Najlepsze gry na Halloween – część 1

Wigilię wszystkich świętych od lat wiele osób w naszym kraju obchodzi zgodnie z amerykańską tradycją – przebierając siebie i swoje dzieci w kolorowe kostiumy, często nawiązujące do świata zmarłych. Lubimy też stroić swoje domostwa, a także spacerować z workiem po okolicy, zbierając słodycze. Na osiedlach co chwilę słychać głośne „cukierek albo psikus!”. Jako, że tegoroczne Halloween zbliża się wielkimi krokami, zapraszam na zestawienie najciekawszych gier o mrocznej tematyce, które nadadzą waszej Halloweenowej imprezie nadprzyrodzonej atmosfery!

Moda na Halloween zdecydowanie przypadła Polakom do gustu i na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich lat zagościła na dobre w naszych domach. Lubimy się bać, lubimy się przebierać, a nade wszystko lubimy gry ze szczyptą grozy i mistycyzmu! Aby więc pomóc wam w zorganizowaniu nasyconej nadprzyrodzonymi mocami i szczyptą horroru imprezy planszówkowej, przygotowałem serię artykułów, w których tworzę zestawienia najciekawszych gier na ten wieczór. Ze względu na liczbę tytułów, a także różne gusta graczy, listę tą podzieliłem na cztery części. Dziś prezentuję gry dla zaawansowanych graczy, a więc zestawienie najciekawszych gier dla lochołazów, łowców wampirów i pogromców zombie (choć nie tylko!). W nadchodzących tygodniach poprzedzających Halloween na blogu pojawią się kolejne zestawienia – Halloweenowych gier na imprezę, gier wojennych do zagrania w Halloween, a także zestawienie najciekawszych gier dla dzieci i młodzieży, które w przerwach pomiędzy zbieraniem cukierków na pewno chętnie zasiądą do wspólnej zabawy nad planszą. Zestawienia te są oczywiście mocno subiektywne, dlatego też prezentowane gry nie są uszeregowane wedle żadnego konkretnego klucza. Jeśli uważacie, że znacie inne tytuły, przy których można się dobrze bawić w Halloween, piszcie śmiało w dyskusji na samym dole tej strony! Zapraszam do lektury!

 

Najlepsze gry na Halloween

część 1 – zaawansowane gry na wieczór

 

Każdy wie, że nie ma bardziej klasycznych księżniczek, niż te od Disneya. Tak samo nie ma bardziej klasycznych potworów jak duchy. W końcu to im, niejako, poświęcone jest święto dnia następnego. Niniejszą listę otwieram zatem grą, która jest im poświęcona w całości, acz w nieco bardziej orientalnym wydaniu, niż większość podobnych tytułów na naszym rynku. W tej kooperacyjnej grze dla 1 do 5 graczy jako taoistyczni mnisi staniemy w obronie małej wioski i jej mieszkańców przed zastępami złych duchów – popleczników piekielnego władcy, Wu-Fenga. Ten za ich pomocą próbuje odzyskać przechowywane w wiosce prochy swej cielesnej powłoki, które umożliwią mu powstanie z martwych i sprowadzenie na świat zguby.

Na rynku nie ma zbyt wielu gier, które autentycznie potrafią wzbudzić u graczy uczucie lęku, ilekroć na planszy pojawia się kolejny wróg. Choć z pozoru misja wydaje się łatwa, Ghost Stories stawia przed nami bardzo trudne wyzwanie, a przetrwanie ataków kolejnych duchów, aby następnie stawić czoła samemu Wu-Fengowi wyciśnie z nas ostatnie poty. Plotka głosi, że komuś udało się kiedyś ukończyć tę grę, ale wyzwanie było tak ciężkie, że od tamtej pory całkowicie osiwiał, zapuścił długie wąsy i brodę, a także z jakiegoś powodu mówiąc, usta poruszały mu się na długo, zanim dobiegał z nich jakiś dźwięk. Jeśli zatem chcecie wypróbować swoje umiejętności Kung-Fu, zachęcam do wyłożenia tej gry na stół 😉

 


 

Akcja kolejnej gry przenosi nas w czasy wiktoriańskiej Anglii. Gracze wcielą się tu w role śledczych, usiłujących odkryć ślady, pozwalające im rozwikłać niewyjaśnione sprawy, inspirowane powieściami grozy z tamtego okresu. W trakcie rozgrywki doświadczymy na swej drodze szeregu mrocznych wydarzeń i wiele linii fabularnych, łączących klasyczne motywy, takie jak pojawienie się tajemniczego zabójcy na ulicach Londynu z nutką zjawisk nadprzyrodzonych. Dzięki temu gra bardziej niż klasyczną powieść o przygodach Sherlocka Holmesa przypomina odcinek serialu Penny Dreadful.

Rozgrywka podzielona jest na serię opowieści, w trakcie których gracze najpierw będą planowali swe ruchy, a następnie odkrywali mroczne wątki fabularne, zbierali poszlaki i starali się rozwiązać sprawy. Nie zabraknie też walki, a ogólny klimat grozy potęgować będą mroczna oprawa graficzna i upływający czas, odliczany niemiłosiernie przez dołączoną do gry aplikację na telefon. W rezultacie otrzymujemy trzymającą w napięciu grę kooperacyjną, w trakcie której gracze będą musieli ściśle ze sobą współpracować i wykorzystywać mocne strony swych postaci aby uzyskać najlepsze efekty śledztw, utrzymanych w atmosferze grozy. Jeśli nie boicie się stanąć oko w oko z Kubą Rozpruwaczem, albo wściekłym wilkołakiem Baskerville’ów, zdecydowanie warto zapuścić się na mroczne ulice XIX-wiecznego Londynu.

 


 

Mówiąc o wiktoriańskich czasach, nie można zapomnieć o bodaj najpopularniejszym, wywodzącym się z tej epoki nieumarłym – Draculi. Mroczny władca Transylwanii straszy graczy od ponad trzydziestu lat w kolejnych edycjach tej popularnej gry. Założenia są tu proste – jeden z graczy wciela się w rolę tytułowego Vlada Draculi, który potajemnie porusza się po mapie Europy, rozprzestrzeniając swoje diabelskie wpływy, podczas gdy pozostali uczestnicy wcielają się w bohaterów znanych ze stron powieści Brama Stokera, m.in. profesora Van Helsing czy Minę Harker. Ci ostatni mają za zadanie wyśledzić i zniszczyć Draculę oraz jego mroczny pomiot za pomocą m.in. kołków, wody święconej i odrobiny dedukcji. Zadanie to nie należy jednak do łatwych, ponieważ wędrujący po mapie w ukryciu Dracula ma także po swojej stronie wiele sztuczek, dzięki którym nie raz wywiedzie w pole swych prześladowców. Polecam grać w ten tytuł przy soundtracku Wojciecha Kilara do słynnego filmu Francisa Forda Coppoli o tym samym tytule. Mocne wrażenia gwarantowane!

 


 

Halooween to nie tylko klasyczne potwory jak duchy, wilkołaki czy wampiry. Od kilku lat nieprzerwanie trwa moda na Zombie – bezmyślne ożywione trupy, których jedynym pragnieniem jest dobrać się do naszych mózgów (ich największy przysmak). Ich pierwsza fala uderza nas w tym zestawieniu za sprawą gry Martwa Zima. Dotychczas na naszym rynku pojawiły się dwie części tej gry, w trakcie której gracze wcielają się w grupę ocalałych ludzi, którzy ukryli się w magazynie i starają się przetrwać apokalipsę Zombie. Gra klimatem bardzo przypomina serial Żywe Trupy (The Walking Dead). Każdy z graczy stara się realizować ogólne cele scenariusza, aczkolwiek konwencję klasycznej kooperacji przełamuje tu motyw zdrajcy – nie wszystkim bowiem może zależeć na dobru ogółu i aby wygrać, będą oni realizowali swe własne ukryte cele. Atmosferę grozy dopełniają tutaj ciężkie wybory związane z kartami rozdroży – wydarzeń mających wpływ na rozgrywkę, zawierających także klimatyczne opisy. Przy odpowiedniej ekipie grając w ten tytuł poczujemy się, jakbyśmy sami byli bohaterami odcinka serialu o pandemii zombie.

 


 

A skoro mowa o pandemii, dwa lata temu na polskim rynku ukazała się za sprawą wydawnictwa Lacerta wersja Pandemica, w której zamiast rozprzestrzeniających się chorób, gracze starali się będą nie dopuścić do przebudzenia Wielkich Przedwiecznych i ocalić świat przed szaleństwem i chaosem w jakie zapanują, jeśli licznym kultystom uda się ich mroczny plan. Pandemia: Czas Cthulhu łączy motywy powieści mistrza grozy, Howarda Philipsa Lovecrafta z mechaniką popularnej Pandemii, więc zamiast leczyć choroby, będziemy starali się zamknąć cztery bramy wiodące do straszliwych, obcych wymiarów. Podczas gry rozwija się wyczuwalne napięcie, gdyż poza utratą zmysłów naszych poszukiwaczy w grze można przegrać także na kilka innych sposobów. Zwycięstwo wymagać będzie zatem od graczy pełnej współpracy, a sama wygrana i uratowanie świata przed Przedwiecznymi (przynajmniej mi) sprawia o wiele większą frajdę niż wynalezienie szczepionki na gruźlicę 😉

 


 

Popularność literatury H.P. Lovecrafta przyczyniła się w ostatnich latach do prawdziwej inwazji gier osadzonych w wykreowanych przez niego światach. W większości z nich, na wzór bohaterów ze stron jego powieści i opowiadań, gracze przyjmą role awanturników i poszukiwaczy przygód, którzy natknąwszy się na tajemnicze poszlaki wkrótce odkryją przerażającą prawdę o mrocznych kultach i panteonie przerażających pozaziemskich istot, zwanych Wielkimi Przedwiecznymi.  Najpopularniejszą serię gier osadzonych w uniwersum stworzonym przez Samotnika z Providence stanowią tzw. Arkham Files – gry wydane przez Fantasy Flight Games, a w naszym kraju przez Galaktę. W zależności od własnych preferencji, możemy wybrać skalę i eksplorować wnętrze mrocznej Posiadłości Szaleństwa, poszukiwać tropów na ulicach fikcyjnego miasteczka z kart Lovecraftiańskich powieści w Horrorze w Arkham albo starać się powstrzymać grozę przedwiecznych na skalę światową w Eldritch Horror. Której ścieżki byśmy nie obrali, czeka nas ciężka walka z kultystami i przerażającymi istotami jak Mi-Go, Shoggothami, Zombie czy mrocznymi rybio-podobnymi stworami z najgłębszych odmętów mórz. Każda z gier w serii Arkham Files charakteryzuje się mrocznym klimatem, atmosferą lat 20-tych minionego stulecia, a także masą spotkań z przerażającymi stworami, od widoku których nasze postacie w grze mogą postradać zmysły. I nie bez powodu! Proza Lovecrafta to ponoć jedyna rzecz, od której włos na karku jeży się samemu Stephenowi Kingowi, a gry planszowe FFG z pewnością zdołały uchwycić ten mroczny klimat.

 


 

 

Przenieśmy się na chwilę z powrotem do wiktoriańskiego Londynu. Listy z Whitechapel są asymetryczną grą planszową, w której główną osią rozgrywki są dedukcja i blefowanie. Jeden z graczy przyjmuje rolę Kuby Rozpruwacza – legendarnego mordercy, którego przydomek podpowiada, jaką metodę stosował odbierając życie licznym prostytutkom, które padły jego ofiarą w londyńskiej dzielnicy Whitechapel. Pozostałym graczom przypada z kolei zadanie wcielenia się w detektywów, próbujących pochwycić tego szalonego zbrodniarza. W trakcie rozgrywki gracz kontrolujący Kubę Rozpruwacza będzie próbował dokonać zabójstwa i wrócić do swej kryjówki, unikając przy tym złapania. Reszta graczy w tym czasie systematycznie patroluje ulice Londynu, próbując powstrzymać go, zanim znów zabije.

W odróżnieniu od wielu gier kooperacyjnych, które na przestrzeni lat z różnym skutkiem próbowały wprowadzić asymetryczne role, Listom z Whitechapel udało się to niemal doskonale. Autorzy gry bardzo dobrze zrównoważyli rolę Kuby Rozpruwacza, który często z ledwością wymyka się z rąk policji. Gracze wciągnięci są więc w bardzo emocjonujący pościg po ulicach wiktoriańskiego Londynu, przedstawionego w formie mapy z lokacjami w postaci okrągłych kółek z cyframi, pomiędzy którymi poruszać się będą prostytutki, strzegący ich policjanci, a także sam złoczyńca. Ten ostatni porusza się jednak potajemnie, a do pozostałych graczy będzie już należeć zadanie wytropienia go, nim zdąży zabić pięć razy. Listy z Whitechapel to niezwykle klimatyczna gra, w której dreszczyk grozy przeplata się umiejętnie z ciekawą mechaniką i sprawia, że gra wciągnie was do tego stopnia, że nie zauważycie pałętających się po pokoju duchów, gdy na zegarze wybije północ 😉

 


 

Jeśli zimne ulice Londynu są wam nie w smak, może lepiej wybrać się w innym kierunku? Wenecja od lat cieszy się popularnością wśród turystów. Słynne kanały, gondole, klasyczna architektura… i zastępy zombie przemierzające wąskie uliczki. Podczas tej wyprawy do miasta na wodzie naszym celem nie będzie dotarcie do Wenecji, co ucieczka z niej na stały ląd. Miasto opanowały bowiem ożywione zwłoki, które całymi dziesiątkami wychodzą z wody i pożerają spanikowanych turystów. Wszystko to za sprawą mitycznego Lewiatana, na którego grzbiecie wybudowano miasto wieki temu, a który właśnie się przebudza. Gracze mają zaledwie kilka dni i nocy na ucieczkę z miasta, nim zniknie ono w morskich głębinach, a gracze dołączą do armii nieumarłych, przyzwanych przez Lewiatana potworów. Carnival Zombie stanowi jedną z mniej znanych na naszym rynku gier euro, a same zombie są w niej przedstawione za pomocą kolorowych kosteczek, niczym w grze Felda. Niemniej jednak, tytułem tym warto się zainteresować, a podczas rozgrywki w Halloween, zamiast klasycznych przebrań możecie do stołu zasiąść w pełnych, klasycznych strojach karnawałowych i założyć znane weneckie maski 😉

 


 

Kolejny tytuł, kolejna fala zombie. A one już tak mają, że lubią nacierać falami i w tej grze nieuwaga graczy może sprawić, że utoną oni pod kolejną… falą nieumarłych. Żarty, żartami. Zombicide nie trzeba dziś już chyba nikomu przedstawiać. Na przestrzeni ostatnich lat gra ukazała się na naszym rynku w różnych odmianach tematycznych – od współczesnej po średniowieczną Black Plague od Portal Games. Rozgrywka oferuje graczom możliwość wcielenia się w różne, najczęściej inspirowane pop kulturą postaci, których celem będzie ucieczka z planszy, na której roić się będzie od zastępów nieumarłych. Wykonując kolejne zadania i przeszukując lokacje, gracze będą eksterminować kolejne fale zombiaków, efektem czego będzie rosnący poziom doświadczenia ich postaci, a wraz z nim kolejne odblokowane umiejętności, z pomocą których łatwiej będzie rozprawiać się z nieumarłymi. Sęk w tym, że wraz ze wzrostem doświadczenia u postaci wzrasta także poziom trudności samej gry. Aby mieć szansę na przetrwanie, gracze będą musieli z rozwagą planować ruchy i dbać o równomierny rozwój swych bohaterów, aby nie utrudniać zabawy postaciom na niższych poziomach rozwoju. Aczkolwiek, proste zasady i niezobowiązujący charakter rozgrywki sprawiają, że zawsze znajdzie się ktoś, kto z szalonym okrzykiem ochoczo rzuci się w pojedynkę na gromadę zombie, uzbrojony jedynie w patelnię.  Jeśli więc planujecie, aby wasza halloweenowa impreza miała nieco lżejszy charakter, rozgrywka w Zombicide zdecydowanie dobrze idzie w parze z pogawędką przy piwie lub innym trunku.

 


 

 

W odróżnieniu od Zombicide, w którym rozgrywkę cechuje silna współpraca pomiędzy graczami, w serii gier City / Mall of Horror przetrwanie bohaterów niejednokrotnie będzie wymagało poświęcenia jednego lub kilku postaci – niezależnie od tego, czy podoba się to sterującym ich graczom, czy nie. Rozgrywka obnaża tu prawdziwą naturę człowieka, który zrobi wszystko, aby przetrwać – nawet poświęcając innych żyjących aby samemu uciec od śmierci. Podczas gry, jej uczestnicy będą wędrować po zniszczonym centrum handlowym lub mieście (w zależności od części gry), starając się znaleźć sprzęt, zapasy i schronienie w trakcie szalejącej dookoła pandemii zombie. Przetrwają tylko najsilniejsi, a jako że zapasów z biegiem rozgrywki będzie coraz mniej, gracze będą odbywać głosowania nad tym, kogo poświęcić w krytycznym momencie lub gdy zombie przebiją się przez barykady. To właśnie ten element gry podoba mi się w niej najbardziej. Czy w podbramkowej sytuacji stawimy dzielnie opór nieumarłym, czy też rzucimy im na pożarcie swych towarzyszy? Choć jak na dzisiejsze standardy, brak figurek może niektórym przeszkadzać, to gry z tej serii zapewniają naprawdę dużo dobrej zabawy, podchodząc do tematu przeżycia apokalipsy zombie z jednej strony na wesoło, a z drugiej… No właśnie. Jeśli myśleliście że Gra o Tron kończy przyjaźnie, to jakie wrażenie zrobi na was wieloletni przyjaciel, który rzuci was prosto na gromadę rozwścieczonych ożywionych trupów byle tylko uciec z zbieranymi przez was zapasami 😉

 


 

 

The Thing (Coś) Johna Carpentera to jeden z najbardziej przerażających horrorów w historii kina. Opowiada historię grupy badaczy z arktycznej bazy, którzy natykają się na ślady życia pozaziemskiego. Niestety, tak w filmie jak i samej grze The Thing: Infection at Outpost 31,  E.T. po spędzeniu stu tysięcy lat w lodzie nie jest zbyt skory do dzwonienia do domu i tym razem postanawia zagnieździć się w ciałach bogu ducha winnych naukowców, asymilując ich jeden po drugim i kopiując ich wygląd. Niczym kameleon, przybiera postać kolejnych ofiar i wkrótce opanuje całą bazę. Gra wykorzystuje mechanikę ukrytych tożsamości. Jeden z graczy wciela się w rolę istoty pozaziemskiej, która opanowała ciało jednego z badaczy. Pozostali będą starali się odkryć, kto z zespołu został zarażony. W trakcie gry postaci będą przemierzać  korytarze i pomieszczenia znane z filmu, poszukując poszlak, sprzętu i prowadząc badania mające na celu ujawnienie, który z graczy skrywa mroczną tajemnicę. Podobnie jak w filmie, w trakcie rozgrywki  pojawia się paranoja i rośnie poczucie zagrożenia. Gracze nie wiedzą komu ufać, a czas nieubłaganie zbliża ich ku zagładzie. Czym uda im się oczyścić wszystkie strefy ośrodka badawczego i uciec z niego helikopterem, upewniając się, że nie ma pośród nich istoty pozaziemskiej, która zasymiluje cały świat, jeśli uda się jej wymknąć z arktycznego więzienia? Emocje jakie wzbudza ta gra są niesamowite, a atmosferę ogólnej paranoi i braku zaufania można pogłębić, puszczając ścieżkę dźwiękową z filmu, która świetnie oddaje poczucie samotności i izolacji, jakie towarzyszyło bohaterom filmu na antarktydzie.

 


 

 

Niniejsze zestawienie zamykam dosyć sporą grą, zarówno pod względem fizycznego rozmiaru jak i tematu. Cthulhu Wars to gra strategiczna, w której gracze wcielają się w Przedwiecznych – mityczne stworzenia z kosmosu i innych wymiarów, znane z tzw. mitologii Cthulhu, stworzonej przez H. P. Lovecrafta. Gra opowiada historię o tym, co się stanie, jeśli gracze zawiodą podczas rozgrywek w Posiadłość Szaleństwa, Horror w Arkham czy inne gry osadzone w tym uniwersum, o których pisałem wcześniej w niniejszym zestawieniu. Wielcy Przedwieczni zbudzili się i sprowadzili na świat zagładę. Teraz toczą walkę między sobą o panowanie nad tym, co pozostało z ludzkości. Gra stawia nas więc w roli niejako samych przedwiecznych, a w trakcie rozgrywki będziemy wykorzystywali naszych kultystów oraz przyzwane przez nie monstra do przejmowania kontroli nad kolejnymi rejonami blogu. Wyobraźcie sobie zatem Ryzyko, ale z użyciem wielkich, 18cm figurek Cthulhu, Hastura i innych bóstw z panteonu mitycznych stworów Lovecrafta. Tytuł doskonale nadaje się na epickie zakończenie imprezy halloweenowej. Pamiętajcie tylko, aby nie odczytywać inskrypcji z kart zbyt głośno, aby niechcący nie otworzyć prawdziwego portalu do innego wymiaru 😉

 

 


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, zajrzyjcie koniecznie na moje fanpage’e na: