Ganges – recenzja

Kultury orientalne już od wieków fascynowały ludzi mieszkających na Starym Kontynencie. O ile Chiny czy Japonia są przeciętnym ludziom już dobrze znane za sprawą książek, filmów, mediów, a ostatnio również gier planszowych, tak pozostałe kraje leżące w środkowej lub wschodniej Azji nadal pozostają dla nas zagadkowe. W związku z tym z zaciekawieniem śledziłem doniesienia o Gangesie – grze rozgrywającej się w siedemnastowiecznych Indiach. Czy za jej sprawą uda nam się nauczyć czegoś o hinduskiej kulturze oraz czy ta nauka okaże się przyjemna?


Unboxing

Gra została wydana w standardowym, kwadratowym pudełku. Na okładce możemy zobaczyć niemal wszystko to, co znajdziemy w jego środku. Płynący środkiem Ganges rozdziela pokryte roślinnością wzgórza, a sunące po jego wodach statki kupieckie zmierzają w kierunku miast, by na targach sprzedać załadowane na nich towary. Przy brzegach znajdują się monumentalne pałace i warownie, natomiast w oddali u podnóża góry widać malowniczą świątynię. Nad całą krainą unosi się hinduska bogini Kali trzymająca w każdej z dłoni kość – główny element gry. Grafika na okładce jest kolorowa, choć nie wywarła na mnie szczególnego wrażenia. Efekt finalny jest ładny, lecz brakuje mi w niej czegoś, co zachęciłoby do dłuższego zatrzymania na niej wzroku.

Po zdjęciu wieka ujrzymy szczelnie wypełniony środek za sprawą dobrze przemyślanej wypraski. Zostało w niej zrobione specjalne zagłębienie na planszę, która przytrzymuje pozostałe komponenty w przeznaczonych dla nich miejscach. Jedynie dla instrukcji i planszetek graczy nie zostały przypisane konkretne położenia, lecz posiadają one na tyle spore wymiary, że nie mają zbyt dużo miejsca na swobodne przemieszczanie się po pudełku.

Główna plansza jest dwustronna, a od liczby graczy biorących udział w grze zależy, na której z nich będzie odbywać się rozgrywka. Strony są niemal identyczne, różnią się tylko liczbą dostępnych pól przydzielonych poszczególnym akcjom. Na planszy odnajdziemy miejsca, które widzieliśmy już na grafice okładki. Przy pierwszym spojrzeniu najbardziej rzuca się w oczy Ganges, którego niebieska barwa kontrastuje z zielenią i brązem dominującymi na lądzie. Ciągnie się on z południa na północ, a wzdłuż jego nurtu rozmieszczono pola z premiami, jakie będziemy mogli otrzymać po dopłynięciu do nich statkiem. Na jego lewym brzegu mieści się pałac Wielkiego Mogoła. Jest on najbardziej podstawowym źródłem pozyskiwania nowych kości, lecz będziemy mogli również udać się na audiencję do mieszkających w nim osób, by po zdobyciu ich przychylności uzyskać wartościowe dary. Na prawym brzegu znajduje się miasto, dzięki któremu szybciej będziemy mogli rozbudować własne prowincje. W leżącym na północy kamieniołomie pozyskamy surowce, za które postawimy nowe budynki. Obok znajduje się targ, na którym sprzedamy nasze towary, a na południu leży port pozwalający nam popłynąć swoim statkiem w górę rzeki.

Wokół planszy biegną równolegle do siebie, lecz w przeciwnych kierunkach, dwa tory punktacji. Będący w kolorze srebrnym tor zewnętrzny przedstawia zgromadzone przez nas monety, natomiast złoty znajdujący się wewnątrz określa sławę, jaką udało się nam zdobyć. Na każdym z nich znajdują się dodatkowo bonusy, które uzyskamy, gdy dotrzemy do nich swoim znacznikiem. Po prawej stronie planszy znajdują się pergaminy określające sławę, jaką zdobędziemy za zbudowanie określonego budynku, a w lewym górnym rogu jest mała tabelka, w której zaznaczony będzie poziom naszej karmy. Wszystkie grafiki umieszczone na planszy są wykonane w tym samym stylu, co na okładce – nie rzucają może na kolana, ale mogą się podobać. Niestety użyte kolory i ilość symboli sprawiają, że całość się nieco zlewa ze sobą, na czym cierpi czytelność planszy. Szczególnie pola, na które wysyła się pracowników mogłyby się bardziej wyróżniać na tle reszty. Natomiast nie mam zastrzeżeń do zastosowanej ikonografii. Wszystkie zastosowane symbole są zrozumiałe i już po pierwszym wytłumaczeniu nie będzie wobec nich żadnych wątpliwości.

Kolejnymi komponentami są plansze prowincji, które w trakcie gry posiada każdy z graczy. U góry znajduje się nasza posiadłość, a wokół niej rozmieszczone są pola przeznaczone na zabudowanie kolejnymi budynkami. Na obrzeżach znajdują się bonusy, które zdobędziemy po doprowadzeniu do nich drogi. Różnią się one na poszczególnych stronach i zależą od wariantu rozgrywki. Niestety użyta kolorystyka odstaje od planszy głównej, dominuje monotonna grafika lasu, na której ciężko jest zawiesić wzrok. Szkoda, że nie została choć trochę urozmaicona, choć może dzięki temu dąży się do jak najszybszego zapełnienia jej kafelkami budynków.

A skoro wspomniałem już o kafelkach budynków, to warto kilka słów napisać również o nich. Dzielą się na cztery kolory odpowiadające kolorom kości. Jednocześnie wśród każdego z nich wyróżniamy trzy rodzaje, które można rozpoznać po zwierzętach narysowanych na rewersach: wężu, byku i tygrysie. Na awersie pokazane są zabudowania, którymi będziemy mogli zapełnić naszą prowincję. Będąc szczerym, użyte tutaj grafiki są najsłabsze w całej grze, gdyż wyglądają, jakby zostały stworzone w mocno leciwym programie do obróbki graficznej. Znajdujące się na nich budynki i targi zostały wklejone osobno, co rzuca się to w oczy. W lewym górnym rogu umieszczona jest kość w kolorze kafelka wraz z wartością. Niestety dopiero tutaj wychodzi największa wada, gdyż kolor niebieskiej i zielonej kości jest prawie nie do rozróżnienia. Nawet przy dobrym oświetleniu trzeba się chwilę przyjrzeć, by je rozpoznać. Wpływa to na przyjemność z rozgrywki, choć znaleźliśmy na to sposób poprzez położenie kości w danym kolorze przy odpowiadającym jej stosie kafelków.

Całe szczęście złe wrażenie szybko mija po spojrzeniu na kości. Są wykonane z transparentnego materiału, dzięki czemu bardzo ładnie mienią się w świetle. Jednocześnie wydają się być dobrej jakości, więc powinny cieszyć oczy przez długi czas. W trakcie rozgrywki gracze kładą je na dłoniach przedstawionej na planszetkach bogini Kali. W zależności od strony, posiada ona osiem lub dziesięć rąk. Jest to pomysłowe rozwiązanie, które ładnie wygląda na stole jednocześnie eliminując ryzyko przypadkowego zahaczenia swoich kości. Kolejnym ciekawym elementem jest znacznik pierwszego gracza, który został wykonany jako składany, trójwymiarowy słoń. Oprócz niego w pudełku znajdziemy jeszcze tekturowe żetony symbolizujące możliwe do uzyskania premie oraz drewniane komponenty reprezentujące naszych pracowników, statek i znaczniki punktów słaby, bogactwa, karmy i usprawnień.

Podsumowując, Ganges nie wprawia w zachwyt pod względem wykonania, lecz nie powinien też odrzucać. Grafiki są poprawne, choć dzięki niektórym z nich będziemy mogli odbyć podróż w czasie. Niestety, będzie to podróż w przeszłość. Obecnie wszyscy jesteśmy już przyzwyczajeni do nieco wyższego standardu, jeśli chodzi o sferę wizualną w grach planszowych. Największe zastrzeżenia mam do kafelków z budynkami, zdecydowanie można było więcej popracować nad ich wykonaniem, a w szczególności nad rozróżnieniem kolorów. Całe szczęście ogólne wrażenie ratują ładne, kolorowe kości, które czynią obcowanie z grą znacznie przyjemniejszym.

 

 

Rozgrywka

Przygotowanie gry przebiega błyskawicznie, dzięki zastosowanej przez twórców wyprasce. W praktyce ogranicza się ono jedynie do wyboru odpowiedniej strony planszy, utworzeniu dwunastu stosów płytek prowincji oraz umieszczeniu swoich znaczników w odpowiednich miejscach na planszy. Każdy z graczy bierze po jednej kości z każdego koloru i rzuca nimi, a kto wyrzuci najniższą liczbą oczek, będzie rozpoczynał rozgrywkę. Zasady są bardzo proste i ich wytłumaczenie zajmie kilka minut. Pod względem mechanicznym Ganges to typowy przedstawiciel gatunku gier o mechanice umieszczania pracowników (tzw. worker placement). Wysyłamy swoich pracowników na pola z akcjami, a gdy każdy zużyje już wszystkich, wracają oni do nas i rozpoczynamy kolejna rundę. Rozgrywkę zaczynamy z trzema pracownikami, natomiast pozostałych kładziemy na odpowiednich polach na torach bogactwa, sławy i żeglugi. Będziemy mogli z nich skorzystać dopiero, gdy dotrzemy do nich swoim znacznikiem.

Naszych pracowników możemy wysłać w cztery miejsca. Pierwszym, a zarazem najważniejszym z nich, jest kamieniołom, pozwalający na rozbudowę naszej prowincji o nowe tereny. Chcąc położyć u siebie nowy kafelek, musimy wcześniej opłacić jego koszt. Jesteśmy zobligowani do wydania kości minimalnie o łącznej wartości, jaka jest nadrukowana w jego górnym, lewym rogu. Drugim warunkiem jest zgodność kolorów poświęconych kości względem wymagań tego kafelka. Co ważne, jest to jedyna sytuacja w całej grze, gdy ich kolor ma znaczenie, gdyż w przypadku pozostałych akcji będziemy zwracać uwagę jedynie na wartość ich oczek. Na samych kafelkach znajdziemy dwa typy zabudowań. Pierwszym są budynki, które natychmiast zapewnią nam punkty sławy według uzyskanych przez nas poziomów na torach ulepszeń. Drugim typem są targi, które dostarczą nam wprawdzie niewielką bonifikatę w momencie ich postawienia w postaci pieniędzy w kwocie widocznej obok ilustracji targu, lecz tak naprawdę pozwolą mocno się wzbogacić przy wykonaniu drugiego rodzaju akcji, jaką jest wysłanie pracowników na rynek.

Właśnie na rynku nadarza się okazja do sprzedaży naszych towarów. W grze pojawiają się ich trzy rodzaje: jedwab, herbata i przyprawy. W przeciwieństwie do wielu innych gier, tutaj nie ma rozróżnienia na mniej bądź bardziej wartościowe zasoby, gdyż ich cena zależy jedynie od ilości posiadanych targów danego typu w naszej prowincji. Na rynku znajdują się miejsca dla czterech lub pięciu pracowników, co zależy od strony planszy. Trzy z nich przeznaczone są dla jednego z rodzajów towarów i wstawiając się tam otrzymamy monety tylko za niego. Pozostałe pola pozwalają na sprzedaż wszystkich trzech towarów, lecz jedynie z jednego targu danego typu spośród posiadanych przez nas. W tej sytuacji musimy dokonać wyboru, które targi zapewnią nam największy dochód.

Trzecim miejscem na planszy jest pałac Wielkiego Mogoła. To przede wszystkim tutaj będziemy pozyskiwać nowe kości. Na jego tarasach otrzymamy kość w wybranym kolorze, natomiast na balkonach wymienimy jedną z nich na dwie w innym kolorze. Ilość pól jest w obu lokacjach ograniczona i to głównie o nie toczyła się pomiędzy nami zacięta rywalizacja w trakcie rozgrywek. W pałacu mamy jeszcze możliwość pójścia na audiencję do znajdujących się w jego komnatach mieszkańców. U każdego z nich będziemy musieli wnieść opłatę w postaci kości o określonej wartości, lecz płynące z nich korzyści są tego warte.

Ostatnią z dostępnych akcji jest wybranie się do portu, by wyruszyć w rejs swoim statkiem. By to zrobić, trzeba dodatkowo wydać kość o wartości od 1 do 3, po czym możemy się poruszyć maksymalnie o tyle pól, ile było na niej oczek. Ruch odbywa się na zasadzie przeskakiwania, na jednym polu nie mogą znajdować się jednocześnie dwa statki. Gdy już dopłyniemy na odpowiednie miejsce, otrzymujemy premię z tego pola. W ten sposób możemy uzyskać niemal wszystko, co jest do otrzymania grze. Wśród bonusów znajdziemy monety, sławę, karmę czy kości, a niektóre z pól pozwolą nam również na sprzedaż towarów na rynku bądź udanie się na audiencję do pałacu Wielkiego Mogoła.

Warto wspomnieć, że Ganges posiada również zaawansowany tryb rozgrywki przeznaczony dla graczy doświadczonych, bądź też szukających urozmaicenia. Oprócz ograniczenia limitu kości, jakie można posiadać, gra odbywa się na drugiej stronie planszetek prowincji. Te cechują się mniejszymi bonusami na swoich krawędziach niż w trybie podstawowym, lecz te będzie można zwiększyć poprzez nowe żetony specjalne. Oprócz standardowych białych pojawią się jeszcze żółte, czerwone i brązowe, z których każdy jest przypisany do danego rodzaju budynków. Gdy pozyskamy jeden z tych żetonów, nie otrzymamy natychmiast jego bonusu, lecz położymy je na swojej planszy, a sam bonus zdobędziemy dopiero po doprowadzeniu do niego drogi. Tryb zaawansowany wyróżnia się jeszcze żetonami rzeki, które są losowo rozmieszczane na polach żeglugi, zmieniając nieco układ pól i dostępnych na nich bonifikat.

Gra kończy się w momencie, gdy znaczniki na torach sławy i bogactwa któregoś z graczy się spotkają lub miną. Wtedy kolejka jest dokańczana, a jeśli jeszcze kilku osobom uda się wtedy ta sztuka, zwycięzcą zostaje ten, którego znaczniki dzieli większa odległość od siebie. Muszę przyznać, że ten pomysł na wygraną bardzo mi się spodobał. W praktyce sprowadza się on do jak najszybszego zdobycia określonej sumy punktów, ale można tego dokonać na kilka sposobów. Jednocześnie pomimo moich obaw, to rozwiązanie nadal zachowuje czytelność, gdyż bez specjalnego przyglądania się widać kto prowadzi w trakcie rozgrywki i jaki dystans dzieli pozostałych od tej osoby.

 

Jakie wrażenie zrobił na mnie Ganges?

Nieco zawiedziony oprawą graficzną, siadałem do pierwszej rozgrywki trochę bez entuzjazmu. Miałem jednak w głowie, że jest to typowa gra euro, nie musi być wyjątkowo piękna czy klimatyczna, lecz powinna przede wszystkim obronić się mechaniką gry. Już po kilku turach moje obawy zniknęły i doceniłem pracę jej autorów. Za sprawą łatwych i szybkich do wytłumaczenia zasad, początek obcowania z Gangesem jest bardzo przyjemny. Nie ma tutaj początkowego paraliżu decyzyjnego, często pojawiającego się w wielu innych grach z mechaniką umieszczania pracowników (worker placement), gdy na samym starcie nie ma się pojęcia od czego zacząć i pierwsze ruchy wykonuje się na ślepo. Każdy z moich współgraczy od razu wiedział, że początkowe ruchy powinny ograniczyć się do akcji w kamieniołomie i pozyskiwaniu nowych kości, a dopiero wraz z upływem czasu przychodziła okazja do poznawania przez nich kolejnych możliwości. Sposób w jaki to rozwiązano bardzo przypadł mi do gustu, gdyż co prawda spowodowane jest to małą ilością dostępnych akcji, ale nie odbyło się to kosztem zbytniego uproszczenia gry. Jednocześnie wszyscy od samego początku dążą do zdobycia następnych pracowników, więc pierwszy cel, który należy osiągnąć, jest jasno nakreślony.

Ganges nadal może wpędzić w paraliż decyzyjny, czego sam często doświadczałem. Dylematy pojawiają się przede wszystkim podczas wyboru kolorów kości, które otrzymujemy. Wprawdzie kolor ten, tak jak wspominałem już wcześniej, ma znaczenie jedynie podczas budowania nowych budynków w akcji w kamieniołomie, lecz to właśnie ona jest najważniejsza, gdyż napędza przebieg gry. Musimy wcześniej wybrać, który kafelek zamierzamy wybudować u siebie, a następnie sprawdzić, jakie kości mają pozostali gracze by oszacować, czy mogą oni ubiec nasze zamiary. Biorąc pod uwagę, że jest dwanaście stosów z których możemy wybierać, może zająć dłuższą chwilę zanim dokonamy odpowiedniego wyboru. Przestoje pomiędzy ruchami w naszych rozgrywkach wprawdzie nie były uciążliwe, ale jak to w życiu bywa – gdy w naszym gronie trafił się „myśliciel”, czas oczekiwania na własny ruch potrafił się zauważalnie wydłużać. Jest to jednak typowa cecha większości gier z gatunku worker placement, a moim zdaniem Ganges i tak nie wypada pod tym względem źle.

Istotnym zadaniem stojącym przed graczami jest znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy wydawaniem, a pozyskiwaniem nowych kości, ponieważ zużywanie ich przychodzi z łatwością, natomiast zdobywanie nowych jest mozolne i rzadko kiedy będzie okazja, by otrzymać więcej niż jedną w pojedynczym ruchu. Zawsze w grę wchodzi również ich zamiana na inny kolor, lecz często interesująca nas wymiana jest już zablokowana przez innego gracza. Warto dlatego zawsze mieć jakiś zapas, który zapewni nam elastyczność w przypadku pokrzyżowania naszych planów. W praktyce jednak nikt ani razu nie zbliżył się nawet do limitu dziesięciu posiadanych kości, gdyż często rozgrywka przeradzała się w wyścig o najlepsze kafelki i nie było czasu na ich nadmierne magazynowanie.

Jak to z grami zawierającymi kości bywa, ważnym aspektem jest występująca w nich losowość. W Gangesie nie odczułem, żeby uprzykrzała życie graczom, gdyż nie istnieje tutaj coś takiego, jak słaba kość. Jeśli udało się wyrzucić wysoką wartość, to często wykorzystuje się ją w kamieniołomie. Natomiast w przypadku, gdy wypadła niska ilość oczek, zastosowań dla niej potrafimy znaleźć znacznie więcej. Oprócz wymienienia jej na dwie w innym kolorze, bardzo atrakcyjną opcją jest udanie się na audiencję do pałacu. Moim zdaniem znajdujące się w nim akcje, które wymagają poświęcenia kości o niskich wartościach, są znacznie bardziej ciekawe od pozostałych i były przez nas bardzo często wykorzystywane. Kolejnymi alternatywami są jeszcze akcje z rynku i portu, przy czym odniosłem wrażenie, że ta ostatnia jest chyba najmniej zachęcająca. Bonusy, które są do osiągnięcia, nie są zbyt duże. Jednocześnie, żeby dopłynąć do tych, które nas najbardziej interesują, trzeba wykonać tę akcję kilka razy, co w ostatecznym rozrachunku nie zawsze się kalkuluje. Jednakże, wszystko to sprawia, że losowości praktycznie się nie odczuwa. Każda kość jest cenna i nigdy nie miałem problemu, by dla którejś znaleźć zastosowanie. Jednocześnie, gdyby los nam nie sprzyjał i obdarzył nas kośćmi o małej ilości oczek, możemy wziąć go w swoje ręce i wykorzystać posiadaną karmę, by błyskawicznie podnieść ich wartość.

Istnienie dwóch torów zwycięstwa w postaci sławy i bogactwa pozwala na przyjmowanie różnych strategii. Ta często jest określana przez kafelki budynków, które uda się kupić graczom w początkowych ruchach. Na przestrzeni rozegranych partii nie udało mi się stwierdzić, czy któraś z metod cechuje się przewagą nad pozostałymi, gdyż zwycięstwa potrafiły osiągnąć zarówno najbogatsze, jak i najbardziej sławne osoby, ale także te, które równomiernie rozwijały każdą z tych cech. Zdecydowanie podnosi to regrywalność, choć po kilku rozgrywkach może pojawić się wrażenie wtórności. W gruncie rzeczy ciągle robi się to samo i jedynym zmiennym czynnikiem jest kolejność pojawiania się kafelków budynków w poszczególnych stosach. Jeśli doszlibyście już do takiego odczucia, warto sięgnąć wtedy po wariant zaawansowany. Zupełnie nowe metody punktacji w postaci brązowych żetonów specjalnych zmuszają do stosowania nowych, a czasem jednocześnie nieoczywistych strategii. Jednocześnie nowe bonusy na planszach prowincji czy torze żeglugi, a także możliwość posiadania sześciu pracowników zamiast pięciu, wprowadzają powiew świeżości, który przedłuża żywotność gry. Przyznaję, że ten wariant przypadł mi do gustu. Jest on nieco bardziej wymagający, lecz nie jest to poziom, który byłby nieosiągalny nawet dla początkujących graczy. Jednocześnie dodaje rozgrywkom odrobinę nieprzewidywalności i wymusza rozważniejszą rozbudowę naszych prowincji.

W przypadku skalowania i interakcji pomiędzy grającymi, Ganges prezentuje poziom typowy dla większości gier opartych o mechanikę umieszczania pracowników na planszy (tzw. worker placement). Interakcja oczywiście występuje, choć ogranicza się jedynie do wykupywaniu najlepszych kafli budynków bądź blokowania innym graczom niektórych pól akcji. Odczuwalne jest to głównie w przypadku pałacu Wielkiego Mogoła, gdzie większość z nich występuje pojedynczo. Jeśli chodzi o liczbę graczy biorących udział w grze, różnice w ich ilości nie są bardzo odczuwalne. Oczywiście najwięcej zabawy jest zapewnione podczas rozgrywek czteroosobowych, gdyż wtedy najwięcej dzieje się na planszy i rywalizacja jest najbardziej odczuwalna, lecz również gra w parze potrafiła dostarczyć mi dużo emocji. Uważam, że pod tym względem mogę śmiało polecić Ganges, bez względu w jakim składzie osobowym zamierzacie grać.

 

Werdykt

Ganges pokazał mi, jak bardzo mylące może być pierwsze wrażenie. Za dyskusyjnej urody wykonaniem ukryło się zgrabnie zaprojektowane euro, które świetnie sprawdzi się zarówno wśród początkujących graczy, jak i tych bardziej zaawansowanych. Wprawdzie nie odnajdziemy tutaj innowacyjnych pomysłów i rozwiązań, jednakże mechanika gry spaja wszystko w dostarczającą sporo przyjemności, elegancką całość. Bardzo podobają mi się łatwe w przyswojeniu zasady, gdyż wbrew pozorom nie zapewniają one zbyt prostej rozgrywki. Nie raz trzeba się dłużej zastanowić, by wybrać najlepszą z kilku opcji. Akcje oparte na wykorzystaniu kości sprawdzają się świetnie, a losowość nie jest w ogóle odczuwalna. Pozytywnym aspektem jest podwójny tor punktacji, który stanowi ciekawe urozmaicenie względem większości gier ekonomicznych. Szkoda jedynie, że klimat jest praktycznie nieodczuwalny, ponieważ tematyka hinduska rzadko pojawia się w grach planszowych, więc co za tym idzie, mogła zostać bardziej wyeksponowana. Na koniec wspomnę tylko, że Ganges podczas targów Spiel w Essen otrzymał nagrodę dla najlepszej gry strategicznej roku od International Gamers Award, co już samo w sobie jest znakomitą rekomendacją, a ja się z tym wyróżnieniem w pełni zgadzam.

 

PLUSY:

  • Przystępne zasady, które nie oznaczają zbyt prostej rozgrywki;
  • nie czuć losowości pomimo mechaniki opartej na kościach;
  • każdy rodzaj strategii pozwala odnieść zwycięstwo;
  • podwójny tor punktów zwycięstwa;
  • piękne, przezroczyste kości;
  • wariant zaawansowany, który dodaje powiewu świeżości, gdy ogramy już grę w wersji podstawowej.

 

MINUSY:

  • Zielona i niebieska kość na kafelkach budynków są trudne do rozróżnienia;
  • uczucie powtarzalności po kilku rozgrywkach;
  • słabo wyczuwalny klimat;
  • oprawa graficzna.

 


Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu


Jeśli podoba się Wam ten blog i chcielibyście być na bieżąco albo zerknąć za kulisy powstawania artykułów, zajrzyjcie koniecznie na moje fanpage’e na: