Coimbra – wrażenia po pierwszej rozgrywce

Już we wrześniu na rynku ukaże się Coimbra – nowa gra autorów Marco Polo oraz Lorenzo il Magnifico. Za jej polską edycją stoi wydawnictwo Rebel, które niedawno zaprezentowało grę na przedpremierowym pokazie w katowickim Ludiversum. Udało mi się wziąć udział w tamtej rozgrywce i w niniejszym tekście chciałbym podzielić się wrażeniami z rozgrywki. Jakie wrażenie zrobiła na mnie Coimbra? Czy warto odkładać ciężko zarobione pieniądze w oczekiwaniu na premierę? Zapraszam do dalszej lektury!

Pragnę zaznaczyć iż niniejszy artykuł pisany jest w oparciu o rozgrywkę na egzemplarzu demonstracyjnym gry podczas pokazu zorganizowanego przez wydawnictwo Rebel. Widoczy na zdjęciach egzemplarz gry został przygotowany ręcznie, w związku z czym jakość komponentów znacząco różni się od tego, jak gra będzie się prezentować w wersji dostępnej w sklepach. Pamiętajcie też, aby dodać kciuka lub skomentować artykuł na samym dole strony 😉

Coimbra jest grą euro cięższego kalibru, w której gracze stają na czele wielkich rodów kupieckich tytułowej Coimbry: pierwszej stolicy Portugalii, a także największego ówcześnie ośrodka akademickiego za sprawą pierwszego i jednocześnie najstarszego w kraju uniwersytetu. Akcja gry toczy się w XV wieku, czyli w samym środku epoki największych odkryć geograficznych. Celem graczy jest z kolei zdobycie jak największej liczby punktów, co jest możliwe dzięki wielu ścieżkom, jakie gracze będą mogli obrać na drodze do zwycięstwa, począwszy od chodzenia na pielgrzymki w celu nawiązania relacji z okolicznymi klasztorami, finansowania wypraw zamorskich, gromadzenie monet i strażników aż po zbieranie zestawów odpowiednio punktujących kart. Każda ścieżka ma związane z nią premie, a sama gra rozgrywana jest na przestrzeni czterech rund w trakcie których gracze będą starali się zapewnić ochronę najbardziej wpływowym członkom rady miejskiej, kupcom, duchownym i uczonym w zamian za ich przysługi.

Grę z pośród tłumu wyróżnia innowacyjny system wykorzystania kości k6, które w trakcie gry wykorzystywane są na kilka sposobów, zapewniając odpowiednie podłoże do tego aby rozgrzać nasze zwoje mózgowe. W połączeniu z mechaniką zbierania zestawów i zmieniającymi się pomiędzy rozgrywkami rodzajami wypraw oraz postaci z którymi możemy wejść w interakcję, po zależności jakie występują pomiędzy tymi elementami, żadne dwie rozgrywki nie będą takie same. Ale czy to wystarczy aby chcieć do Coimbry zasiadać więcej niż jeden raz? Po pierwszej rozgrywce, choć byłem oczarowany wspomnianym draftem kości, mam jednak pewne wątpliwości…

 

Wielozadaniowe kości

Wspomniany powyżej system draftu, który jest unikalny dla Coimbry wprowadza wielowarstwową łamigłówkę, polegającą na wykorzystaniu zwykłych kości k6, które jednocześnie wykorzystuje się jako pracowników, ale poza tym służą one także do wyznaczania inicjatywy oraz – uwaga – do określenia ceny za jaką przyjdzie nam kupić karty, które wykorzystamy później do tworzenia silnika akcji. Nie jest to jednak jedyne ich zastosowanie, bowiem kolor kości, które w grze występują w czterech barwach: szarej, pomarańczowej, fioletowej, zielonej, a także jednej w kolorze białym służy w późniejszych fazach rundy gry do aktywacji wspomnianych kart, co robimy celem pozyskania premii tj. pieniądze, możliwość ruchu naszego pionka po planszy, punktów zwycięstwa czy zwiększenia liczby dostępnych strażników, którzy (podobnie jak pieniądze) stanowią walutę służącą do zakupu kart mieszczan.

 

Skrócony opis rundy

Nie chcę wdawać się konkretnie w szczegóły związane z każdą kolejną fazą rundy, gdyż celem tego wpisu jest podzielenie się ogólnymi wrażeniami z pierwszej rozgrywki. Szczegółowy opis zasad pozostawię więc na ewentualną recenzję gry, jeśli nadarzy się okazja do napisania takowej. Warto więc wiedzieć, że w trakcie trwającej 4 rudny, podzielonych na 6 faz gry będziemy mieli raptem 24 ruchy, co ma nam wystarczyć na zapewnienie sobie zwycięstwa. Tylko tyle i aż tyle, choć fakt ten powinien wywołać niewiele więcej, niż wzruszenie ramionami czy uniesienie brwi u przeciętnego euro-gracza. Coimbra należy bowiem do typowych euro-sucharków, w których optymalizacja ruchów jest nadrzędnym elementem rozgrywki. Należy się więc spodziewać, że gra będzie premiować tych graczy, którzy wykażą się wręcz alchemiczną sprawnością w maksymalizacji uzysku z wykonywanych przez siebie ruchów. Ale zaraz, chwileczkę… No właśnie, o co w tym wszystkim chodzi i co z tym ma do czynienia draft kości?

Runda dzieli się na sześć etapów, a przebiegają one w następujący sposób:

Fazy A-C to draft kości i wybór pól do ich umieszczenia, a także zakup kart. Podczas draftu musimy jednocześnie wziąć pod uwagę kilka czynników: kolor kości oraz liczbę oczek, jak i miejsce w którym planujemy daną kość umieścić. Wszystkie te zmienne bowiem mają wpływ na rozgrywkę w związku z czym już na starcie mamy do czynienia z wieloma elementami zazębiającej się mechaniki. Jesteśmy więc postawieni przed wieloma wyborami na drodze optymalizacji ruchów, choć efektywnie sprowadza się to do wyboru kości o konkretnym kolorze i ilości oczek oraz umieszczeniu jej na jednej z czterech możliwych lokacji miasta, znajdujących się na planszy, uwzględniając przy tym liczbę oczek na kości, która w tym wypadku stanowi inicjatywę. Nasza kość będzie wykonywać akcję wcześniej lub później w zależności od lokalizacji w której została umieszczona jak i liczby posiadanych oczek. Bez zagłębiania się w szczegóły dodam, iż sama liczba oczek na tym etapie dyktuje nam również cenę w pieniądzu lub liczbie strażników, których musimy wydać w celu pozyskania wybranej karty z rzędu znajdującego się przy lokacji w której aktywujemy kość.

Faza D to ustalenie nowej inicjatywy graczy w oparciu o pozyskane do tej pory ikony koron. Te pozyskujemy z Zamku – pierwszej lokacji, żetonów umieszczanych na kartach w pozostałych lokacjach czy koron pozyskanych w oparciu o dotychczas zajmowaną przez nas pozycję na torze inicjatywy (do każdej pozycji przyporządkowana jest określona liczba koron).

Faza E pozwala na aktywację torów przysług na planszy, w celu wygenerowania przychodu. Kolor kości określa, który tor ulega aktywacji. Można też aktywować umiejętności kart, jeśli takowe się posiada.

Faza F daje możliwość wsparcia jednej wyprawy zamorskiej, którą opłacamy pieniędzmi lub strażnikami, w zależności od ikony widniejącej na karcie wyprawy. Posiadanie swego pionka na danej karcie wiąże się dla gracza z dodatkowymi punktami na koniec gry, a każdą wyprawę można wesprzeć tylko jeden raz.

Po obstawieniu zamorskiej wyprawy runda dobiega końca. Jeśli była to czwarta runda, dochodzi do podliczenia końcowej punktacji, a zwycięzcą zostaje gracz, który na przestrzeni gry uzyskał najwięcej punktów.

Wrażenia z rozgrywki

Coimbra to typowa sałatka punktowa, w której otrzymujemy ciekawe połączenie mechanizmów znanych z innych gier. Kupowanie kart i tworzenie zestawów występuje w tak ogromnej liczbie gier, że nie będę ich tu wymieniał. Z kolei np. podróż pionkiem po mapie i tworzenie sieci połączonych ze sobą lokacji przywodził mi na myśl grę Orleans. Mechanizmy zastosowane w Coimbrze łączą się jednak całkiem dobrze. Oferują też wiele ścieżek na drodze do zwycięstwa, a i nie brakuje tu okazji do podejmowania interesujących wyborów, bo jak na dobrą grę euro przystało, na realizację wszystkich zamierzeń na pewno nie starczy nam czasu. Na przestrzeni raptem 24 ruchów będziemy więc musieli zaufać własnej intuicji i polegać na naszych własnych wyborach. Wziąwszy pod uwagę jak wiele zależy od kości których używa się do aktywacji kart, moim zdaniem najlepiej skupić się na szybkim zbudowaniu silnika, który pozwoli nam skupić się na konkretnych działaniach, gdyż nie uda nam się osiągnąć optymalnej wydajności we wszystkich rodzajach akcji. Stanowiący główny smaczek gry dobór kości oznacza dla nas dwie rzeczy – liczba oczek na kości określa nie tylko priorytet zakupu kart, ale także ich koszt. W międzyczasie sam kolor determinuje rodzaj bonusu jaki będzie można zebrać pod koniec rundy, pozwalający m.in. podnieść naszą pozycję na jednym z czterech torów rozwoju. Z tego powodu w grze może dochodzić do przestojów związanych z paraliżem decyzyjnym, gdyż na etapie draftu kart musimy wziąć pod uwagę o wiele więcej czynników mających wpływ na dalszą część rundy niż w jej pozostałych fazach. Od samego początku staramy się więc doprowadzić do synergii pomiędzy kościami, a wiążącymi się z wykonanymi za ich pomocą akcjami i korzyścią jaką z tego odniesiemy. Innowacja ta, oraz ciężar jaki wywiera na rozgrywkę sprawiły, że pozostałe wybory we własnej rundzie zdawały mi się mniej ważne, a tym samym po chwili ogromnego napięcia następowała dziwna deflacja, która pozostawiała swoisty niedosyt.

W trakcie naszej rozgrywki, każdy z graczy zainwestował w inny rodzaj aktywności dającej punkty. Zwyciężył jednak gracz, który postawił na eksplorację mapy, otrzymując najwięcej bonusów z odwiedzonych po drodze klasztorów. Jego różnica w punktach względem następnego gracza była tak wielka, że przez chwilę zastanawiałem się, czy inwestowanie w mapę nie jest czasem strategią, która na dłuższą metę daje najwięcej punktów. Po jednej rozgrywce ciężko to jednak stwierdzić. Żywię więc nadzieję, że po oficjalnej premierze gry będzie mi dane bardziej dogłębnie przeanalizować tę hipotezę.

Podsumowując, Coimbra sprawiła, że po pierwszej rozgrywce z jednej strony czuję ogromną satysfakcję. Gra zapewnia wiele dróg do zwycięstwa, z których żadna na pozór nie wydaje się gorsza od pozostałych. Jedynie inwestycja w podróż po mapie zdaje się, dała zwycięzcy tej partii ogromną przewagę nad pozostałymi graczami, ale może to być równie dobrze wrażenie mylne, wynikające z niezbyt dokładnego zbadania pozostałych ścieżek. Kolejne rozgrywki na pewno pozwolą to zweryfikować. Z drugiej jednak strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jedynym, co Coimbra ma do zaoferowania jest unikalny dla tej gry system pozyskiwania i aktywacji kości. Po wstępnym wow! pozostajemy w obliczu znanych z innych gier rozwiązań. Są one co prawda ładnie ze sobą splecione, ale napięcie zbudowane w pierwszych trzech fazach rundy ulatuje niemal całkowicie po tym jak zakończymy akcje związane z kościami. Dalej przypomina to klasyczne euro, w którym wszyscy dążą do zbudowania silniczków maksymalizujących akcje i uzyskiwane z nich punkty. Jest to tym bardziej odczuwalne, jeśli odejmiemy od gry jej szatę graficzną, która choć wpada w oko, a grafiki przypominają mi stylem te z gry Unearth (której recenzję możecie przeczytać TUTAJ), to jednak po odłączeniu jej od gry ukazuje nam prostą pod względem mechaniki grę, której głównym nastawieniem jest budowanie silnikcza z kart i maksymalizacja punktów. Niestety, osobiście zaliczam to jako główną wadę gry, ponieważ istotne jest dla mnie aby tematyka gry dobrze współgrała z mechaniką, a nie poczułem tutaj tego. Być może to kwestia gry na egzemplarzu demonstracyjnym, który został wykonany na potrzeby prezentacji na konwentach. Całkiem możliwe, że obcowanie z produkcyjnym egzemplarzem wywoła inne wrażenia, gdyż jego wykonanie będzie niewątpliwie stało na o wiele wyższym poziomie. Jeśli mogę coś powiedzieć, to na pewno to, że Coimbra mnogością rozwiązań i ścieżek jakie można obrać, kreując własny wynik punktowy stanowi istną sałatkę punktową, a przy tym daje sporo okazji do podejmowania trudnych wyborów. Pomimo pewnych problemów z utrzymaniem ciężaru tych decyzji na przestrzeni faz rundy, gra powinna dostarczyć wielu pozytywnych wrażeń i sam odliczam dni do oficjalnej premiery, gdyż chciałbym zgłębić ten tytuł dalej by zobaczyć jak po dłuższym czasie będą się kształtowały moje spostrzeżenia.

 

PLUSY:

  • Atrakcyjna dla oka oprawa graficzna, jednocześnie pełna kolorów i ostrych kontrastów.
  • Interesująca mechanika zagrywania kości.
  • Ogromny potencjał do budowania silniczków akcji.
  • Kilka ścieżek na drodze do zwycięstwa.

 

MINUSY:

  • Akcje związane z kościami mają tendencję do powodowania paraliżu decyzyjnego u graczy.
  • Deflacja napięcia i niejako ciężaru decyzji po akcjach związanych z kościami.
  • Tematyka gry sprawia wrażenie kompletnie oderwanej od mechaniki, co może przeszkadzać graczom, dla których ma znaczenie powiązanie tych dwóch elementów.

Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.