów. Także i nam dane będzie odwiedzić to wspaniałe miasto dzięki grze Turysta w Rzymie. Zanurzmy się w świat zabytków, poznając ich pasjonującą historię.

Turysta w Rzymie to gra autorstwa Moniki Baron, która wkrótce ukaże się nakładem wydawnictwa Haraka Paka. Gracze wcielają się w tytułowych turystów, którzy w trakcie rozgrywki odbędą wycieczkę po słynnym Wiecznym Mieście. Każdy z graczy będzie mógł wykazać się zdolnością planowania  swojej trasy w taki sposób, aby zobaczyć jak najciekawsze zabytki i jednocześnie zdobyć jak najwięcej punktów za ich przemierzanie. Mają jednak oni ograniczony czas – rozgrywka bowiem kończy się, gdy tylko jeden z nich wyłoży na planszę wszystkie swoje pionki. Trzeba się zatem spieszyć, a jednocześnie uważać by skupić się na odwiedzaniu zabytków dających nam jak najwięcej punktów, uważając przy tym, aby nie dać się ubiec przeciwnikom, którzy mogą zająć trasę, po której planowaliśmy dotrzeć do celu.

Wykonanie

Gra została wydana w dużym prostokątnym, jasnoniebieskim pudle. Wykonane zostało z grubej tektury pokrytej błyszczącą lakierowaną okleiną. Jego front zdobi panorama Rzymu wraz z tytułem gry oraz uśmiechniętą turystką, szykującą się do wyruszenia na podbój Wiecznego Miasta. Na odwrocie pudełka znajdziemy krótki opis gry oraz grafikę przedstawiającą planszę i pozostałe elementy. Zanim skupię się na dalszym opisie, warto nadmienić, iż otrzymałem od wydawcy egzemplarz przedprodukcyjny i choć oprawa graficzna oraz zasady gry są już dopracowane, jakość komponentów tu prezentowanych może się znacząco różnić od tego, co znajdziecie w jej sklepowej wersji.

Pudełko wypełnione jest po brzegi. Przede wszystkim, znajdziemy w nim masę kart dzielących się na kilka rodzajów:

karty miejsca (180 szt), na których znajdziemy krótką notatkę dotyczącą odwiedzonego przez nas miejsca

 

karty czasu (64 szt.) stylizowane na antyczny zegar, zawierające okres od 5 do nawet 30 minut, a służące do opłacania kosztu zajęcia trasy na planszy.

bilety (60 szt.) w kształcie prostokątów, przypominające wyglądem autentyczne środki opłaty przejazdu środkami transportu publicznego. Podzielone są kolorami na poszczególne typy transportu: czerwony (metro), autobus (niebieski), jazda rowerem (zielony), autostop (pomarańczowy). W talii znajdziemy także pięć sztuk karty „roboty drogowe”, która po dociągnięciu kosztować nas będzie utratę kolejki.

W moim egzemplarzu wszystkie karty wykonane są z cienkiej, lakierowanej tektury o gładkiej powierzchni. Docelowo mam nadzieję, że będą wykonane z lepszej jakości materiałów, bardziej odpornych na zużycie niż w prezentowanym tu egzemplarzu przedprodukcyjnym.

Mapa gry przedstawia plan miasta, na którym umieszczono zabytki, zgodnie z ich faktycznym położeniem, choć część, na potrzeby gry, została delikatnie przesunięta, aby zmieścić się na planszy. Grafika utrzymana jest w jasnobrązowej tonacji. Zdjęcia zabytków stylizowane są na stare fotografie, a ich lokalizacje poprzecinane są siecią tras, po których wędrować będą uczestnicy rozgrywki.

Widoczne na powyższych zdjęciach trasy, gracze będą zajmować, wystawiając na planszę swoje pionki i zaznaczając w ten sposób postępy w wycieczce po mieście. W pudełku znajdziemy łącznie 210 drewnianych pionków w pięciu kolorach (po 41 na każdego gracza) oraz 5 pionków „turystów” którymi zaznaczać będziemy postępy każdego gracza na okalającym planszę torze punktacji.

Rozgrywka

Każdy z graczy otrzymuje pionki w swoim kolorze oraz jedną kartę miejsca startowego. Dodatkowo, każdy z graczy otrzymuje kartę zabytku miejsca startowego, dzięki czemu, na początku, od razu możemy zapoznać się z z opisem zabytku, w pobliżu którego rozpoczynamy wędrówkę.

Celem gry jest zdobycie możliwie największej ilości punktów za odwiedzone zabytki oraz przebyte trasy. Te ostatnie przemierzamy za pomocą kilku środków transportu, tj. metro, autobus czy jazda rowerem. Gra utrzymana jest w konwencji wyścigu, lecz nie da się nie zauważyć, iż w dużej mierze przypomina grę Wsiąść do Pociągu. Poszczególne zabytki połączone są kolorowymi trasami, które gracze będą zdobywać za pomocą uzbieranych kart czasu i biletów. Ale po kolei.

W swojej turze, gracz może wykonać dwie akcje: dobrać losowo 2 karty z talii biletów i/lub kart czasu w dowolnej kombinacji albo utworzyć jeden odcinek trasy na mapie. Nie ma limitu kart na ręce, więc co turę gracze będą dobierać po jednej karcie biletu i czasu lub po dwie karty czasu albo karty biletów, by zbierać na ręce pulę kart potrzebną do zajmowania tras.

Do większości lokacji prowadzi kilka różnych dróg. Każda z nich, oznaczona innym kolorem skojarzona jest z odrębnym środkiem transportu. Tak więc, jadąc np. z Bazyliki św. Klemensa możemy wybrać trasę rowerową lub skorzystać z metra, by dotrzeć do Bazyliki św. Szczepana albo pojechać autobusem tudzież złapać autostop do Bazyliki św. Jana na Lateranie. Podróż każdym środkiem transportu zajmie nam inną ilość czasu, a długości tras przygotowano w oparciu o faktyczny dystans dzielący zabytki. Chcąc zająć trasę, gracz musi pokazać bilet, którego kolor zgadza się z planowanym kierunkiem wędrówki, a następnie odrzucić z ręki karty czasu, których suma zgadza się z ilością czasu przedstawioną na trasie. Następnie gracz umieszcza na zajętej trasie swoje znaczniki, otrzymując po 2 punkty za każdy lub 6 punktów za ten, który ustawimy na polu oznaczonym gwiazdką. Należy jednak pamiętać, że wędrówka musi odbywać się ciągiem, z jednego miejsca do drugiego. Nie możemy więc zająć jednego odcinka na jednym końcu mapy, aby za chwilę zajmować część na jej drugim końcu (niestety teleportacja nie stanowi tu jednego z dozwolonych środków transportu, a szkoda).

Po zajęciu odcinka trasy, gracz zabiera z puli kartę miejsca znajdującego się na jej końcu. Karty miejsc oznaczono pięcioma kolorami. Każde z miejsc na planszy zaopatrzono w mały znacznik z kolorem talii, w której znajduje się dana karta, dzięki czemu szybko ją odnajdziemy i będziemy mogli „zwiedzić” lokację, czytając opis z rewersu karty, podczas gdy inni gracze wykonywać będą swoje tury. Podróżując więc z jednej lokacji do drugiej, stworzymy za każdym razem indywidualny plan wycieczki – Najlepsze jest to, że możemy wykorzystać grę do stworzenia wymarzonego planu podróży, który zrealizujemy, gdy wybierzemy się faktycznie do Rzymu.

Najważniejszym zabytkiem w mieście niewątpliwie jest sam Watykan, a w nim Bazylika św. Piotra. W grze jest to lokacja warta najwięcej, bo aż trzydzieści punktów. Jest też obowiązkowym punktem naszej podróży i jeśli realizując naszą wycieczkę po mieście jej nie odwiedzimy, na koniec gry stracimy dokładnie trzydzieści punktów, co może pozbawić nas szans na zwycięstwo.

Wrażenia z rozgrywki

Ostatni raz byłem w Rzymie kilka lat temu. Dzięki tej grze, ożyły wspomnienia tamtej podróży, które być może rzutowały na mój odbiór gry, bowiem przypadła mi bardzo do gustu. Turysta w Rzymie to gra, która jak już wspomniałem, czerpie z idei gry Wsiąść do Pociągu. Podobnie jak w popularnej grze Alana R. Moon, także i tu staramy się zajmować trasy pomiędzy lokacjami, opłacając je zbieranymi w trakcie gry kartami. W odróżnieniu jednak od Wsiąść do Pociągu, w Turyście występuje dodatkowy element edukacyjny, związany z opisem zabytków na kartach miejsc pozyskiwanych przy zajmowaniu kolejnych tras na mapie. Z tych krótkich opisów poznamy historię każdego zabytku, a są one napisane w sposób, który pobudzi naszą ciekawość i zachęci do poszukiwania kolejnych informacji na temat danej budowli.

Instrukcja gry pisana jest grubą czcionką, gdyż w grze nie ma zbyt wielu zasad. Jest za to bogato ilustrowana i pełna przykładów rozgrywki, dzięki którym nie powinno być wątpliwości co do właściwego wykonywania akcji. Same zasady są banalnie proste, dzięki czemu gra nadaje się do rozgrywek z młodszymi dziećmi. Pudełko wskazuje wiek 8+, aczkolwiek z płynną rozgrywką powinny sobie poradzić już 6-latki. Pomoc dorosłych będzie potrzebna tylko w przypadku czytania opisów odwiedzanych zabytków.

Gra pomimo swej prostoty zapewnia całkiem niebanalną rozgrywkę. Przy planowaniu podróży należy wykazać się skupieniem i dosłownie umiejętnością organizowania własnego czasu. Każda trasa zajmie nam bowiem określoną ilość punktów czasu, które musimy wydać na jej przebycie. Dodatkowo, będziemy musieli dysponować odpowiednim biletem odpowiadającym danej metodzie transportu (kolorowi trasy) jaki będziemy chcieli wybrać. Jeśli utkwimy gdzieś i przez kilka tur nie dobierzemy odpowiedniego biletu z talii, zawsze możemy poruszać się po mapie pieszo, ale zajmuje to najwięcej czasu, w trakcie którego nasi rywale mogą nas wyprzedzić i wyzbyć się wszystkich swoich pionków. Gra narzuca w ten sposób tempo i choć jej główną misją jest propagowanie wiedzy o Rzymie, jest to typowy wyścig, w którym wygra ten, kto wykaże się najlepszą zdolnością planowania trasy przez generujące najwięcej punktów lokacje w jak najkrótszym czasie. Nie brakuje tu także negatywnej interakcji, gdyż każdą trasę może zająć tylko jeden gracz, więc przy rozgrywkach w większym gronie, trasy wędrówki graczy często będą się wzajemnie przecinać. Odcinając drogę transportu jedną metodą, będziemy zmuszali graczy do obrania innej, często dłuższej pod względem czasu trasy, niejednokrotnie zmuszając ich do spędzania swych tur na dociąganiu brakujących kart czasu. Możliwych do realizacji strategii jest tu zatem całkiem sporo.

Czas w grze jest równie ważny co ten w życiu codziennym. Jeśli pominiemy dokładne czytanie opisów miejsc, rozgrywka powinna zamknąć się w 30-45 minutach przy trzech graczach. W ciągu tygodnia, gdy harmonogram naszych dzieci poza przedszkolem czy szkołą wypełniają różne zajęcia dodatkowe, możemy rozegrać szybką partię z naszą pociechą, która doceni elementy rywalizacji z rodzicem. Na weekend zaś można sobie pozwolić na dłuższą rozgrywkę, zasiadając całą rodziną i wspólnie odkrywać ciekawostki Rzymu.

Projekt Moniki Baron, która jest autorką gry bardzo mi się spodobał. Gra łączy bowiem klasyczną rozgrywkę przy stole z elementami edukacyjnymi. Posiada ona proste zasady, a jej uniwersalna mechanika sprawia, że w przyszłości możemy się doczekać kolejnych wycieczek po innych znanych miastach. Z chęcią zostałbym turystą w Pekinie, Tokio, Chicago czy Lizbonie. Gra ma w sobie ogromny potencjał i sprawdzi się dobrze jako narzędzie edukacyjne zarówno w domu jak i placówkach oświatowych typu przedszkola i szkoły podstawowe. Choć jest ona kierowana głównie dzieciom, dorośli gracze także będą mieć frajdę z rozgrywki.

Gra na dniach pojawi się na portalu Wspieram.to, na którym wydawnictwo będzie starało się zebrać środki na wydanie gry na wysokiej jakości materiałach. Zdecydowanie zachęcam do wzięcia udziału w zbiórce, gdyż uważam, że Turysta w Rzymie to pozycja, którą warto mieć na swojej domowej półce czy w szkolnej biblioteczce gier.

Ocena końcowa

Gra podoba mi się, gdyż:

– posiada proste zasady, które można wyjaśnić w dwóch, trzech zdaniach i od razu zasiąść do gry.
– wpływa pozytywnie na umiejętność krótko- i długo-falowego planowania przez naszą pociechę.
– element wyścigu wprowadzający rywalizacje pozwoli kształtować charakter naszego dziecka.
– wspiera umiejętności matematyczne poprzez przeliczanie czasu i dystansu na zajmowanych trasach.
– zawiera wiele interesujących opisów zabytków jakie można zwiedzić w Rzymie.
– promuje naukę poprzez zabawę.

W grze nie podoba mi się natomiast:

– Odrobinę zbyt jednolita grafika. Dziecko może znudzić się grą, gdyż nie ma za bardzo na czym zawiesić oka.
– Kolory tras żółtych i pomarańczowych są do siebie na tyle zbliżone, że ciężko je odróżnić, zwłaszcza przy słabym świetle.
– trochę za dużo zapożyczeń ze światowego hitu Wsiąść do Pociągu.


Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.

  • Justyna

    w grze aby zdobyć trasę najważniejszy jest czas i to jego trzeba zbierać najwięcej kart transportu wystarczy posiadać jedną a nie jak w Wsiąść do pociągu tyle ile stawiamy w danym kolorze wagoników. Po 10 minutach rozgrywki mamy zapchaną rękę niepotrzebnymi kartami których nie jesteśmy w stanie zużyć. Powinno być ich mniej o połowę by umożliwić rywalizację o kolor karty czekając czasami kilka tur aż pojawi się ta nasza wyczekiwana.

    6 latek zagra pod warunkiem że umie liczyć dziesiątki lub przy pomocy rodzica gdyż w tej grze najważniejszy jest czas i trzeba go cały czas liczyć .

    Teksty na kartach są fajne ale nie chciało mi się w ogóle tego czytać a już tym bardziej moim dzieciom słuchać gdy w grze liczy się kto pierwszy zajmie trasę raczej dzieci nie myślą o walorach edukacyjnych. Ale jest bo czymś się różnić od innych gier musi.