Najlepsze gry na Halloween – część 2

Gdy ciemność okryje swym całunem okolicę, a na zegarze dobijać będzie północ, cóż poczniesz, śmiertelniku, gdy unoszącą się w powietrzu woń śmierci poczujesz? To stworzenia, co z grobów wypełzły, aby siać postrach w okolicy. Ogary z piekieł i ghûle, wampiry oraz duchy.  Zbliżają się i wkrótce będą u twych drzwi… Jeśli nie chcesz się ich bać, planszóweczkę na stół musisz dać!

Tym miłym akcentem zapraszam Was na drugą część przeglądu najlepszych gier, w jakie można zagrać w Halloween. W ubiegłym tygodniu przyglądałem się bardziej zaawansowanym tytułom, których tematyka sprawia, że idealnie nadają się do zagrania w wigilię Wszystkich Śwętych – tekst znajdziecie w TYM MIEJSCU. Jeśli jednak zamiast spędzenia dłuższego czasu nad planszą, planujecie ożywić nieco atmosferę, powinniście znaleźć kilka ciekawych pozycji na niniejszej liście, bowiem dziś zajmę się przeglądem gier imprezowych, za pomocą których na pewno rozkręcicie Halloweenową imprezę. Zapraszam do dalszej lektury!

 

Najlepsze gry na Halloween

część 2 – Imprezowe gry dla dorosłych

 

Każda opowieść ma jakiś początek, a jak lepiej zacząć wieczór, niż od przybycia do mrocznej gospody, której właściciele mają niecodzienny pomysł na zapewnienie sobie rentowności prowadzonego przybytku? W grze Krwawa Oberża wcielimy się w role gospodarzy XIX-wiecznej gospody, którzy wpadli na iście szatański plan szybkiego wzbogacenia się. Podczas rozgrywki, będą oni okradać swych gości z majątku… Ale jako że kradzież jest czynem haniebnym, aby moralności było zadość, uwolnią swych gości od męki… przebywania na tym ziemskim padole! Dobrze zrozumieliście – jako gospodarze, będziecie odpowiedzialni za zapewnienie odpowiedniej gościny swym przyjezdnym, aby następnie odprawić ich w dalszą podróż… w zaświaty! Przygarnięcie dobytku po zmarłym to wszak nie kradzież, więc na drodze do szybkiego wzbogacenia stoją jedynie całkowicie zbędni właściciele owych majątków – wasi goście. Krwawa Oberża to prosta pod względem zasad gra, która za sprawą dosyć oryginalnej szaty graficznej na pewno pozwoli Wam wczuć się w mroczny nastrój, a przy okazji całkowicie bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia pozwoli zrealizować marzenie bycia właścicielem pensjonatu, z którego nie wszyscy goście wyjadą żywi… Przeżycie nocy nie idzie tu bowiem w parze z ofertą najęcia pokoju!

 


 

Jeśli na waszej Halloweenowej imprezie zawita większa grupa, warto wyłożyć na stół Wilkołaki od wydawnictwa Lacerta. To szybka, prosta (lecz przy tym nie mniej brutalna) gra imprezowa, w której gracze wcielają się w role mieszkańców wioski i polujących na nich wilkołaków. Sęk w tym, że role są tajne i większość z graczy nie wie, kim jest kryjący się pomiędzy nimi likantrop. W trakcie gry gracze naprzemiennie zamykają oczy. Część z nich, w zależności od zdolności swojej postaci będzie mogło je otworzyć i podejrzeć, a czasem zamienić żetony znajdujące się przed graczami (to właśnie z nich dowiadujemy się, kto jest kim w trakcie rozgrywki). Ale uwaga! Wilkołak ma też w wiosce swych popleczników, a są i tacy, którzy mają swoje własne cele, nie koniecznie związane z pokonaniem wilkołaka. Gracze będą mieli zatem kilka rund na odnalezienie wilkołaków i unicestwienie ich, nim całe miasto zacznie skowyczeć na widok księżyca. Na rynku dostępna jest także klasyczna wersja Wilkołaka, aczkolwiek polecam tę w szczególności, gdyż nie wymaga ona eliminacji graczy, więc wszyscy jej uczestnicy będą grali do samego końca, dzięki czemu zabawa trwa w najlepsze i nikt nie czuje się pominięty oraz zmuszony do czekania aż pozostali skończą grać.

 


 

Kojarzycie tanie horrory klasy B z lat 80-tych? Gra Zombie 15′ wydawnictwa Egmont stawia graczy w roli gangu nastolatków, którzy mają zaledwie 15 minut na przebicie się przez miasto do bezpiecznego miejsca. Na ich drodze staną całe tabuny nieumarłych. Tematyka gry jest tu prosta niczym fabuła filmu klasy B.  Ale z drugiej strony, nastolatkowie, w których przyjdzie nam się wcielić są uzbrojeni, niebezpieczni i wkurzeni, że nie działa im Internet. To ostatnie sprawia, że są bardziej niebezpieczni od hordy wygłodniałych nieumarłych. Zombie ’15 to co prawda dosyć chaotyczna gra, w której akcja gry rozgrywana jest w czasie rzeczywistym, ale zaletą w tym jest krótki czas rozgrywki (na ogół ok 15 minut) i masa dobrej zabawy, podczas której trup ściele się gęsto. Pomimo prostych zasad, gra stawia graczy przed nie lada wyzwaniem, a czasem jedna zła decyzja może przynieść zgubę całej grupie. Daliście się zjeść? Nic się nie stało. Nim wieczór dobiegnie końca jeszcze nie raz zagracie w Zombie ’15 😉

 


 

Gracze wcielają się w nestorów jednej z czterech nieszczęśliwych, przygnębiających rodzin, które zamieszkują równie nieszczęśliwy i przygnębiający świat. Cel rozgrywki w Gloom od Black Monk Games jest niezwykle prosty: musimy sprawić, by aby członkowie naszej dziwacznej rodziny doświadczyli największych możliwych tragedii, zanim pożegnają się z tym światem. Historię ich spektakularnego upadku opowiemy za pomocą unikatowych, przezroczystych kart, które umożliwią nam dosłowne nakładanie na bohaterów gry kolejnych nieszczęść, jednocześnie pozwalając widzieć wszystkie dotychczasowe efekty naszych działań. Od względnie nieszkodliwych zdarzeń, jak zadłużenie i choroby, po bardziej dziwaczne sposoby wywoływania nieszczęścia, chodzi o to, by stworzyć jak najwięcej smutku, zanim w końcu obdarujemy członków naszych rodzin słodkim pocałunkiem śmierci i zdobędziemy punkty zwycięstwa w liczbie zależnej od stopnia uprzykrzenia denatom życia. Gloom łączy groteskowe poczucie humoru z oprawą graficzną, która przywodzi na myśl filmy Tima Burtona albo rodzinę Adamsów. Jeśli czarny humor nie jest wam obcy, Gloom doskonale wpasuje się w klimat halloweenowej imprezy ze znajomymi. A jeśli któremuś gra nie przypadnie do gustu, możecie pogonić go sforą pudli 😉

 


 

Gdy impreza rozkręci się już na całego, a w głowach zaszumią spożyte trunki, warto wyciągnąć na stół całkowicie odjechaną karciankę, jaką jest Epic Spell Wars. Gra doczekała się już czterech części, a tematem przewodnim każdej z nich są wojny magów, z których każdy chce udowodnić pozostałym że jest najbardziej wypaśnie potężnym czarodziejem w całej krainie! Jako magowie bitewni, gracze staną do walki, tworząc swe zaklęcia z trzech składników. Możliwości złożenia śmiercionośnych kombosów z zaklęć jest tu ze dwa miliony. No dobra… może nie miliony, ale z pewnością bardzo dużo… albo coś w ten deseń… Nie ważne, możliwości są spore, a nasze czary mogą okazać się wymiatająco potężne lub żenująco kiepskie, w zależności od tego, jakie karty wpadną nam na rękę i jak dobrze poradzimy sobie ze złożeniem z nich czarów. Klimatu dopełniają w grze odjechane, psychodeliczne grafiki, przywodzące na myśl serial Pora na Przygodę, a raczej jego wersję, jaką oglądalibyśmy, gdybyśmy najedli się halucynogennych grzybów. Jeśli istnieje z definicji idealna gra imprezowa w klimatach mistycyzmu i szalonej zabawy w miksowanie czarów – Epic Spell Wars mieści się w tej definicji. Dużym atutem gry jest jej stosunkowo niewielka cena oraz możliwość łączenia zestawów, aby wykręcać jeszcze potężniejsze kombosy. To jak? Pokażecie swym rywalom, że jesteście najwypaśniejszym magiem na całej dzielni, czy nie?

 


 

A może zamiast śmiercionośnej mieszanki czarów wolelibyście rzucić na rywali jakąś klątwę? W grze Vudu wydanej u nas przez wydawnictwo Black Monk, gracze rzucają na siebie nawzajem uroki, które utrudniają ich rywalom dalszą grę. Możemy sprawić, że ktoś zacznie gdakać jak kura, klaskać łokciami lub zmuszony siedzieć na swej dłoni, na początku rundy będzie musiał głośno podziękować wszystkim zgromadzonym na sali osobom, że są jego fanami (osobiście uwielbiam reakcje ludzi na tę konkretną klątwę). Vudu to zwariowana gra imprezowa, w której wcielimy się w szamanów rzucających na siebie klątwy, za co zdobędą punkty. Te ostatnie można także zdobyć, jeśli ktoś zapomni o zastosowaniu się do polecenia rzuconej na niego klątwy, a o to nie trudno, bowiem wszystkie efekty uroków nakładają się na siebie. Jeśli nie próbowaliście nigdy jednocześnie dotykać łokciem nosa, gdakać jak kura i skakać na jednej nodze trzy razy wokół własnej osi, zdecydowanie powinniście spróbować, grając oczywiście w Vudu 🙂

 


 

 

Imprezy Halloweenowe to nie tylko śmiechy, klątwy i zaklęcia. Czasami, jak nakazuje tradycja w tę upiorną noc, przyda się odrobina dreszczyku emocji. Do tego celu najlepiej sprawdzą się koszmary oparte na wizjach mistrza grozy, H.P. Lovecrafta, a także odrobina zręczności w rzucaniu kościami! W Znaku Starszych Bogów od Galakty, gracze wcielą się w poszukiwaczy, którzy na tropie tajemnych kultów i niewyjaśnionych zdarzeń zapuszczą się w mroczne korytarze muzeum Miscatonic. Wędrując w mroku, gracze będą się natykać na niewyjaśnione zjawiska, przerażające potwory, a niejednokrotnie wpadną przez magiczną bramę do innego wymiaru, gdzie na pewno popadną w szaleństwo, jeśli nie uda im się szybko wydostać i powrócić do naszego świata.

Znak Starszych Bogów czasami nazywany jest przez graczy „Horrorem w Arkham light”. Coś w tym jest, ponieważ odnajdziemy tu te same koncepcje rozgrywki (jak choćby wędrówkę, odkrywanie tajemnic, konieczność pokonywania wrogów i zamykania bram do innych wymiarów), skondensowanej jednak w formie szybkiej i nieskomplikowanej gry w kości. Podobnie jak w przypadku opisywanych w ubiegłym tygodniu gier z serii Arkham Files, gracze będą ściśle ze sobą współpracować, aby powstrzymać Przedwiecznych. Rozgrywka jednak nie wymaga od nas zapoznawania się z ogromną ilością zasad i skomplikowaną stukturą tur graczy. Zamiast tego, mamy okazję zanurzyć się w pełni w mitologię Lovecraftiańską ale z pomocą przystępnego zestawu zasad i niezobowiązującej rozgrywce. Z Tego powodu ZSB idealnie nadaje się jako gra przy piwie w pubie, czy też właśnie na wieczór w klimatach horroru podczas nocy halloweenowej.

 


 

Osoby zainteresowane rzucaniem kostkami mogą także skierować swoją uwagę na względnie nowy tytuł, który prawdopodobnie za jakiś czas pojawi się na naszym rynku w polskiej wersji językowej. Mowa tu o grze Escape the Dark Castle od brytyjskiego wydawnictwa Themeborne. Gra ta doskonale bowiem łączy w sobie wątki przygody niczym z RPG, opowiadania historii i mechaniku push your luck związanej z rzutami kościami, a wszystko to w mrocznej oprawie graficznej, stylizowanej na podręcznikach do gier RPG z lat 80-tych. Gracze wcielają się tu w dosyć role więźniów mrocznego władcy, który zamknął ich na dnie lochu pod swoim zamkiem. Gra rozpoczyna się w chwili, gdy jakimś cudem udaje nam się wyswobodzić ze swej celi, lecz to nie koniec, a raczej początek. W trakcie rozgrywki gracze będą musieli przebrnąć przez ciemne korytarze zamku, napotykając liczne pułapki jak i mroczne bestie, które czyhają na nas w mroku. Tym, co wyróżnia EtDC od innych gier jest klimat tworzenia unikalnej opowieści i silne nawiązanie do klasycznego RPG lat 80-tych. W trakcie gry, aktywny gracz będzie odsłaniał kolejną kartę, niczym stronę książki, ujawniając kolejne spotkanie lub pułapkę, dodatkowo okraszone klimatycznym opisem. Jeśli graczom uda się przebrnąć przez mroczny loch, na jego końcu będą musieli stanąć do walki z samym władcą zamku, aby wywalczyć swoją wolność. Escape the Dark Castle, pomimo bardzo prostej mechaniki wpada w oko za sprawą dosyć unikalnej szaty graficznej oraz klimatycznej opowieści, tworzonej za każdym razem z nowych elementów. Krótki czas gry sprawia także, że razem ze znajomymi będziecie w stanie odbyć tę podróż pomiędzy wizytami pukających do drzwi przebierańców, poszukujących słodycze. Więcej o samej grze napiszę w recenzji już wkrótce.

 


 

Z odmętów mrocznych lochów przenieśmy się teraz w czasu tanich filmów sci-fi lat 50-tych. Właśnie w takich klimatach osadzona jest akcja gry Conquest of Planet Earth. Tym razem, gracze stają po stronie tych „złych”, czyli kosmitów, którzy przybyli na naszą planetę siać śmierć i zniszczenie. Sterując swymi kosmicznymi spodkami, w trakcie rozgrywki wcielimy się w różnorodne rasy obcych najeźdźców, którzy za sprawą zaawansowanej technologii rozbiją ludzki opór (jak i opór stawiany przez inne obce cywilizacje, jeśli wejdą nam w drogę). Wszystkie chwyty są tu dozwolone, a sami gracze będą mieli do swej dyspozycji unikalne zdolności swych ras, potężne technologie zdobywane w trakcie rozgrywki, jak i przerażających popleczników i maszyny zniszczenia, które będą mogli wyzwolić na bezbronnych mieszkańców Ziemi. Ci ostatni nie są jednak wcale tacy bezbronni i z pomocą Kapitana Fantastica nie raz pokażą, na co ich stać. Conquest of Planet Earth jest więc grą typu Gateway z prostą mechaniką i krotochwilnym podejściem do tematyki klasycznych filmów sci-fi, traktujących o inwazji obcych. Z tą różnicą, że to my wcielamy się tu w rolę sił inwazyjnych kosmitów. Klimatu dopełnia w grze zabawny soundtrack na dołączonej płycie CD. Jeśli szukacie czegoś oryginalnego na ten wieczór, na pewno CoPE trafi w gusta większości waszych gości, a przy tym – zapewni wiele godzin doskonałej zabawy i salwy śmiechu. Nie ma co pisać. Pora wsiadać w nasz kosmiczny pojazd i obrócić w proch niewinnych mieszkańców Ziemi za pomocą naszych promieni śmierci!

 


 

 

Na niniejszej liście nie może także zabraknąć czegoś bardzo lekkiego dla miłośników turlania kostkami. Dla tych osób, a także tym, którzy poszukują niezobowiązującej rozgrywki, do której łatwo można będzie zachęcić także osoby, które nie grają na co dzień, polecam gry z serii „kości” wydawnictwa Black Monk Games. Ukazały się w niej jak dotąd trzy tytuły, odpowiednio traktujące o zombiakach, meksykańskim potworze Czupacabra oraz Cthulhu. Gracze będą więc mieli wybór pomiędzy doprowadzeniem swoich współgraczy do szaleństwa, ścigać swe ofiary jako krwiożercze zombie lub starać się przeżyć noc i nie dać się zjeść legendarnej bestii. Gry w tej serii cechują niskie ceny, dobra jakość wykonania i całkiem przyjemna, acz nieskomplikowana rozgrywka przy zachowaniu minimum komponentów.

 


 

 

W kolejnym tytule, jako grupa śledczych trafimy do nawiedzonego domu, by rozwikłać jego zagadkę. W tej grze, będącej połączeniem Cluedo z Dixitem część uczestników zabawy wciela się w role poszukiwaczy, a jeden z nich w rolę ducha, który za pomocą talii pięknie zilustrowanych kart naprowadzać będzie pozostałych na trop śladów dawnej zbrodni. Gracze drogą dedukcji będą starali się rozwikłać zagadkę zbrodni, która miała tu miejsce przed laty, a jej pomyślne rozwiązanie przyniesie ukojenie zbłąkanej duszy. Tajemnicze Domostwo jest kolejną z kategorii lekkich gier, w które z powodzeniem możemy wciągnąć całą rodzinę i przyjaciół podczas halloweenowej zabawy. Cechą jaka wyróżnia ten tytuł spośród tłumu jest pięknie ilustrowana talia kart oraz niebanalna, pomimo prostych zasad, zabawa w skojarzenia z użyciem wielu poszlak i dowodów, na podstawie których musimy w trakcie zaledwie siedmiu rund wytropić zabójcę.

 


 

 

Wybuchła kolejna pandemia zombie. Tym razem znajdujemy się zamknięci w centrum handlowym, które otacza fala ożywionych zwłok aż po horyzont. Cel gry zależeć będzie od tego w kogo wcielą się gracze, bowiem w najnowszej grze z serii Tiny Epic gracze mogą opowiedzieć się po stronie ocalałych, jak i samych zombie. Gracze będą przemieszczać swe postaci po kolejnych sklepach i pomieszczeniach centrum handlowego, zbierając sprzęt i amunicję oraz oczyszczając teren z pełzających tu i ówdzie zwłok. Z kolei wcielając się w Zombie, misją graczy będzie opanowanie całego centrum i pozbawienie życia znajdujących się w środku ludzi. Kto choć raz zagrał w jakąkolwiek grę z tej serii wie, że cechują je dwie rzeczy: sprytne wykorzystanie minimalnej liczby komponentów, mieszczących się w pudełku niewiele większym od pocztówki, a przy tym zapewnienie maksymalnej grywalności. Nie inaczej jest w przypadku Tiny Epic Zombies, nie wspominając, że gra w sam raz trafiła wstrzeliła się z tematyką i trafiła na nasz rynek na kilka tygodni przed Halloween. Nie musicie więc puszczać DVD ze Świtem Żywych Trupów. Teraz możecie przeżyć akcję filmu na własnej skórze!

 


 

 

Munchkin to jedna z najbardziej slapstickowych, bezczelnie zapożyczających z innych gatunków i tematyk gier karcianych dostępnych na polskim rynku. Mnogość jak i różnorodność dostępnych wersji tej gry sprawia, że każdy może znaleźć opcję dla siebie. Sam z resztą miałem rok temu okazję opisywać na łamach niniejszego bloga wersję w klimatach westernu. Na imprezę Halloweenową poleciłbym jednak Munchkina Zombie lub Munchkina Cthulhu (zwłaszcza, że jak na mój osobisty gust, zbyt mało pozycji na powyższej liście poświęconych jest mojej ulubionej tematyce Lovecraftiańskiej mitologii 😉 ). Zostańcie bezwzględnymi pogromcami potworów, nieustraszonymi badaczem tajemnic, kowbojami czy też przedstawicielami klasycznych ras fantasy w tej niekolekcjonerskiej grze karcianej, której głównym celem jest robienie sobie jaj z tematyki, która jest motywem przewodnim danej wersji. Celem gry jest na ogół osiągnięcie określonego poziomu doświadczenia, poprzedzone licznymi perypetiami naszych postaci, które na swej drodze zmierzą się z licznymi przeszkodami, jak i kłodami rzucanymi przez innych graczy. Wszystkie chwyty są tu dozwolone. Nawet te prosto w krocze… Jeśli więc nie straszne wam nieco infantylne poczucie humoru autorów Munchkina, seria tych niewielkich gier karcianych doskonale posłuży wam do rozkręcenia każdej imprezy, a rozgrywka wywoła u was salwy śmiechu, że aż wypadną wam sztuczne wampirze zęby! 😉

 


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, zajrzyjcie koniecznie na moje fanpage’e na:

       

  • Kiedyś właśnie dokładnie w Halloween grałam w Vampire Empire – doskonale się wpasowało w klimat wieczoru 🙂
    Gloom wygląda ciekawie. Przyglądałam się już kiedyś tej grze, bo podoba mi się i pomysł tych przezroczystych kart i taki czarny humor, ale z różnych komentarzy wynikało, że gra bardziej skupia się na tworzeniu opowieści i opowiadaniu jakichś historii – nie wiem, czy to by do końca siadło u nas.