Testowane na dzieciach #3 – małe, szwajcarskie gry

Kiedy zaczynałem moją przygodę z planszówkami chciałem by każda z zakupionych gier miała możliwie wielkie pudełko. Lubiłem to uczucie, gdy płacąc za grę dostawałem okazałe opakowanie, które budziło szacunek zerkających nań domowników. Czas płynął, a pudełek na półce przybywało. Z czasem jedna półka przestała wystarczać, więc szybko powstały kolejne. One jednak też się zapełniły… Zapewne nie tylko ja z czasem zrozumiałem, że choć pragnę kolejnych gier to nie będę w stanie zmieścić ich wszystkich. Jako że posiadam duszę kolekcjonera zacząłem jeszcze bardziej doceniać te produkcje, które nie mają sztucznie nadmuchanych pudełek.

Dotychczas starałem się pisać o grach spiętych ze sobą tematyką lub takich, których mechanika opiera się na podobnym pomyśle. Ostatnio jednak na nasz stół trafiły trzy gry od jednego wydawcy – Helvetiq Games. Wszystkie trzy są małe, z instrukcją, którą można by zmieścić na rachunku, a przez to z zasadami tak prostymi, że nim zaczniemy je tłumaczyć tak naprawdę już kończymy. Zaczynamy zatem przygodę z trzema malutkimi karciankami – Forest, Bandido i Colorfox.

Forest

Forest to gra zdecydowanie najładniejsza spośród całej trójki. Miłe dla oka rysunki sprawiają, że na karty patrzy się z nieskrywaną przyjemnością. Mój syn szybko rozpoznał bohaterów klasycznych bajek – znalazł trzy świnki, złego wilka, Pinokia i wielu, wielu innych.

Podczas rozgrywki w Forest będziemy zagrywać karty na wspólny obszar tak by tworzyć las wypełniony istotami wyrwanymi wprost z bajek. Każdy z graczy otrzymuje trzy karty i w swojej turze zagrywa jedną. Naszym celem jest sprawienie by w lesie pojawiło się siedem krasnoludków, siedem sów, siedem wróżek lub siedem żab. Kiedy tylko ich wymagana liczba znajdzie się na planszy lasu, automatycznie zabieramy wszystkie karty z daną istotą. Na koniec gry liczba zebranych kart przekłada się na nasze punkty, a kto będzie miał najwięcej, wygrywa.

Jako że gra jest śliczna, a na kartach dużo się dzieje, to od razu przypadła Antkowi do gustu. Napakowanie kart grafikami sprawia, że niekiedy odnalezienie wszystkich stworzonek wymaga nieco spostrzegawczości. Jeśli przeoczymy któreś z nich to mamy pecha i przeciwnik, może zarobić na naszym gapiostwie. Niemniej grając z dziećmi warto im podpowiadać i ćwiczyć umiejętność liczenie, choć sama gra nie jest specjalnie wymagająca. Na ręku mamy raptem trzy karty i nie trzeba się wiele zastanawiać nad tym którą zagrać by zdobyć punkty lub jeśli to niemożliwe nie dać kolejnym graczom zbyt łatwego łupu. Na kartach zwykle jest kilka postaci więc wybór nie jest oczywisty. Zdarzają się karty lasu gdzie jest zupełnie pusto, także taki gdzie znajdziemy zaledwie dwie istotki, ale też takie z pięcioma. Gra na poziomie czterolatków sprawdza się bardzo dobrze. Wiecie, czterolatki to jeszcze taka grupa gdzie biegłe liczenie i spostrzegawczość niekiedy stanowi wyzwanie. Poza tym dzieciakom niezaprzeczalną frajdę sprawia tworzenie lasu i zauważyłem, że niekiedy ważniejsi są bajkowi bohaterowie, których wklejono na kartach lasu (ci stanowią zaledwie tło) niż istotki, na których oparta jest mechanika.

Niestety minusem jaki od razu rzucił się nam w oczy jest fatalne skalowanie gry. Już pierwsza partia upewniła mnie, że gra w więcej niż 3 osoby mija się z celem. Najlepiej Forest prezentuje się kiedy siadamy do niego we dwójkę. Oczywiście mówię to z perspektywy gracza, którego drażni losowość i brak możliwości jakiegokolwiek planowania jaki wkrada się podczas gry w większym składzie. Dla dzieciaków nie miało to znaczenia, bawiły się doskonale w bajkowym lesie, a przecież o to chodziło!

Bandido

Kolejna gra – Bandido – nie zmusza nas do rywalizowania, a wręcz przeciwnie, zmusza do kooperacji. W tej niepozornej grze będziemy budować tunele, tak by uniemożliwić bandycie ucieczkę z więzienia. Znów mamy trzy karty na ręku i zagrywamy jedną. Obrazki na kartach przedstawiają skrzyżowania, zakręty i ślepe uliczki. Kombinacji jest multum, a my musimy współpracować by nasze tunele stworzyły sieć bez wyjścia.

Skoro mówimy o podziemnych tunelach, to jak można się było spodziewać ilustratorzy nie mieli zbyt wielkiego pola do popisu, niemniej i tak uważam, że wyszli ze swojego zadania (dość niewdzięcznego) obronną ręka. Karty są czytelne i estetyczne, a brak dodatkowych udziwnień graficznych sprawia, że jest niemal niemożliwym by źle umieścić kartę podczas układania.

Rozgrywka oparta na kooperacji świetnie nadaje się dla dzieci. Podział na przegranych i wygranych zawsze budzi emocje, a w przypadku kilkuletnich szkrabów często może być powodem do łez. Przy grach kooperacyjnych wygrywamy razem i przegrywamy razem, nikt nie jest lepszy od nikogo, a co ważne dziecko podświadomie uczy się, że współpraca przynosi owoce i można się przy niej świetnie bawić.

Jako, że w grze będziemy zagrywać kolejne karty łącząc ze sobą tunele gra przypomina nieco puzzle, ale też może zaistnieć w niej syndrom gracza alfa, który będzie głośno mówił “zostawcie ten tunel, mam sposób żeby go zamknąć”. Da się temu łatwo zapobiec – my dość szybko wprowadziliśmy nasza domową zasadę ustalając, że dokładamy karty nie komunikując się przesadnie i nie sugerując przyszłych rozwiązań. Wyszło idealnie, a dzieciaki, które z nami grały nie miały większych problemów by ogarniać sposoby na zamykanie dróg ucieczki. Co ciekawe, gra wyzwoliła w maluchach emocje, których próżno było szukać u dorosłych. Pokrzykiwania “Zamykaj bo ucieknie!” były na porządku dziennym, a karty z latarką (ślepe uliczki) dokładane były z donośnym “łapać go!”.

Co ciekawe w gronie dorosłych Bandido sprawdził się nadzwyczaj dobrze. Ten szybki fillerek zajmuje ledwie 10 – 15 minut, a tłumaczenie zasad, jak sami widzieliście trwać może nie więcej niż kilka sekund. Ta mała, niepozorna gra jest niestety niezwykle “stołożerna”, dlatego musicie budować z głową waszą sieć tuneli, gdyż ilość miejsca potrzebna niekiedy do gry to niekiedy lwia część stołu. Przesunięcie już rozłożonej gry jest niemożliwe. Jeśli chcielibyście przekuć to na atut to zawsze można uznać, że gra uczy również planowania przestrzennego, gdyż po kilku rozgrywkach gdy zbliżyliśmy się do brzegu stołu Antek nakazywał zakręcać tunelami by bandyta nie uciekł.

Bandido zapewnia miłą, kooperacyjną zabawę którą bez trudu ogarną najmłodsi, ale też i starsi gracze nie będą się przy niej nudzić.

 

Colorfox

Ostatnia z przesłanych nam propozycji od Helvetiq Games, czyli gra o zapałkach, od razu przykuła moją uwagę. Cenię przywiązanie do detali, dlatego też opakowanie stylizowane na pudełko po zapałkach zrobiło na mnie dobre wrażenie. Draska po prawej, draska po lewej, a całość wysuwana ze środka – prawdziwe pudełko po zapałkach, pomyślałem.

O ile dwie wcześniej opisywane gry od Helvetiq Games składały się jedynie z talii kart tak w przypadku Colorfoxa mamy jeszcze paczkę drewienek przypominających zapałki. Jeśli graliście kiedyś w Festiwal Lampionów to poczujecie się jak w domu, gdyż Colorfox to w moim mniemaniu odchudzona i uproszczona wersja tej gry.

W grze będziemy dopasowywać do siebie karty, tworząc zapałkową mozaikę na stole. Zabawę w Colorfox rozpoczynamy posiadając na ręku trzy karty. W swojej kolejce dokładamy jedną z nich do już obecnego na układu. Na każdej karcie przedstawione zostały cztery zapałki, każda zwrócona w inną stronę. Musimy tak umieścić kartę, aby stykające się na bokach zapałki pasowały do siebie. Jako, że w grze jest aż sześć kolorów zapałek jest z tym trochę zabawy. Prosty ruch pozwala nam dopasować zaledwie jedną zapałkę, z kolei jeśli wykażemy się spostrzegawczością, mamy szansę wcisnąć naszą kartę w taki układ by po zetknięciu ściankami pasowały do siebie nawet dwie czy trzy zapałki. Za każdą dopasowaną zapałkę zgarniamy jej drewniany odpowiednik. Gra kończy się w chwili kiedy któryś z gracz miałby dobrać zapałkę, a nie byłoby jej już w zapasach.

W Colorfox nie chodzi jednak o to by zebrać jak najwięcej zapałek. Naszym zadaniem będzie zbieranie zestawów zapałek, tak by w każdym z nich znajdowały się różnokolorowe zapałki. Pierwsza zapałka daje nam 1 punkt, druga 2 punkty, trzecia 3 punkty itd. Dzięki czemu za pełen zestaw sześciu różnych zapałek otrzymamy 21 pkt. (1+2+3+4+5+6). Nic nam nie da zbieranie samych czerwonych, gdyż każda będzie w innym zestawie i choć zbierzemy sześć sztuk to ich łączna wartość wyniesie nie więcej niż 6.

Komponenty gry są takie jakie powinny być – czytelne, estetyczne i zawarte w pomysłowym pudełku. Znów, podobnie jak w przypadku Bandido, ilustratorzy nie mogli zaszaleć, gdyż temat do tego nie nakłaniał, a nawet jeśli, nie wyszłoby to grze na dobre, gdyż zaciemniłoby obraz i utrudniło znajdowanie najlepszego miejsca dla karty.

Colorfox było ostatnią z gier z zestawu od Helvetiq Games, którą pokazałem Antkowi. Zaskoczył mnie entuzjazm z jakim zabrał się do gry i choć bez wątpienia była to trudniejsza pozycja niż Forest i Bandido to możliwość zbierania zapałek okazała się niezłym wabikiem. Niestety wytłumaczenie czterolatkowi, że zbieranie zapałek w różnych kolorach jest korzystniejsze niż tylko w jednym przegrało z chęcią zbierania zapałek w ogóle. Choć Antek zrozumiał na jakiej zasadzie ma łączyć ze sobą karty i udawało mu się znajdować intratne połączenia (niekiedy zaskakujące dorosłych swoją pomysłowością) to niestety jego czteroletnia główka przedkładała ilość nad jakość.

Dla nas – dorosłych i wytrawnych graczy Colorfox to miły filerek. W moim gronie już zawsze będzie postrzegany jako Festiwal Lampionów – wersja lite! Mniejsza, szybsza i prostsza lecz jednocześnie nie tak wymagająca.

 

Podsumowanie

Co tu dużo mówić. Zarówno Forest, Bandido jak i Colorfox przypadły grającym dzieciakom do gustu. O ile Forest jako swój największy atut przedstawiał grafikę, tak pozostałe tytuły mimo iż mniej przykuwały oko, dużo lepiej broniły się od strony mechanicznej. Traf chciał, że po przeczytaniu instrukcji do każdej z gier w Bandido pokładałem najmniejsze nadzieję. Mój planszówkowy nos mnie zawiódł gdyż to właśnie ta gra wpadała na nasz stół najczęściej i kolejne partie nie powodowały znużenia wśród dzieciaków. Colorfox zdaje się być najtrudniejszą ze wszystkich gier i najmniej godną do polecenia dla czterolatków, jednak z drugiej strony jest najbardziej perspektywiczną grą, która już za rok może przyćmić zarówno śliczny Forest jak i budzącego emocje Bandido.

Wszystkie trzy gry sprawdziły się wyjątkowo dobrze i polecam Wam byście przetestowali je czy to ze swoimi pociechami, niedzielnymi planszówkowiczami czy grupą geeków, z którą zwykle siadacie do stołu. Wyjątek może stanowić Forest – tu tylko dzieciaki znajdą coś dla siebie, a starsi, niestety mogą szybko się znudzić. Traktujcie propozycje od Helvetiq Games jako miłe przerywniki, które świetnie zapełnią czas gdy czekacie na Waszych gości lub gdy jedna osoba doczytuje ostatnie szczegóły w instrukcji do cięższego Euro. Żadna z wymienionych gier nie ukradnie Wam więcej niż 10-15 minut, a mając na względzie jak krótko małe dzieci są w stanie skupić uwagę wydaje się to idealnie dobraną proporcją.

 


Za przekazanie gier do recenzji dziękujemy firmie


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, zajrzyjcie koniecznie na nasze fanpage’e na: