• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Custodian of Mecatol Rex
  • Nasza ekipa
  • Recenzje
  • Blog
  • Felietony
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Karmaka – recenzja

27 września 2017/0 Komentarze/w Recenzja/Autor Krzysztof Szarawarski

Mam dziś przyjemność przedstawić Wam grę Karmaka, która w tym miesiącu ukazała się w polskiej wersji językowej nakładem wydawnictwa Fox Games. Karmaka to strategiczna gra karciana, czerpiąca całymi garściami z buddyzmu i filozofii karmy. Gracze rywalizują ze sobą, wspinając się po kolejnych szczeblach karmicznej drabiny, starając się osiągnąć najwyższy szczebel ewolucji duchowej – transcendencję. Aby ją osiągnąć, uczestnicy gry będą zagrywać karty dobrych i złych uczynków, musząc przy tym pamiętać, że karma potrafi sprawić, iż zło, które wyrządzimy innym może do nas wrócić. Dlatego też gracze, chcąc spowolnić postępy przeciwników, muszą z rozwagą zagrywać karty, aby ich czyny nie odwróciły się przeciwko nim w przyszłych wcieleniach.

 

„Cokolwiek uczynię, prawość lub nieprawość, stanę się tego spadkobiercą”

Główna idea karmy głosi, że nasze czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie oraz szczęście, jakie sprowadza na siebie i innych. Twórcy gry postanowili wpleść tę filozofię w mechanikę, dając graczom narzędzie pozwalające dokonywać wyboru w tym, jak chcemy osiągnąć wyższe szczeble karmicznej drabiny. Suma naszych czynów pokaże, czy będzie nam dane przeżyć kolejny raz to samo życie, czy też dokonamy awansu na kolejny poziom duchowego rozwoju, przeżywając reinkarnację. Jednakże, dokonując wyborów, musimy się liczyć z tym, że nasze czyny mogą się obrócić przeciwko nam, zataczając koło i potwierdzając stare przysłowie: „co posiejecie, to zbierzecie”.

Podczas przygotowania rozgrywki gracze otrzymują na start po kilka kart na rękę oraz do ich osobistej talii, skąd dociągają karty.. Karty wzmacniają motyw przemijania obecny w grze, gdyż reprezentują przebieg naszego życia. Gdy wyczerpią się nam zarówno karty w talii oraz na ręce, nasze dotychczasowe życie dobiegnie końca. Następuje po tym czas osobistego rozrachunku, który pokaże, czy nasze działania we właśnie kończącym się życiu pozwolą nam osiągnąć wyższy poziom istnienia w kolejnym wcieleniu, czy też będziemy zmuszeni do odbycia ponownej podróży przez życie w obecnej formie.

Karty w grze zdobią przepiękne grafiki
Grafiki zdobiące karty chciałoby się oglądać godzinami

Osiągnięcie awansu na kolejny szczebel karmicznej drabiny możemy sobie zagwarantować zagrywając karty jako uczynki. Po śmierci, sumujemy tylko jeden, wybrany kolor uczynków. Jeśli suma wszystkich kart danego koloru jest równa bądź wyższa od kolejnego poziomu na drabinie, przesuniemy naszego pionka o jeden poziom w górę, zaznaczając w ten sposób, iż wznieśliśmy się ponad bieżącą sferę istnienia, aby rozpocząć nasz przyszły żywot jako zupełnie inna forma. Warto w tym miejscu napomknąć, że grę rozpoczynamy jako żuki gnojowe. Kolejne szczeble drabiny pozwolą nam przeżyć żywot jako węże, wilki, następnie małpy, a stamtąd czeka nas już ostateczna transcendencja – zwycięstwo i ostateczny cel naszej wędrówki.

Uczynki bogate w hojność i temperament
Uczynki, które cechuje przebiegłość i odwaga
czerwone uczynki wyrażają nihilistyczne i niszczące podejście
Karta mozaiki
Mozaiki zastępują każdy inny kolor jako joker

Karty w grze odzwierciedlają charakter ludzkiej natury: czerwone wyrażają nihilistyczne i niszczące podejście; zielone czyny bogate w hojność i temperament, niebieskie zaś przebiegłość i odwagę. W grze występuje także czwarty rodzaj kart – mozaiki, które traktowane są jako karty dowolnego koloru. Ciekawym rozwiązaniem jest to, że karty możemy zagrywać na kilka różnych sposobów: jako uczynki (dają punkty potrzebne do reinkarnacji) lub zdolności (wykonując polecenie z karty), a także możemy odłożyć wybraną kartę na stos przyszłego życia, tworząc w ten sposób talię, z której będziemy korzystać w przyszłym wcieleniu. Tworzy to ciekawy wachlarz możliwości, obejmujący zarządzanie ręką, zbieranie kolekcji kart czy wreszcie możliwość zagrywania kart dla ich umiejętności. To ostatnie działanie powiązane jest jednak z mechanizmem samobalansującym, przez który kartę zagraną dla umiejętności, przekazujemy przeciwnikowi, który może ją dodać do swojej talii kart Przyszłego Życia, co pozwoli mu zagrać ją na nas samych w swoim przyszłym wcieleniu.

Instrukcja gry
W instrukcji znajdziemy wiele zdjęć i dokładnych opisów, dzięki którym szybko nauczymy się zasad
Rewersy kart zdobi ta sama grafika, która zdobi pudełko

Karma kołem się toczy…

Zagrywanie kart na kilka różnych sposobów stanowi trzon gry. Wprowadza to nutkę strategii i sprawia, że pomimo prostych zasad, Karmaka wcale nie należy do prostych gier. Wręcz przeciwnie – próba kontrolowania poczynań przeciwników, gdy w tym samym czasie staramy się osiągnąć własne cele sprawia, że rozgrywka nabiera niezwykle rywalizacyjnego charakteru. Rozgrywając z żoną kilka partii na dwie osoby, co chwilę następowały zagrywki typu wet za wet. Nie zważając na konsekwencje związane z karmą, zagrywaliśmy na siebie kolejne umiejętności posiadanych kart, albo odbierając sobie dobre uczynki, albo kopiując wzajemne zdolności posiadanych kart, aby zyskać przewagę nad przeciwnikiem. Karty, bowiem, zawierają kilka ciekawych sztuczek pozwalających manipulować talią. Na przykład, gdy brakuje nam dobrych uczynków, aby z powodzeniem przenieść się poprzez reinkarnację na kolejny poziom egzystencji, możemy zagrać kartę o nazwie „Długowieczność”, która umożliwia dodanie dwóch kart do talii dowolnego gracza. Możemy ją zagrać na siebie jeśli brakuje nam kart w talii lub na przeciwnika, aby wydłużyć jego życie (nie może umrzeć, dopóki jest w stanie dociągać lub zagrywać karty), dzięki czemu zyskamy więcej czasu, aby go wyprzedzić. Ważną strategią w grze jest polityka odmowy, czyli niepozwolenie naszemu przeciwnikowi na pomyślną reinkarnację, która wyprowadziłaby go na prowadzenie w wyścigu po ostateczną transcendencję.

Plansza gry przedstawiająca karmiczną drabinę

Przyznam, że czytając opis z pudełka, byłem zaintrygowany tym, jak autorom uda się wpleść elementy buddyzmu, przedstawiając motyw wędrówki przez życie, śmierć i ostatecznie – reinkarnację w nowej formie. Intrygowała mnie także mechanika przyczyny i skutku przedstawiona w grze jako karma. Gra, bowiem, nie wnosi do gatunku nic nowego. Wykorzystuje ona klasyczne mechaniki budowy talii, zarządzania ręką oraz kolekcjonowania zestawów. Dzięki otoczce tematycznej robi to jednak dobrze, a tworzenie talii przyszłego życia wprowadza pewien powiew świeżości, gdyż takiego rozwiązania jeszcze nie widziałem w innych grach. Niestety, sama karma, choć stanowi istotny element mechaniki, wprowadzający strategię i taktykę do naszych poczynań, traci swój pazur w późniejszych etapach rozgrywki. Będąc na przedostatnim szczeblu drabiny karmicznej (małpy) znikają wszelkie zahamowania, powstrzymujące nas przed zagrywaniem nawet najbardziej wrednych kart. Po kolejnej reinkarnacji nie będzie już kolejnej rundy, w związku z czym gracze zrzucają rękawice, by zadawać potężne ciosy przeciwnikowi, aby tylko spowolnić jego postęp i zyskać na czasie. To sprawia, że filozofia buddyzmu o nieczynieniu innemu, co nam samym niemiłe kompletnie się zaciera.

Pierścienie karmy. Pomagają wznieść się na wyższy poziom egzystencji.
Karty pomocy ze skrótem zasad

W rozgrywce bardzo ważnym jest też, aby dotrzymywać kroku przeciwnikowi. Jeśli bowiem komuś uda się wzbić o dwa poziomy wyżej niż nam, nie mamy raczej szansy, aby go dogonić. Jedynym chyba sposobem na to jest zagrywanie sporej ilości negatywnych uczynków na przeciwnika, jednocześnie mocno ryzykując złą karmą, by szybciej pozbyć się kart i umrzeć w nadziei na to, że starczy nam punktów do wzniesienia się o szczebel wyżej, podczas gdy przeciwnik będzie trwał nadal w swym obecnym wcieleniu. Niestety takie przypadki zdarzają się rzadko i jeśli nasz przeciwnik wysunie się na prowadzenie o kilka pozycji, zwykle grę można zakończyć już na tym etapie, gdyż dogonienie go, nim ten osiągnie transcendencję jest z reguły niemożliwe.

Karty o wartości 1
Karty o wartości 2
Karty o wartości 3

Podsumowując, Karmaka to kolejna gra typu „pociągnij kartę, zagraj kartę”. Pod tym względem jest przeraźliwie przeciętna. Niemniej jednak, autorom gry udało się z powodzeniem połączyć mechanikę z filozofią karmy i elementami buddyzmu. Jeśli dodamy do tego impresjonistyczne obrazy zdobiące karty, gra dostarcza niezapomnianych doznań, a rozgrywka zdecydowanie nie należy do banalnych. Karmaka należy do gier łatwych do nauczenia się, ale trudnych do opanowania. Z każdą kolejną rozgrywką nasze poczynania nabierały większej finezji, gdy wraz z żoną poznawaliśmy zastosowania kolejnych kart i uczyliśmy się formować nowe, bardziej wymyślne strategie. Już dawno żadna gra nie wciągnęła nas do tego stopnia – nawet A Handful of Stars, którym niedawno zagrywaliśmy się przez kilka dni z rzędu . Jeśli ktoś szuka mocno konfrontacyjnej gry dla dwojga (choć w Karmakę może zagrać nawet czterech graczy), zdecydowanie polecam, by sięgnąć po ten tytuł. My się nie zawiedliśmy!

Gra w trakcie rozgrywki

Ocena końcowa

 

Plusy

  • Piękne, impresjonistyczne grafiki kart
  • Łatwe do opanowania zasady
  • Nietuzinkowa rozgrywka łącząca długofalowe planowanie i taktykę z negatywną interakcją
  • Solidne wykonanie elementów gry
  • Krótki czas rozgrywki (ok. 30 min przy 2 graczach)

Minusy

  • Polskie wydanie zawiera zwykłe „meeple” zamiast pionków przedstawiających buddę, które lepiej prezentowałyby się na torze reinkarnacji.
  • Wariant na 3 – 4 graczy jest o wiele mniej dynamiczny niż rozgrywka na dwie osoby.
     


    Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu


    Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, polubcie moją stronę na Facebooku.

Udostępnij
Tagi: dwóch graczy, Fox Games, gra karciana, Karmaka
https://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/80/2017/09/IMG_0257.jpg 1280 1920 Krzysztof Szarawarski https://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/80/2017/07/CustodianofMecatolRex-head-3.png Krzysztof Szarawarski2017-09-27 10:00:282021-01-16 19:15:10Karmaka – recenzja
Artykuły, które również mogą się Tobie spodobać
The Ares Project – karciany RTS
Wymienię wielbłąda na rubiny i inne ogłoszenia drobne – recenzja gry Jaipur
Your sacrifice is appreciated – a review of Space Ship Omega
Łotry – recenzja
Gra towarzyska Kieszonkowy Bystrzak – zabawa nie tylko dla dzieci!
Wirus – recenzja Kasi
Gdy żółwiom wyrosną skrzydła – recenzja gry Ewolucja
Atak Zombie – recenzja
https://www.facebook.com/KrMSzhttps://www.instagram.com/custodianofmecatolrex/https://twitter.com/KSzarawarskihttps://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl/kontakt/

Krzysztof Szarawarski
Choć wyglądam młodo, pochodzę z pokolenia, które pamięta dobrze co łączyło ołówek z kasetą magnetofonową… Albo czym w ogóle była kaseta magnetofonowa ;) Przygodę z grami planszowymi zaczynałem jak wielu, od prostych tytułów, takich jak Super Farmer, Barykady. Później przyszedł czas na Gwiezdnego Kupca i Magię i Miecz przy której spędziłem masę czasu w latach 90-tych. Po dłuższej przerwie, powróciłem do gier planszowych w 2011r.. Do powrotu przyczynił się ponownie
Talisman Magii i Miecz. Od tamtej pory gry planszowe są moim głównym hobby, którym obecnie staram się zarazić moje dzieci. Na co dzień grywam we wszystkie rodzaje gier, choć do moich ulubionych gatunków należą strategie 4x w klimacie Sci-fi oraz gry wojenne. Doceniam jednak zalety gier euro, więc będę także o nich pisał od czasu do czasu...

Custodian of Mecatol Rex

ODWIEDŹ KONIECZNIE:




NAJNOWSZE WPISY

  • 10 Days in the USA – recenzja30 sierpnia 2019 - 07:00
  • Wirus 2: Ewolucja – recenzja rozszerzenia do gry Wirus!27 sierpnia 2019 - 07:00
  • Wirus – recenzja Kasi26 sierpnia 2019 - 15:05
  • Projekt Manhattan – recenzja28 lipca 2019 - 19:38
  • Tikal – recenzja26 lipca 2019 - 07:00
  • Testowane na dzieciach #3 – małe, szwajcarskie gry22 lipca 2019 - 07:00
  • Sojusz wykuty w lochu – pierwsze wrażenia z rozgrywki w Dungeon Alliance19 lipca 2019 - 09:57
  • Szarlatani z Pasikurowic – recenzja18 lipca 2019 - 11:01
  • Fudżi – recenzja10 lipca 2019 - 09:44
  • Small Star Empires – recenzja3 lipca 2019 - 07:00
  • Gra miesiąca – Czerwiec 20191 lipca 2019 - 12:00
  • Dungeons & Dragons 5 edycja – recenzja zestawu startowego13 czerwca 2019 - 10:47
  • Blackout Hongkong – recenzja11 czerwca 2019 - 07:00
  • Gra miesiąca – Maj 201910 czerwca 2019 - 11:50
  • Paperback – recenzja7 czerwca 2019 - 07:00

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Nasza ekipa
  • Współpraca
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • sierpień 2019 (3)
  • lipiec 2019 (8)
  • czerwiec 2019 (5)
  • maj 2019 (12)
  • kwiecień 2019 (8)
  • marzec 2019 (15)
  • luty 2019 (10)
  • styczeń 2019 (9)
  • grudzień 2018 (7)
  • listopad 2018 (7)
  • październik 2018 (10)
  • wrzesień 2018 (8)
  • sierpień 2018 (6)
  • lipiec 2018 (2)
  • czerwiec 2018 (9)
  • maj 2018 (4)
  • kwiecień 2018 (5)
  • marzec 2018 (1)
  • luty 2018 (4)
  • styczeń 2018 (10)
  • grudzień 2017 (13)
  • listopad 2017 (12)
  • październik 2017 (16)
  • wrzesień 2017 (11)
  • sierpień 2017 (13)
  • lipiec 2017 (2)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Custodian of Mecatol Rex | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Boss Monster i Boss Monster 2: Następny Poziom – Recenzja serii Link to: Boss Monster i Boss Monster 2: Następny Poziom – Recenzja serii Boss Monster i Boss Monster 2: Następny Poziom – Recenzja serii Link to: Torres – recenzja Link to: Torres – recenzja Torres – recenzja
Scroll to top Scroll to top Scroll to top