Gdy Pana nie ma w domu… – recenzja gry Łupieżcy: Rigor Mortis

Mroczny Władca, Rigor Mortis opuścił swą wieżę wraz z zastępem wiernych sług, aby wypełnić misję w krainie Kragmortha. Przed chciwymi kotami, które dotąd zamieszkiwały mroczne zakamarki siedliska Mortisa pojawiła się więc bezprecedensowa szansa na szybkie wzbogacenie się w postaci z pozoru niczym niechronionego skarbca Arcymistrza Zła. Nie potrzeba im więc wysyłać zaproszenia – w mig ruszają plądrować skarbiec. Tylko jak wiele złota uda im się wynieść, nim jego kościsty właściciel powróci ze swej misji lub zostanie z niej przywołany alarmem uruchomionym przez niczego niepodejrzewającego szabrownika?

Łupieżcy to szybka gra karciana o prostym zestawie zasad i solidnej dawce negatywnej interakcji. Przy wykorzystaniu wspólnej talii w trakcie rozgrywki, która na ogół zajmie ok 20 minut, 2 do 6 uczestników w wieku od 8 lat będzie rekrutować ekipę śmiałków i wykorzystywać ich umiejętności do wykradzenia złota, jednocześnie utrudniając to zadanie swym rywalom!

Za projektem gry stoi brazylijski duet Fel Barros i Marco Portugal, dla których niniejsza gra była dopiero drugim po Muffin Games wspólnie opracowanym tytułem. Pracując jednak dla studia Cool Mini or Not, które wydało w oryginale niniejszą grę pod tytułem Looterz, mieli oni szansę nabrać doświadczenia przy opracowaniu takich tytułów jak Massive Darkness, Rising Sun czy Bloodborne: gra karciana (moją recenzję tej gry możecie przeczytać klikając TUTAJ).

W grze wydanej oryginalnie pod tytułem Looterz graczom dane było wcielić się w role lokalnych wieśniaków, którzy pod nieobecność smoka postanowili złupić znajdujące się w jego jaskini złoto i diamenty. Być może, ze względu na szablonowość takiej fabuły, polski wydawca, Black Monk Games zdecydował się na zmianę otoczki fabularnej, umieszczając wydarzenia przedstawione w grze w świecie Kragmorthy. Zamienić smoka na postać Rigora Mortisa, a patronów okolicznych tawern na koty… No bo ej… Większość z nas lubi gry z udziałem kotów, prawda? Natomiast z samym Mrocznym Władcą, Rigor Mortisem mieliśmy już okazję spotkać się w poprzednich produkcjach Black Monków: Kragmortha i Tak, Mroczny Władco!, dzięki czemu niniejsza gra stanowi dla wiernych fanów okazję do ponownego odwiedzenia tego świata, a tym, którzy podobnie jak ja nie mieli okazji zagrać w poprzednie części, stanowić ona będzie pierwszy krok na drodze do jego poznania.

 

Z poradnika włamywacza

 

Krok #1: odpowiednie narzędzia

Łupieżcy Rigor Mortis mieszczą się w niewielkim pudełku, które bez problemu zmieści się nawet w kieszeni kurtki, co sprawia, że jest to dosyć mobilna gra. Wewnątrz opakowania znajdziemy talię 60 kart okraszonych wpadającymi w oko, kolorowymi ilustracjami przedstawiającymi w komiczny sposób tytułowych Łupieżców. Poza tym, pudełko zawiera także sześć fioletowych kości do gry, instrukcję, 6 kart pomocy, 36 tekturowych znaczników złota i 40 żetonów służących do śledzenia poziomu zdrowia naszych łupieżców. Warto przy tym wspomnieć, że żetony wykonane są z grubej i wytrzymałej tektury. Jak przystało na grę towarzyską, klimat budują tutaj nie tylko grafiki, ale także liczne zabawne nawiązania do utworów fantasy.

 

Krok #2: dobrać odpowiednią ekipę

Przygotowanie do rozgrywki sprowadza się do kilku prostych czynności. Najpierw należy porządnie potasować karty i wtasować cztery karty Rigor Mortisa w dolną połowę talii. Następnie każdy z graczy otrzymuje startową rękę składającą się z czterech kart, a gracz rozpoczynający o jedną mniej. Następnie talię pozostałych kart umieszcza się na środku stołu wraz z kośćmi i tekturowymi znacznikami… i tyle. Możemy zacząć łupić!

 

Krok #3: Wzbogać się albo zgiń

Penetrując podziemia w poszukiwaniu łupów, gracze wykonują swoje tury zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, a każda z nich składa się z czterech faz:

  • Faza pierwszej rekrutacji, w trakcie której gracz ma do wyboru jedną z dwóch opcji:
  1. Dobrać wierzchnią kartę ze stosu.
  2. Zwerbować łupieżcę poprzez zagranie z ręki wybranej karty i wyłożenie jej w przestrzeni przed sobą na stole. Następnie na zagranej karcie umieszcza się znaczniki zdrowia w ilości odpowiadającej liczbie serc w lewym górnym rogu dopiero co zagranej karty.
  • Faza aktywacji Łupieżców, w trakcie której aktywny gracz wykonuje każdym z posiadanych w swej ekipie łupieżców jedną z trzech możliwych akcji :
  1. Poszukiwanie łupów – Bierzemy do ręki tyle kości, ile w danej chwili znaczników życia posiada wybrany przez nas łupieżca. Następnie rzucamy kośćmi i za każdy wynik równy lub niższy od mocy danego łupieżcy, którą wskazano w prawym górnym rogu karty, otrzymujemy po jednym żetonie złota.
  2. Atakowanie – Aby zaatakować, musimy najpierw wskazać palcem dowolnego łupieżcę znajdującego się w podziemiach (także należącego do nas), a następnie rzucić kośćmi w liczbie odpowiadającej ilości znaczników życia posiadanych przez wykonującego atak łupieżcę. Podobnie jak w przypadku poszukiwania łupów, zadamy po jednym obrażeniu za każdy wynik na kości, który jest równy bądź niższy od wartości mocy wykonującego atak łupieżcy. Jak łatwo się domyśleć, z chwilą gdy ofiara naszego ataku straci ostatni znacznik życia, ginie, a jej kartę odkłada się na Cmentarz (stos kart odrzuconych).
  3. Użycie zdolności specjalnej – Spora liczba kart łupieżców zawiera specjalne umiejętności. Część z nich zadziała w chwili zagrania karty; inne z kolei poprzedzone będą wyróżnionymi kolorem słowami kluczowymi tj. ostatnie życzenie, prowokacja, poświęcenie czy kradzież, które podpowiedzą kiedy można użyć danej zdolności.
  • Faza drugiej rekrutacji – powtarzamy te same czynności co w przypadku pierwszej rekrutacji.
  • Faza poświęcenia – Ostatnią czynnością jaką musimy wykonać w swej turze jest odrzucenie nadmiaru kart. Jeśli więc na tym etapie będziemy mieli na stole więcej niż trzech łupieżców, a w ręce ponad 10 kart, nadmiarowe karty będziemy musieli odłożyć na Cmentarz (lecz nie aktywuje to niektórych umiejętności, które normalnie aktywowały by się z chwilą wejścia karty na cmentarz).

Choć z powyższego opisu może nie do końca to wynika, ale dzięki prostej mechanice zagrywania kart i rzucania kościami tury przebiegają dosyć szybko. Rywalizacja o łupy zakończy się natychmiast, gdy jednemu z graczy uda się zebrać odpowiednią ilość skarbów (ich ilość waha się od 7 do 15 w zależności od liczby graczy) lub gdy na stół wyłożona zostanie czwarta karta Rigor Mortisa, co oznaczać będzie, że Mroczny Władca powrócił do swej wieży, by ukrócić przestępczy proceder, kończąc tym samym rozgrywkę.

Sakwy pełne skarbów

 

Nie ma sensu zbędnie się rozpisywać, więc przejdę od razu do rzeczy. Po lekturze instrukcji nie spodziewałem się fajerwerków. Ot, prosta gra towarzyska do piwa i precli, w której zagrywa się karty, atakuje przeciwników albo turla kostkami w nadziei na pozyskanie złota. Tymczasem, Łupieżcy wyjątkowo mocno zaskoczyli w naszej grupie i odkąd Black Monk Games przekazało mi egzemplarz tej gry do recenzji właściwie nie schodzi ona ze stołu, a kolejne partie zaliczamy niemal obligatoryjnie pomiędzy rozgrywkami w cięższe tytuły. Być może właśnie w tej prostocie leży recepta na sukces. Łupieżcy to kolorowa, nieprzewidywalna gra, w której sytuacja na stole niemal na pewno ulegnie zmianie pomiędzy turami. W rozgrywce nagradzani są ci gracze, którzy wykażą się zdolnościami adaptacyjnymi i skutecznie wypośrodkują swój styl gry pomiędzy atakowaniem przeciwników, z wykorzystaniem nie tylko kości, co zdolności specjalnych, a pozyskiwaniem łupów. O długofalowej strategii nie ma nawet co myśleć, gdyż gra najpewniej skończy się nim zdążymy ją sobie wykoncypować 😉

W ramach polskiego wydania, fabułę gry osadzono w świecie Kragmorthy, w związku z czym uświadczymy w niej specyficzny humor przejawiający się za pomocą zabawnych nazw kocich łupieżców czy tekstów kart nawiązujących do znanych filmów akcji. Na przykład, znajdziemy takie postaci jak łuczniczkę Kotniss, czarodzieja Miaudalfa, wikinga Miaunira czy wiedźmę Sabrinę. Urzekają także ilustracje zdobiące karty. Zwierzątka wyglądają na nich przeuroczo, a narysowane są  kreską, która przypadnie do gustu graczom w każdym wieku.

Nie sposób nie wspomnieć o losowości. Nie będę ukrywał, że w Łupieżcach wpływa ona właściwie na większość aspektów gry i stanowi całkiem spory element rozgrywki. Nie wszystkie karty są sobie równe pod względem umiejętności, mocy czy ilości życia. Może się więc zdarzyć, że podejdą nam na rękę słabsze kociaki, a na domiar złego, pechowe rzuty kościami zaowocują brakiem zdobytych łupów przez co częściej niż po skarb wybierzemy się oskalpować przeciwników, chcąc tym zyskać na czasie. W Łupieżcach obecna jest bowiem spora dawna negatywnej interakcji i zasiadając do gry trzeba być na nią gotowym. Podczas rozgrywki wiele razy będziemy naprzykrzać się naszym oponentom, a i oni nie przepuszczą okazji do wbicia nam kosy pod siódme żebro tylko po to, aby nie dopuścić nas do zwycięstwa zbyt szybko. Losowość i negatywna interakcja są więc wpisane w kod genetyczny Łupieżców, podobnie jak subtelny, ale wszechobecny czarny humor, który momentami przywodził mi na myśl serię gier Overlord. Jest to pewnie zasługą zbieżności świata Kragmorthy ze światem wykreowanym we wspomnianych grach przez córkę Terry’ego Pratchetta, Rhiannę.

Podsumowując, Łupieżcy: Rigor Mortis to moim zdaniem bardzo udana gra. Choć liczba komponentów i proste zasady na to nie wskazują, rozgrywka dostarcza wielu wrażeń i bezpardonowej rywalizacji, w której zdobycie kolejnego łupu przysparza tyle samo przyjemności co posłanie do piachu należącego do przeciwnika łupieżcy. Jeśli jesteście fanami szybkich gier towarzyskich, przy których spędzicie 15-20 minut, Łupieżcy to zdecydowanie tytuł, któremu powinniście poświęcić trochę uwagi.

Plusy:

  • Spora dawka czarnego humoru;
  • mnóstwo negatywnej interakcji;
  • ładne wykonanie.

Minusy:

  • W partiach na 5-6 osób pojawia się odczuwalny downtime;
  • przy rozgrywce w dwie osoby wieje z kolei nudą, więc najlepiej siadać do tego tytułu w gronie 3-4 graczy.
  • mnóstwo negatywnej interakcji

 


Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.