Przegląd serii Tiny Epic

Jeśli jeszcze ktoś się nie domyślił, lubię epickie gry, często mieszczące się w ogromnych pudełkach i zawierające miriady elementów, które przyprawiłyby o zachwyt samego Toma Vasel’a, gdybym sfilmował jak wysypuję je z pudełka. Uwielbiam spędzać weekend z grupą znajomych na budowaniu cywilizacji, nieważne czy w kosmosie czy w jakiejś fantastycznej krainie. Smok, Niszczyciel, wszystko jedno, byle było epicko i z przytupem… No, ale co wtedy, gdy zwyczajnie nie mamy czasu na rozegranie jakiejś kobyły? Albo gdy mam ochotę na rozgrywkę, ale w pobliżu nie ma graczy? Na ratunek w takich momentach przychodzą gry z serii Tiny Epic, w której upchano ogrom motywów i grywalności z dużych gier, mieszcząc je w niewielkich rozmiarów pudełkach, które zmieszczą się do kieszeni marynarki.

 

Tiny Epic to seria różnorodnych gier planszowych wydawnictwa Gamelyn Games, które odznaczają się małymi rozmiarami pudełka i zajmowanego miejsca na stole. Każda kolejna gra w serii opowiada zupełnie inną historię, przenosząc nas na dziki zachód, do średniowiecznych krain czy na odległe krańce galaktyki. Cechą wspólną dla każdego tytułu w tej serii jest ogromna grywalność łącząca nietuzinkowe mechaniki z tematem przewodnim danej gry. Ponadto łatwe do zapamiętania reguły i rozgrywka oferująca wysoką dawkę strategii przy małej ilości elementów sprawia, że gry z serii Tiny Epic trafią w gusta każdego gracza. W ramach dzisiejszego artykułu pokrótce przyjrzę się każdej z pięciu dotychczas wydanych gier z tej serii. Nie wykluczam także zrobienia pełnych recenzji każdej z nich, jeśli czytelnicy dadzą mi znać, że interesowałyby ich recenzje tych gier w komentarzach lub mailach przesłanych za pomocą formularza kontaktowego. Pierwszą grą z serii jest:

 

TINY EPIC KINGDOMS

A raczej Małe Epickie Królestwa, bo pod taką nazwą wydało tę grę w Polsce wydawnictwo Fullcap Games, zapoczątkowały serię Tiny Epic w 2014r. MEK pozwalają graczom na zbudowanie małej mapy pełnej gór, równin, ruin i innych możliwych do odkrycia elementów. Przypomina ona graficznie mapy z wczesnych części Heroes of Might and Magic, grając tym samym na nostalgicznych uczuciach starszego pokolenia graczy. W grze każdy gracz zaczyna z unikalną frakcją (która posiada nawet własne drzewo technologii) i małym terytorium. W trakcie gry zbieramy zasoby, odkrywamy terytoria i walczymy ze sobą o ich kontrolę. Po dziś dzień gra ta doczekała się jednego rozszerzenia o nazwie Heroes Call oraz drugiej edycji, w której poprawiono szatę graficzną, aby była bardziej spójna z nowszymi tytułami w serii. Dodatkowo, oryginalny wydawca, Gamelyn Games wydał także Ultra-Tiny Epic Kingdoms, które są karcianą wersją gry, w jeszcze bardziej kompaktowej formie.

 

TINY EPIC DEFENDERS

Tiny Epic Defenders to z kolei gra kooperacyjna, która symuluje mechanikę obrony wieży (tower defence) z popularnych gier na telefony komórkowe. Jej akcja stanowi kontynuację Małych Epickich Królestw i toczy się w zdewastowanej wojną krainie, której zagraża ogromne niebezpieczeństwo. Wszystkie rasy, które odnalazły spokój w nowej stolicy, muszą obecnie stawić czoła nowemu wrogowi, który zagraża ich utopii. W grze gracze wcielą się w jedną z piętnastu klas postaci jak np. Kleryka, Maga, Barda lub Barbarzyńcę, a każda z ról posiada unikalne zdolności, które pomogą graczom w obronie stolicy. Jak każda z gier Gamelyn, Tiny Epic Defenders świetnie nadaje się do rozgrywek solo. Niestety, według wielu graczy jest to najsłabsza z gier w tej serii. Zarzuca się jej brak prawdziwych wyborów oraz to, że gra przypomina raczej łamigłówkę, aniżeli pełnoprawną grę kooperacyjną. Wydawca z pewnością miał odmienne zdanie, gdyż w ubiegłym roku na Kickstarterze pojawiła się nowa edycja z odświeżoną grafiką oraz rozszerzeniem.

 

TINY EPIC GALAXIES

Przy okazji trzeciej gry z serii Gamelyn Games zabrało nas ku gwiazdom, oferując mieszankę eksploracji i budowania niewielkiej cywilizacji, jednocześnie opierając mechanikę gry m.in. na rzucaniu kościami i podążaniu za akcją lidera niczym w Na Chwałę Rzymu. Kluczem do zwycięstwa jest pozyskiwanie do naszych imperiów kolejnych planet ze wspólnej puli, o które będziemy rywalizować z pozostałymi graczami lub jednym, wirtualnym w trybie dla jednej osoby, który zawiera różne stopnie trudności.

Kluczowym aspektem rozgrywki jest równowaga pomiędzy natychmiastowym wykorzystaniem zdolności planet w celu uzyskania krótkoterminowej przewagi,  a poświęcaniem czasu i wysiłku na ich kolonizację, co daje punkty zwycięstwa. W tym roku gra doczekała się rozszerzenia o nazwie Into the Black, które wprowadziło wiele nowych opcji tj. piloci, eksploracja rubieży galaktyki oraz mechanikę set collection (zbierania zestawów). Opcje te rozbudowały grę do rozmiarów, których nie powstydziłaby się niejedna normalna gra planszowa. Dzięki licznym, ciekawym mechanikom i grywalności, ta niewielka gra o budowaniu kosmicznych cywilizacji w szczególności przypadła mi do gustu (choć po zmieszaniu dodatku z podstawką nie grywam w nią tak często solo jak niegdyś, gdyż straciła ona atrybut bycia „niewielką” grą).

 

TINY EPIC WESTERN

W tej części przenosimy się do przeszłości, aby zbudować najlepiej prosperujące miasteczko na Dzikim Zachodzie w nietypowym połączeniu gry typu worker-placement z partią pokera. Rozgrywka przebiega na przestrzeni kilku rund. Podczas każdej z nich rozkłada się  karty pokerowe pomiędzy lokacjami, które są ułożone w okrąg. Gracze następnie umieszczają członków swoich gangów na tych kartach lokacji, aby wykonać akcję i w późniejszym etapie użyć postawionego pionka do licytacji o surowce dostępne w danej lokacji. Gracze ponadto otrzymują co rundę po jednej karcie pokerowej, która w komplecie z dwiema kartami znajdującymi się pomiędzy lokacjami tworzy pokerową rękę gracza, która może pozwolić mu na zdobycie budynków do naszego miasteczka. Przy rozbudowie miasteczek gracze dbać też muszą o trzy surowce: Prawo, Pieniądze i Moc. Pod koniec dnia gracz, który wykaże się największym sprytem stanie się najpotężniejszym potentatem na Dzikim Zachodzie.

Choć Tiny Epic Western wygląda olśniewająco, a klimat starych filmów z Johnem Waynem wylewa się z gry całymi wiadrami, wielu graczy odczuło zawód, gdyż gra przytłacza ciężarem zasad i nie oferuje tak płynnego przejścia pomiędzy zasadami, a tematem jak poprzednie gry w serii, z Galaxies na czele, które okrzyknięto najlepszą grą całej serii Tiny Epic. Zachowałem do dziś swój egzemplarz z Kickstartera, aczkolwiek po kilku wstępnych rozgrywkach nie udało mi się znaleźć chętnych na dalsze rozgrywki w ten oparty, w mniejszym lub większym stopniu na mało popularnej w naszym kraju grze karcianej jaką jest Poker, tytuł.

 

TINY EPIC QUEST

W chwili gdy piszę te słowa Tiny Epic Quest jest najnowszą częścią serii, a jednocześnie pierwszą, która w tak dużym stopniu rozciągnęła ramy tego co można określić jako „małą, epicką” grę. Stało się tak za sprawą ogromnej ilości elementów oraz rozbudowanej mechaniki TEQ, które ma symulować grę przygodową, którą rozegramy w niecałą godzinę. W istocie, w grze przenosimy się do fantastycznej krainy muchomorków, a sam wygląd planszetek sprawia wrażenie jakbyśmy przenieśli się do jednej z wcześniejszych części gry Legend of Zelda lub innej popularnej gry przygodowej z czasów konsol Nintendo. Jeśli nie wierzycie, spójrzcie na mój unboxing sprzed kilku miesięcy.

W trakcie rozgrywki gracze prowadzą drużynę bohaterów na wyprawę, jakiej celem jest zamknięcie portali, z których wydostają się bezwzględne gobliny zagrażające bogu ducha winnym mieszkańcom fantastycznej krainy. W tej sandboxowej przygodzie gracze otrzymują niemal pełną swobodę poruszania się i wykonywania questów. Nowinką techniczną jaką wprowadziło Tiny Epic Quest są ITEMeeple – figurki mepli, którym możemy doczepić broń i inne przydatne przedmioty, które z pewnością ułatwią nam wykonywanie zadań. Figurki te po raz pierwszy użyto właśnie w tej grze, lecz zostały już także zastosowane w nowej edycji Tiny Epic Defenders i jestem pewien, że jeszcze nieraz ujrzymy je zastosowane w innych grach planszowych, bowiem reperezentowana przezeń idea jest po prostu genialna.

Każda runda podzielona jest na dwie fazy: dzień i noc. W ciągu dnia gracze podróżują, odwiedzając wioski, aby zdobyć misje, pomniki by nauczyć się potężnych zaklęć, gaje grzybowe, w których szukać będą wskazówek i zdradzieckie miejsca w poszukiwaniu artefaktów! Bohaterowie mogą podróżować pieszo, konno, tratwą, łodzią i gryfem, aby dostać się wszędzie, gdzie muszą się udać, w celu wykonania swoich zadań. Jako, że każdy rodzaj ruchu jest inny i ma swoje ograniczenia, gracze muszą dokładnie rozważyć podczas podróży dokąd i jak się udadzą, aby osiągnąć wszystkie swoje cele.

W nocy stawiamy czoła wyzwaniu naszych zadań i lokacji, w których znajdują się bohaterowie, co często wiąże się z rzucaniem kościami i mechaniką push your luck. Gra kończy się wraz z zamknięciem magicznego portalu, z którego pochodzą gobliny lub gdy unicestwimy wszystkie znajdujące się na planszy zielone pokraki. Gracz, który zdobył najwięcej punktów zwycięstwa poprzez zabijanie goblinów, uczenie się zaklęć i wykonywanie zadań, zostanie okrzyknięty zwycięzcą!

Małe Epickie Podsumowanie

Choć nie wszystkie dostarczają takich samych emocji, a niektóre były bardziej udane od innych, trzeba przyznać, że gry z serii Tiny Epic dostarczają to co nazwa wskazuje – małe epickie wersje gier należących do wielu różnych gatunków, od 4x, eurowatych worker placementów po gry kościane, a każda z nich zawiera bogatą mieszankę płynnie scalonych z tematem mechanik. Ich kolejnym atutem jest mobilność, jaką zapewniają niewielkie rozmiary, a także tryb gry jednoosobowej, który sprawia, że świetnie wypełnią niejedną lukę w naszej kolekcji, a także sprawią radość w chwilach, gdy nie możemy zasiąść do stołu w gronie znajomych.

 


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.