• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Custodian of Mecatol Rex
  • Nasza ekipa
  • Recenzje
  • Blog
  • Felietony
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Floty na pozycje – krótka recenzja Dropfleet Commander

26 marca 2018/0 Komentarze/w Recenzja/Autor Krzysztof Szarawarski

Ile razy grając w Twilight Imperium zastanawialiście się jak by to było osobiście dowodzić wielką bitwą kosmiczną? Z mostka wielkiego pancernika podejmować rozkazy wpływające na przebieg potyczki? Figurkowa gra bitewna Dropfleet Commander pozwoli Wam tego doświadczyć!

Wprowadzenie do uniwersum

 

27 stycznia, rok 2672,  600-ny dzień po rozpoczęciu operacji Rekonkwista

Nastał czas wojny, która opanowała całą galaktykę. Potężne i żądne zemsty floty bojowe Zjednoczonych Kolonii Ludzkości ustawiają się do walki przeciwko przerażającej obcej rasie zwanej Plagą – niegodziwym władcom niegdyś najwspanialszych światów należących do ludzkości, kolebki Siedmiu Światów, a także samej Ziemi – ojczyzny naszego gatunku.

Kolonie znajdują się w stanie ofensywy. Wola całego gatunku ludzkiego skupiona jest na odzyskaniu terytoriów utraconych na rzecz wroga ponad 160 lat temu. To wielkie przedsięwzięcie znane jest jako Podbój i jest największym przedsięwzięciem militarnym w historii ludzkości.

Od prawie dwóch lat tysiące majestatycznych statków i miliony żołnierzy zostały wrzucone do wiru, w którym śmierć i cierpienie są wszędzie, podobnie jak narastające przeszkody. Interwencja zaawansowanej obcej rasy Shaltari oraz enigmatycznej Republiki Post-Ludzkiej doprowadziły do jeszcze większej eskalacji i komplikacji konfliktu powyżej zamierzonego poziomu kataklizmu. Siły zbrojne i flota ludzkości zostały rozciągnięte do granic możliwości; Udało się jednak odnieść pierwsze zwycięstwa. Dwa systemy należące do kolebki Siedmiu Światów powróciły w końcu pod władanie Zjednoczonych Kolonii Ludzkości, a na kilku kolejnych światach trwa obecnie inwazja na pełną skalę.

Plaga nie zadowala się jednak przyjęciem pozycji obronnej. W ostatnim czasie dokonała niespodziewanego kontrataku na trzy największe i najbardziej znaczące kolonie w ZKL. Otwarcie się tego „frontu domowego” to potężny cios dla ZKL, ale nie położył on federacji na kolana, ponieważ całe siły wojskowe już teraz mobilizują się, aby bronić swoich ojczyzn przed znienawidzonymi agresorami. Zjednoczone Kolonie Ludzkości muszą teraz dokonać niemożliwego – bronić swych cennych rdzennych terenów przy jednoczesnym utrzymaniu wysiłku wojennego związanego z rekonkwistą dawnych światów ludzkości z rąk Plagi. Rozpoczyna się totalna wojna, a konsekwencje porażki są zbyt przerażające, by w ogóle o nich myśleć.

Aby zrozumieć, w jaki sposób powstała ta pożoga dewastacji i rzezi, należy spojrzeć na spokojny, dekadencki czas w przeszłości ludzkości – chwalebną epokę, która wkrótce zostanie zniszczona przez apokaliptyczną inwazję …

 

Zawartość startera

Najprostszym sposobem rozpoczęcia swojej przygody z Dropfleetem jest kupno zestawu startowego dla 2 osób, który w zależności od źródła kosztuje ok. 270 zł. Starter zawiera 14 szczegółowo wykonanych modeli (8 fregat i 6 krążowników) dla dwóch frakcji UCM i Plagi.

Warto podkreślić, iż każdy z modeli w Dropfleet można złożyć na kilka sposobów (fregaty na 5, krążowniki na 9). Jest to gratka dla modelarza, jednak niestety moim zdaniem niepotrzebnie podnosi koszty, w przypadku osób nielubiących użycia magnesów. Z drugiej strony nawet po złożeniu flot zostaje masa części do tworzenia nowych lub waloryzacji istniejących modeli w naszych kolekcjach.

Starter zawiera podręcznik z ponad 220 stronami. W ich skład oprócz 40 stron sensownie napisanej instrukcji (z odpowiednio wyróżnionymi zasadami i przykładami) wchodzi też klimatyczny opis uniwersum, toczonych kampanii, bitew, a także szczegółów jak zasady działania technologii każdej z ras.

Znajdziemy tam również 2 papierowe maty tworzące pole bitwy o wymiarze 4 na 4 stopy, wraz z dwoma arkuszami w formacie A4 papierowych pól asteroidów i klusterów miast oraz arkusz tekturowych żetonów.

 

Rozgrywka

Jak to zwykle bywa w systemach bitewnych, próba opisania mechaniki gry prawdopodobnie zakończyła by się bardzo długim blokiem tekstu. Zamiast tego skupię się więc na ogólnym obrazie rozgrywki i elementach wyróżniających Dropfleet Commander od innych systemów bitewnych.

W czasie gry gracze naprzemiennie aktywują grupy bojowe swoich okrętów, starając się wymanewrować przeciwnika i osiągnąć swoje cele taktyczne, które najczęściej oznaczają przejęcie kontroli nad punktami kluczowymi pola bitwy.

 

Konkretny cel strategiczny

W wielu systemach kosmicznych, każda rozgrywka sprowadza się do wielkiej jatki na środku stołu połączonej z  rzucaniem kośćmi. W Dropfleet nie walczymy po to, by rozgromić wrogą flotę, ale mamy pewien konkretny cel strategiczny. Potyczki rozgrywają się na orbitach różnych planet, a gracze oprócz standardowych krążowników, pancerników czy lotniskowców mają okręty desantowe i bombardujące przeznaczone do zdobywania lub niszczenia konkretnych celów na planecie. Takie podejście wymusza planowanie zwłaszcza, że punkty za kontrolę klastrów miast dostaje się jedynie w konkretnie określonych rundach walki.

Kontrola klastrów to swoista „gra w grze” – mamy odrębne okręty zrzucające żetony czołgów (dobre w walce, słabe przeciwko bombardowaniu), piechotę (słaba w walce, dobrze chroniąca się przed bombardowaniem) i jednostki bombardujące.

Inicjatywa

Aktualnie większość figurkowych gier bitewnych używa systemu inicjatywy opartego o rzut kośćmi. Jest to mechanika nie tylko dosyć losowa, ale też niejednokrotnie wpływająca na wynik starcia.  Zwykle ten kto pierwszy zaatakuje, zniszczy model przeciwnika i zyska przewagę w starciu.

W Dropflecie więcej zależy od decyzji i umiejętności graczy. Przed rozgrywką dzielimy swoje siły na grupy bojowe o określonej inicjatywie zwanej „strategy rating”, im niższa, tym grupa szybciej się aktywuje. Z uwagi na fakt, iż strategy rating jest ściśle powiązany z klasą jednostki trudno jest oprzeć plan bitwy jedynie na szybkich krążownikach. Można je jednak łączyć w grupy z fregatami, by zyskać właściwy podział inicjatywy. Czy warto tworzyć jedną szybką grupę i 1 ciężką, czy jednak wszystkie równe? Ilu graczy tyle strategii.

Na samym budowaniu floty nie kończą się decyzje. Na początku każdej tury gry, przeciwnicy układają karty swoich grup bojowych w wybranej kolejności potem zaś w fazie aktywacji jednocześnie odsłaniają po 1 grupie. Gracz z niższym “strategy rating” grupy bojowej wybiera kto ruszy się pierwszy w tej aktywacji (jego grupa czy oponenta). Przy aktywacji kolejnej grupy procedura się powtarza. Musimy zatem doskonale planować ruchy naszych formacji i okrętów, przewidywać ruchy przeciwnika i to w obrębie całej tury.

 

Zasięg broni

Standardem w figurkowych grach bitewnych jest miarka i stały zasięg ognia danej jednostki. Twórcy Dropfleeta wyszli z założenia, iż limit zasięgu uzbrojenia nie będzie najistotniejszy w kosmosie. W próżni problem nie leży jednak w zasięgu, lecz w celności. Każdy okręt posiada sferę 6 cali (lub więcej w zależności od frakcji), w której jego sensory działają doskonale i są wstanie wszystko wychwycić. Do zasięgu sensorów dodajemy rozmiar okrętu przeciwnika – małe korwety czy fregaty są trudnymi celami dla radarów, tak więc dodają zaledwie 3”, kiedy już dla przykładu krążownik dorzuca dodatkowe 6”.

Jednak to nie wszystko. W trakcie rozgrywki gracze mogą wydawać rozkazy swoim okrętom, których efektem jest np. zwiększenie ich sygnatury. Przykładowo przeciążone okręty (czyli np. używające pełnej mocy uzbrojenia czy silników) zyskują tzw. spike, który powoduje, iż są bardziej widoczne dla sensorów przeciwnika. Mniejszy spike dodaje + 6” do sygnatury przeciwnika, dwa małe przekształcają się w większy spike, który dodaje aż 12” (maksymalnie okręt może posiadać 1 większy spike). Gracze mogą również dokonać aktywnego namiaru okrętu przeciwka (dodając mu mniejszy spike do sygnatury), ale okręt który wykona tę akcje sam staje się dużo lepiej widocznym celem (+ większy spike).

W praktyce określenie zasięgu broni wygląda tak: Krążownik UCM z zasięgiem sensorów 6 cali namierza fregatę Plagi o sygnaturze 3 cali, która niedawno wykonywała manewr ostrego przyśpieszenia (+6 cali) – strzał może więc zostać oddany z odległości 6+3+6 = 15 cali.

 

Poziomy pola bitwy

Dropfleet przewiduje trzy pułapy walki – wysoką orbitę, niską orbitę oraz atmosferę. Pułap wpływa w różnorodny sposób na pole bitwy. Atmosfera utrudnia poruszanie spowalniając okręty, niektóre akcje mogą być przeprowadzane tylko z określonego pułapu. Dodatkowo przeciwnika znajdującego się na innym pułapie niż okręt atakujący trudniej jest trafić. Każda frakcja posiada okręty, które lepiej się sprawują na danym pułapie. Przykładem są fregaty Plagi mogące bez kar do namierzania atakować  z poziomu atmosfery okręty znajdujące się na wysokiej orbicie.

 

Słowem podsumowania

Dropfleet Commander to niewątpliwie złożona pozycja, której akcja toczy się na wielu płaszczyznach. Opanowanie zasad w stopniu pozwalającym świadomie kreować własne floty i siły uderzeniowe, nie mówiąc o płynnym prowadzeniu naszej floty podczas starć w klubach zajmie trochę czasu.  Mnie dane było na szczęście poznać tą grę na gotowej flocie stworzonej przez znajomego – aktywnego gracza i entuzjastę gry na którego doświadczeniu mogłem się oprzeć, stawiając pierwsze kroki jako nowy dowódca floty gwiezdnych okrętów. Gra wywarła na mnie pozytywne wrażenie, a w szczególności bogate i szczegółowe modele. Choć zasad jest niemało, są one spójne i logiczne, więc nie było mi trudno szybko pojąć podstawy rządzące grą, a w trakcie rozgrywki przyswajanie kolejnych zasad nie sprawiało problemu, gdyż wszystko zdawało się do siebie doskonale pasować.

Dropfleet Commander to dosyć interesująca pozycja na rynku gier bitewnych, która w pełni angażuje gracza, a godziny spędzone nad stołem zlatują jak minuty, co można zaliczyć tylko na jej korzyść. O systemie tym w polskim internecie napisano już niejeden artykuł i niejedną recenzję. Z tego powodu odsyłam zainteresowanych do licznych raportów z rozgrywek, natomiast słowem podsumowania w tym miejscu spróbuje w skrócie pokazać zalety jak i wady tego tytułu.

 

Dlaczego warto poznać Dropfleet Commander?

  • Modele – Hawk Wargames zrobił dobrą robotę tworząc niezwykle szczegółowe i pięknie wykonane modele. Flota UCM wszędzie ma wieżyczki będące odrębną częścią modelu zaś Plagi przypomina swoimi modelami bardziej formy życia niż pojazdy.
  • Taktyczna walka skupiona na kontroli pola bitwy, a nie tylko zniszczeniu przeciwnika. Dropfleet jest grą, w której można wygrać rozgrywkę nawet tracąc wszystkie okręty o ile tylko odpowiednio zdąży się rozmieścić i zabezpieczyć siły naziemne.
  • Unikalne mechaniki inicjatywy, zasięgu i trzech poziomów bitwy.
  • W każdej bitwie bierze udział kilkanaście okrętów, co pozwala poczuć ciężar konfliktu.
  • Zróżnicowane i zrównoważone frakcje. W starterze co prawda dostajemy tylko dwie frakcje, jednak w systemie jest ich łącznie cztery. Każda z nich jest inna i wymusza inny styl gry oraz taktykę.

 

Co może Cię zniechęcić?

  • Czas gry – standardowa bitwa trwa około 3 godzin, choć wydawca i fani pracują nad różnymi metodami skrócenia czasu rozgrywki.
  • Niektóre okręty są mniej przydatne – w obrębie każdej z frakcji istnieje jeden czy dwa rodzaje okrętów, które na dłuższą metę po prostu okazują się mniej użyteczne od innych. Jest to jednak pewien standard w tym gatunku gier, a kolejne erraty najprawdopodobniej poprawią tę kwestię.

________________________

W artykule wykorzystano zdjęcia za zgodą następujących autorów: Davide Banchini, Robert „Rocy7” Cymbalak, Hawk Wargames

 


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.

 

Udostępnij
Tagi: Dropfleet Commander, Dropfleet Commander Recenzja, recenzja Dropfleet Commander
https://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/80/2018/03/DFC_cover.jpg 664 960 Krzysztof Szarawarski https://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/80/2017/07/CustodianofMecatolRex-head-3.png Krzysztof Szarawarski2018-03-26 12:00:032021-01-16 19:14:26Floty na pozycje – krótka recenzja Dropfleet Commander
https://www.facebook.com/KrMSzhttps://www.instagram.com/custodianofmecatolrex/https://twitter.com/KSzarawarskihttps://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl/kontakt/

Krzysztof Szarawarski
Choć wyglądam młodo, pochodzę z pokolenia, które pamięta dobrze co łączyło ołówek z kasetą magnetofonową… Albo czym w ogóle była kaseta magnetofonowa ;) Przygodę z grami planszowymi zaczynałem jak wielu, od prostych tytułów, takich jak Super Farmer, Barykady. Później przyszedł czas na Gwiezdnego Kupca i Magię i Miecz przy której spędziłem masę czasu w latach 90-tych. Po dłuższej przerwie, powróciłem do gier planszowych w 2011r.. Do powrotu przyczynił się ponownie
Talisman Magii i Miecz. Od tamtej pory gry planszowe są moim głównym hobby, którym obecnie staram się zarazić moje dzieci. Na co dzień grywam we wszystkie rodzaje gier, choć do moich ulubionych gatunków należą strategie 4x w klimacie Sci-fi oraz gry wojenne. Doceniam jednak zalety gier euro, więc będę także o nich pisał od czasu do czasu...

Custodian of Mecatol Rex

ODWIEDŹ KONIECZNIE:




NAJNOWSZE WPISY

  • 10 Days in the USA – recenzja30 sierpnia 2019 - 07:00
  • Wirus 2: Ewolucja – recenzja rozszerzenia do gry Wirus!27 sierpnia 2019 - 07:00
  • Wirus – recenzja Kasi26 sierpnia 2019 - 15:05
  • Projekt Manhattan – recenzja28 lipca 2019 - 19:38
  • Tikal – recenzja26 lipca 2019 - 07:00
  • Testowane na dzieciach #3 – małe, szwajcarskie gry22 lipca 2019 - 07:00
  • Sojusz wykuty w lochu – pierwsze wrażenia z rozgrywki w Dungeon Alliance19 lipca 2019 - 09:57
  • Szarlatani z Pasikurowic – recenzja18 lipca 2019 - 11:01
  • Fudżi – recenzja10 lipca 2019 - 09:44
  • Small Star Empires – recenzja3 lipca 2019 - 07:00
  • Gra miesiąca – Czerwiec 20191 lipca 2019 - 12:00
  • Dungeons & Dragons 5 edycja – recenzja zestawu startowego13 czerwca 2019 - 10:47
  • Blackout Hongkong – recenzja11 czerwca 2019 - 07:00
  • Gra miesiąca – Maj 201910 czerwca 2019 - 11:50
  • Paperback – recenzja7 czerwca 2019 - 07:00

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Nasza ekipa
  • Współpraca
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • sierpień 2019 (3)
  • lipiec 2019 (8)
  • czerwiec 2019 (5)
  • maj 2019 (12)
  • kwiecień 2019 (8)
  • marzec 2019 (15)
  • luty 2019 (10)
  • styczeń 2019 (9)
  • grudzień 2018 (7)
  • listopad 2018 (7)
  • październik 2018 (10)
  • wrzesień 2018 (8)
  • sierpień 2018 (6)
  • lipiec 2018 (2)
  • czerwiec 2018 (9)
  • maj 2018 (4)
  • kwiecień 2018 (5)
  • marzec 2018 (1)
  • luty 2018 (4)
  • styczeń 2018 (10)
  • grudzień 2017 (13)
  • listopad 2017 (12)
  • październik 2017 (16)
  • wrzesień 2017 (11)
  • sierpień 2017 (13)
  • lipiec 2017 (2)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Custodian of Mecatol Rex | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Altiplano – recenzja Link to: Altiplano – recenzja Altiplano – recenzja Link to: Ascension: Year Two Collector’s Edition – recenzja Link to: Ascension: Year Two Collector’s Edition – recenzja Ascension: Year Two Collector’s Edition – recenzja
Scroll to top Scroll to top Scroll to top