O takim jednym, co planszówki mu życie uratowały – wywiad z Przemysławem Dmytruszyńskim (cz. 2)

Były górnik, obecnie właściciel wydawnictwa i twórca gier planszowych, prywatnie oddany mąż i kochający ojciec. Ale nie zawsze tak było. Zapraszam na drugą część wywiadu z Przemysławem Dmytruszyńskim, założycielem Lupo Art Games.

Jak wpadłeś na pomysł historii w grze Odyssey ? i czy jesteś nam w stanie zdradzić na czym będzie polegała rozgrywka ?

Na tą chwilę niech to będzie tajemnica. Ty już znasz ją, więc musisz milczeć i nie masz wyboru. Bo jeżeli nie, to może przytrafić Ci się coś nieprzyjemnego 😉 Oczywiście żartuję, ale nie chcę zdradzać teraz wszystkiego. Natomiast jeśli chodzi o rozgrywkę to kluczem do wygrania wersji z mechanizmem memory jest dobra pamięć lub umiejętne wykorzystanie technik zapamiętywania. Nie chwaląc się muszę powiedzieć, że Odyssey jest grą, która wymaga poświęcenia jej całej swojej uwagi. Jeszcze nigdy nie koncentrowałem się nad rozgrywką tak bardzo jak w Odyssey. Ja sam na początku kompletnie nie radziłem sobie z zapamiętywaniem położenia widoków planet. Ogólnie mam problemy z zapamiętywaniem.

Znalazłeś więc jakiś złoty środek na to jak sobie z tym poradzić ?

Tak, przypomniałem sobie technikę polegającą na wymyślaniu historii pomiędzy elementami, które trzeba zapamiętać. Okazało się, że to działa. Na dzień dzisiejszy zdarza się, że pomylę się raz na kilka rozgrywek.

 

Jak to działa?

Gracz odkrywa widok np. planety pełnej słodyczy i wyobraża sobie, że w tym miejscu stoją wielkie ociekające lody i na przykład przechylają się w stronę najbliżej siedzącego gracza, upadają i lądują na jego swetrze. Najłatwiej takie pierwsze skojarzenia osadza się na narożnikach galaktyki. Następnym odkrytym widokiem niech będzie planeta z latarnią morską i wielkimi karasiami (teraz dopiero zadałem sobie pytanie, co do cholery robią karasie w morzu? 🙂 ). I w dodatku jej widok leży obok widoku planety słodyczy. Ja już widzę jak karaś swoim ogonem, jak rakietą tenisową uderza w gałkę lodów , która ląduje na twarzy gracza, tego samego co poprzednio.

Taki sposób powoduje ,że do końca rozgrywki będziesz pamiętał co gdzie leży. Zobacz jaką siłę ma ta gra. Przede wszystkim poprawia koncentrację, dziś można powiedzieć , że uczy skupienia bo wszyscy non stop są bombardowani informacjami z każdej strony i ciężko jest utrzymać uwagę na jednej rzeczy. Uczy również technik zapamiętywania, im częściej grasz tym mniej czasu potrzebujesz na zapamiętanie historyjek. No i oczywiście rozwija wyobraźnię, bo trzeba te historie wymyśleć co, jak się okazuje, nie jest takie proste na początku. Dzięki tak bogatym ilustracjom nasze historie za każdym razem mogą być inne i nie będą nas nudzić.

Jest moc? Widzisz to? Wyobraź sobie jak dzieciaki, zresztą wszyscy ludzie wykorzystują wymyślanie tych historii do nauki obcego języka. Ja nie wiedziałem na początku, że ta gra tak mocno może oddziaływać na ludzi. To jest kompletnie inny rodzaj prowadzenia gry niż te które znamy. Dlatego Odyssey z każdą następną grą daje coraz więcej satysfakcji i jest niesamowicie regrywalna.

 

Jak się współpracuje z Adamem Kałużą ?

Adam jest bardzo miłym i otwartym człowiekiem. Już na pierwszym naszym spotkaniu od razu nawiązaliśmy ciepłe relacje a zaczęło się od wspólnej miłości do gór. Miałem okazję troszkę pochodzić po Alpach, mam nawet swój czekan, raki i linę. Czytałem również dużo o wyprawach na ośmiotysięczniki. Dlatego kiedy pierwszy raz grałem w K2 to ciarki mi chodziły po plecach. Żadna gra do dziś nie wywołała we mnie tyle emocji, więc musiałem mu o tym powiedzieć jak tylko go poznałem. Adam jest niesamowicie spokojny i skoncentrowany. Podziwiam to jak pracuje, podejrzewam że robi to pewnie w bardzo uporządkowany sposób. Ja to jestem bardziej chaotyczny. Adam dał mi dużo swobody przy Odyssey. Bardzo spodobała mu się moja wizja tej gry i pozwolił mi na rozwinięcie jej. Zakochał się również w ilustracjach Alicji Kocurek, więc razem nie możemy się doczekać aż gra zostanie wydana. Mam nadzieję, że zrobimy jeszcze wiele takich wspaniałych wspólnych projektów. Niesamowitym zajęciem było wymyślanie planet do gry i robiliśmy to wszyscy, Alicja, ja, Adam, Anula, Tomasz i moje córki.

Ile jeszcze nieopublikowanych prototypów chowasz w szafie ?

Tylko pięć. Z czego jeden do niczego się nie nadaje. Natomiast pozostałe trzeba mocno przerobić lub udoskonalić. Jednak jeżeli nie palę się w środku do któregokolwiek z tych pomysłów to nawet go nie dotykam. Natomiast na punkcie Odyssey to miałem obsesję przez dwa lata. Codziennie myślałem o niej. Dopiero ostatnio zauważyłem, że wreszcie są dni kiedy zdarzy mi się nie pomyśleć o tej cudownej galaktyce.

 

Czy posiadasz jakieś marzenie jako gracz ?

Jako gracz, to może posiadać wszystkie zestawy Ascension. Ta gra trafia do mnie z klimatem. Głównie przez ilustarcje Erica Sabee,w których jestem zakochany. Jednak ostatnio zauważyłem coś strasznego, zaczęli poprawiać te ilustracje na takie bardziej pasujące do mainstreamu. I to moim zdaniem zaszkodziło wizerunkowi gry. Była oryginalna a teraz zaczyna się robić jak każde inne. Muszę tu wspomnieć o jeszcze jednej okropnej zmianie jaką wprowadzono w Carcassone. Trzeba być kompletnym idiotą, żeby ilustrować grę w taki sposób, jaki widzimy w tej nowej wersji. Moi znajomi z jednego znanego sklepu ładnie to określili: „teraz jest to gra o budowaniu zamków na gównie”. I to prawda, smutna.

 

Jaka byłaby Twoja wymarzona gra ?

To byłaby gra, w trakcie której poczułbym się tak jak podczas mojej pierwszej sesji w Warhammera RPG. Gra, w której byłbym zaskoczony jak zawsze kiedy zostałem trafiony z nieznanego kierunku w Wolfenstein 3D. No i jeszcze żebym mógł w niej czuć każdą przygodę tak jak w grze Ishar. Zazdroszczę moim córkom, one pewnie takich uczuć doznają teraz właśnie.

 

Czy według Ciebie inicjatywy takie jak niedawne Testowanie Prototypów w Ludiversum są potrzebne ? Co takiego sprawia, że osoba projektująca grę chciałaby brać w nich udział ?

To są wspaniałe wydarzenia. Spotykamy kompletnie obcych nam ludzi, prezentujemy grę, więc już uczymy się pośrednio sprzedaży. Najcenniejsze są oczywiście opinie graczy-testerów. Tak naprawdę to one kształtują całą grę. Ja do dziś mam dylemat, w którym momencie gra już przestaje być moja a staje się dziełem właśnie testerów.

To są wspaniałe chwile, kiedy obserwujemy jak wiele radości nasza gra daje graczom. Podoba im się, więc dostajemy kopa do dalszej pracy bo widzimy, że warto. Oczywiście zdarzają się też przykre chwile. Nagle okazuje się, że gra przestaje działać, a wcześniej graliśmy kilkadziesiąt razy i było super. Teraz nagle karty tak podchodzą, że nic się ciekawego nie dzieje, gracze nic nie mogą zrobić. I tu powstaje problem, nie z tą właśnie sytuacją tylko z narodzinami świadomości: Czy jestem w stanie przewidzieć i rozwiązać każdą problematyczną sytuację jaka może wydarzyć się podczas gry? Zapewne są takie osoby które potrafią i bardzo im tego zazdroszczę. Ja z tego powodu muszę grać najczęściej jak się da. Myślę że powinienem się skupić na schematycznym rozpisaniu wszystkich możliwości i tutaj rozpocząć poszukiwanie ewentualnych błędów? Niestety na razie nie umiem tak pracować 😉 No i spotykanie ciekawych ludzi jest przecież zaletą takich wydarzeń. Gdzie to się poznaliśmy? Właśnie w Ludiversum!

Czy trzeba być zaawansowanym graczem, aby zając się projektowaniem własnej gry ?

Zdecydowanie nie! Kiedy robiłem z córkami Aarrr! to nie miałem pojęcia o tym, że kilkanaście kilometrów ode mnie mieszka autor K2. Chłopie, ja nie wiedziałem nawet co to jest Board Game Geek. Myślę jednak, że trzeba mieć chociaż trochę kontaktu z dobrymi grami, takimi jak choćby Szachy. Ja kilkanaście lat wcześniej natknąłem się na Magica i przez te wszystkie lata troszkę do niego wzdychałem. Aarrr! powstało chyba właśnie z tej tęsknoty. Na pewno nie byłem nawet średniozaawansowanym graczem. Tworzenie gier przez takich ludzi oderwanych od tego całego świata Geeków często daje bardzo dobre efekty. Musielibyśmy teraz przeanalizować większość najpopularniejszych tytułów. Myślę, że dużo z nich zostało wymyślonych przez graczy niezaawansowanych.

 

Jaką radą podzieliłbyś się z osobami, które dopiero rozpoczynają przygodę z projektowaniem gier ?

Jeżeli wasza gra wywołuje emocje, to znaczy że jesteście już na dobrej drodze. Nie chodzi mi to oczywiście o zniechęcenie, czy zdenerwowanie 😉 Nie czytajcie za dużo o projektowaniu, przede wszystkim obserwujcie co się dzieje z ludźmi grającymi w wasze gry. Muszą też wyrobić w sobie dystans do samego siebie. Krytykę trzeba przekuwać w energię do dalszej pracy, tu nie ma miejsca na obrażanie się i szlochanie po kątach. Ja notuję większość pomysłów. Często to wygląda jak zapis strumienia myśli, które może kiedyś się przydadzą. To jest podstawa. Ważne jest żeby nie skupiać się nad wyglądem pierwszych prototypów. Na pewno wiele w nich zostanie zmienione i cała nasza praca pójdzie na marne.

 

Na jakim etapie jesteście z obecnymi projektami ?

Odyssey już jest ukończona mechanicznie, gramy jeszcze i pokazujemy ją żeby sprawdzić czy coś nas nie zaskoczy. Oczywiście zapewne po wydaniu okaże się, że czegoś nie zauważyliśmy ale poradzimy sobie z tym.

Aarrr! 2, nie mam pojęcia jak nazwać nową wersję tej gry. Mogę powiedzieć, że jesteśmy już na dobrej drodze do ustalenia ostatecznej koncepcji gry. Mamy jeszcze kilka pomysłów, które chcemy wypróbować. Później wybierzemy najlepsze lub skomponujemy grę tak, żeby można było wykorzystać nasze idee w różnych kombinacjach. Ja nie jestem zwolennikiem robienia gry kompletnej, nie zmienianej. Gdzie za chwilę zostaje wypuszczona gra tylko delikatnie przerobiona, ale inna. Podoba mi się to, że nasi gracze będą mogli sami zdecydować co chcą do gry wrzucić a czego w ogóle nie wyciągać z pudełka.

Wyobraź sobie, że w Odyssey mamy kilka takich rozwiązań. Nawet jeżeli będą grać w nią ludzie o doskonałej pamięci to mamy coś dla nich. Galaktyczny potwór Czarna Dziura, robi taki Brainstorm (my to nazywamy Brainfuck), że nawet geniusz straci pewność siebie, a wszystko będzie możliwe do zapamiętania i żadnej dodatkowej losowości nie wprowadzamyJ Bardzo chciałbym poznać kogoś kto by sobie z tym wariantem poradził bezbłędnie. To taki tryb dla „Rainmanów” („Rainman” – kojarzysz taki film z Dustinem Hofmanem i Tomem Cruisem?)

 

Oczywiście, to jeden z moich ulubionych filmów 🙂 A czy słuchasz swoich testerów, kiedy proponują zmiany w twoich prototypach ?

Zawsze każdego słucham uważnie, zwłaszcza dzieci. One mają takie niesamowite pomysły. Sprawdzamy z chłopakami każdą wskazówkę, uwagę. Czasami wydaje się na pierwszy rzut oka, że to fenomenalne rozwiązanie, a później gdy ogrywamy okazuje się że jednak nie działa. Często jest tak, że testerzy poprawiają grę i to w znacznym stopniu lub naprowadzają nas na jakiś trop i znajdujemy nowy pomysł, którego nigdy nie odkrylibyśmy, gdyby nie bodziec od takiego człowieka. Bez testerów nie ma dobrych gier. Trzeba tylko być ostrożnym, ponieważ każdy lubi inne mechanizmy, klimaty. Jeżeli nie będziemy trzymać się podstawowej wizji gry to za każdym razem będziemy ją zmieniać. To jest bardzo trudna rozgrywka, można wiele przegrać ;).

 

Więc gdzie leży zloty środek ?

Łatwiej jest, jeżeli wiemy do kogo konkretnie adresujemy grę, wtedy opieramy się na opiniach naszej grupy docelowej i nie zwracamy uwagi na marudzenie euro-graczy 😉 Testowanie gier to mozolna praca. Często przez to nie ma czasu na granie w jakieś inne gry 😉

 

Czy mógłbyś podsumować swoją obecną karierę jako twórca gier i wydawca ? I jak te doświadczenia wpłynęły na twoje przyszłe plany w dziedzinie gier planszowych ?

Bardzo cieszę się, że udało mi się poznać i namówić do stałej współpracy Tomka i Jarka. Taki sposób wspólnej pracy nad grami jak przerzucanie się pomysłami to strasznie fajne zajęcie. Wolę pracować w grupie niż samotnie.

Jako wydawca kompletnie się nie sprawdziłem, wydawnictwo stanęło w miejscu. Głównie mogę to zawdzięczać decyzji jaką podjąłem o nie korzystaniu z dystrybucji Aarrr! Chciałem żeby gra była tania i przez to dostępna dla jak największej liczby osób. Wejście do dystrybucji automatycznie podniosłoby jej cenę. Myślałem, że poradzę sobie sam ze sprzedażą, jednak wydarzyło się kilka nieprzyjemnych wypadków w mojej rodzinie i musieliśmy odłożyć LUPO na bok. Straciliśmy impet i wszystko rozciągnęło się w czasie. Jednak każdą wolną chwilę poświęciłem na Odyssey, wszystkie wolne pieniądze wydałem na ilustracje do tej gry. Bardzo w nią wierzę. Teraz musimy wstać na nowo i pokazać światu co mamy dla was. To nie jest jednak takie proste, kiedy robi się to po godzinach pracy, która daje chleb. Kiedy trzeba jeszcze mieć czas dla dzieci, a ja mam trójkę wspaniałych dzieciaków. Idealnie byłoby gdybym mógł tylko tym się zajmować. Może kiedyś się uda.

 

Czujesz się spełnionym projektantem ?

No co ty 😉 ? Takim ludziom jak Adam Kałuża czy Filip Miłuński to ja buty mogę wiązać i napoje podawać 😉 Mam takie marzenie, chciałbym zrobić grę dla niewidomych. Taką grę, w którą również gracze widzący mogliby grać z zamkniętymi oczami. Wiesz co by się wtedy działo w naszych głowach? Ile nowych połączeń nerwowych powstanie? Już nawet jedną prostą zaprojektowałem. Oto cała instrukcja. Weź szklankę i dzbanek z wodą. Niech każdy gracz spróbuje ciągłym strumieniem bez przerywania napełnić szklankę z zamkniętymi oczami. Wygrywa ta osoba która wypełni szklankę najbardziej. Natomiast każda kropla, która wycieknie poza szklankę dyskwalifikuje gracza, któremu to się przydarzyło. Spróbuj.

 

Czy posiadasz jakąś projektancką dewizę ?

Jeżeli nie mogę rozwiązać jakiegoś problemu to odpuszczam sobie na jakiś czas. Rozwiązania klarują się w naszych głowach często w najmniej oczekiwanych momentach. Gdy mam tylko okazję spróbować w życiu czegoś nowego, co oczywiście nie wyrządzi komukolwiek krzywdy, to robię to. Nowe doświadczenia rozwijają. Ostatnio np. uczyłem się jak uderzać w piłeczkę golfową, razem z moim bratem i muszę Ci powiedzieć, że to nie jest wcale takie proste 😉 Czytałeś kiedyś książkę trzymając ją do góry nogami?

 

Jak wspominasz dotychczasowe lata spędzone przy planszówkach ?

Najlepiej to oczywiście lata dziecięce. Doświadczanie gier wtedy było zupełnie czymś innym niż dzisiaj. Dziś nie potrafię tak głęboko wejść do gry czy książki lub filmu. Brakuje mi tego. Chociaż muszę przyznać się, że czasami puszczam wodze fantazji w takim stopniu, że tracę kontakt z rzeczywistością. Widzę jakieś nierealne rzeczy lub wydarzenia. Sam prowokuję takie myśli bo bywają zabawne.

Jeszcze kilka lat wstecz kiedy pojawiała się informacja o nowej, ciekawej grze to czekało się na nią z niecierpliwością. Dziś przyznaję, że już nie zwracam uwagi na nowości pojawiające się na rynku. Jest tego tak wiele, że nie sposób przyswoić informacji o każdej. Przez to że pracuję nad naszymi grami, praktycznie nie mam czasu na granie w cokolwiek innego i to jest bardzo smutne. Natomiast prowadzenie własnego wydawnictwa i wydanie Aarrr! pozwoliło mi poznać wiele fantastycznych osób. Wiesz , byłem nawet kuratorem wystawy o grach planszowych 😉

 

Czym się zajmujesz, gdy nie projektujesz gier ?

Co ja jeszcze robię? Pracuję, aktualnie otwieram oddziały firm transportowych w bardzo fajnej gminie. Do niedawna byłem górnikiem, fedrowałem przez ostatnie 12 lat. Jednak musiałem rzucić tą pracę ponieważ strasznie mnie ograniczała i cofałem się a nie rozwijałem. Poza tym górnictwo jest okropne, pozbawia ludzi dobrych uczuć, wręcz uczy zobojętnienia. O mobbingu i łamaniu prawa w górnictwie też mógłbym Ci bardzo dużo opowiedzieć. I tu masz dowód na to, że planszówki mogą uratować życie. LUPO i Aarrr! otworzyły mi głowę, dzięki temu porzuciłem górnictwo.

 

A czy masz jakieś hobby ?

Do niedawna chodziłem intensywnie po górach, ale od kiedy urodził się Maciej to już nie mam na to czasu. W sumie to planszówki też zabrały mi czas na górskie wędrówki. Szkoda bo mam nawet swoje małe osiągnięcia, wszedłem dwa razy na Grossglocknera (najwyższy szczyt Austrii). Raz nawet przeszedłem po górach w ciągu 12 godzin 44 kilometry w wyniku czego przez następne 2 dni nie mogłem chodzić.

Zdarzyło mi się też spać zimą w górach pod namiotem. Na śniegu przy temperaturze -8 stopni Celsjusza. Tęsknię do tego, marzy mi się kilkudniowa zimowa wędrówka po górach ze sprzętem na plecach lub sankach. Zacząłem już nawet kompletować ekwipunek. Buty, śpiwór i kuchenkę mam J Może w tym roku uda się zrobić jakiś test.

 

A jaki rodzaj literatury lubisz najbardziej ?

Niestety nie mam czasu na czytanie książek, to przykre ale faktycznie tak jest. Udaje mi się jednak przeczytać choć jedną książkę co kilka miesięcy 🙂 Coraz więcej pozycji ląduje na półce i czeka na lepsze czasy. Kiedyś uwielbiałem fantastykę a dziś z przyjemnością biorę się za literaturę faktu. Reportaż wojenny, to mocny przekaz emocji, podziwiam ludzi, którzy biorą się za zdobywanie historii do takich książek.

Kiedy tylko mogę to spędzam czas z dziećmi. Bardzo to lubię mamy fajną atmosferę w domu dzięki Anuli. Ona bardzo dba o dzieciaki, o kontakt z nimi i ich rozwój. Robimy dużo fajnych rzeczy. Moje córki np. lubią się wspinać. 8 letnia Iga nawet zażyczyła sobie na urodziny uprząż wspinaczkową. Jak sam widzisz na projektowanie zostaje strasznie mało czasu 🙂

 

Dziękuję za twój czas i możliwość przeprowadzenia wywiadu 🙂

Cała przyjemność po mojej stronie! Wiesz, że nigdy tyle o sobie nikomu w tak krótkim czasie nie opowiadałem. To zawsze ja ciągnę ludzi za język. Jestem strasznie ciekawski.

Człowiek odmieniony, Przemysław Dmytruszyński

 

<<<<<< Wróć do pierwszej części artykułu.


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.

  • Justyna

    Jestem pod wrażeniem długości wywiadu. Jest on bardzo treściwy i interesujący, no i wrażenie robi to, że rozmówca tak się przed tobą otwarł !