Wpisy

Obrońcy Galaktyki – recenzja

„Obrońcami galaktyki” zainteresowałam się głównie z powodu tematyki. Fascynuje mnie praktycznie wszystko co związane z kosmosem, ciałami niebieskiemi i rozważaniami na temat praw fizyki w przestrzeni kosmicznej lub na innych planetach. Wystarczy drobny szczegół związany z wymienionymi pojęciami, aby gra otrzymała darmowe punkty dodatnie. Tak więc gra o robocikach wylądowała na moim stole, i choć nie zapowiadała wymagającej rozgrywki, to siadałam do niej z przyjemnością patrząc na kosmiczną okładkę!

Czytaj dalej

Zoar – recenzja

Pewnego dnia na screenach w internecie zobaczyłem okładkę Zoar. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Raczej dostrzegłem w niej coś co mnie zafascynowało. Choć grafika, która próbuje nas skusić jest na wskroś minimalistyczna to ma w sobie niezaprzeczalny urok. Bliski wschód, wielbłądy, karawany, pustynie i opowieści o odległych czasach – tyle wyczytałem z pudełka. Szybko sięgnąłem do internetowych galerii przywołując kilka zdjęć z rozgrywki. Znalazłem tam fajnie wyglądającą planszę zbudowaną z kafli i poukładane na niej dużo meepli. Tym, co w szczególności przykuło moja uwagę były drewniane znaczniki naszych podwładnych, na których ustawialiśmy kolejne drewienka symbolizujące sejmitary, kilofy czy zwoje. Wyobraźnia zapracowała, podpowiadając mi ciekawe mechaniki, gdzie decydujemy o rolach naszych podwładnych przydzielając im konkretne narzędzia. Więcej nie potrzebowałem. Niedługo później pudełko z grą znalazło się u mnie na stole. Czytaj dalej

Via Nebula – recenzja

Jeśli czytaliście moją recenzję El Gaucho, albo Viral`a to możecie kojarzyć, że jestem wzrokowcem. Kuszą mnie gry o ładnych okładkach, bajeranckich komponentach, fajnych ilustracjach czy choćby przyjemnej dla oka instrukcji. Domyślacie się zapewne, że kiedy mój wzrok padł na pudełko Via Nebuli nie mogłem przejść obok niego obojętnie. Nim zagrałem, usłyszałem kilka internetowych opinii, które ostudziły mój początkowy entuzjazm. Z pudełka uśmiechało się do mnie nazwisko nie byle jakiego autora. Bądźmy szczerzy – kto z ludzi siedzących choć trochę w światku planszówkowym nie zna Martina Wallace`a. Z jednej strony miałem więc naprawdę zachęcające pudełko i zapowiedź ponadprzeciętnego wykonania, z drugiej opinie ludzi, którzy zawiedli się na grze. Czy mnie to zatrzymało? W żadnym razie! Czy się zawiodłem? Przekonajcie się sami!

Czytaj dalej

Pory Roku – recenzja

Pierwszy raz zagrałam w „Pory roku” na jednym z konwentów planszówkowych organizowanych na Śląsku. Nie był to mój wybór. Propozycja padła ze strony wolontariusza, który tłumaczył zasady gier. Był to całkowity przypadek, dzięki któremu poznałam jedną z moich ulubionych gier. Nadal znajduje się ona w gronie tych „naj” i wątpię, aby to się szybko zmieniło.

Czytaj dalej

Your sacrifice is appreciated – a review of Space Ship Omega

The sounds of our footsteps echoed across the empty corridors of the S.S. Omega. Arriving with the rescue mission, we expected problems, maybe even deaths among the crew. Having stepped aboard, however, we found no one but the dark rooms which have been abandoned in a hurry and the chill and darkness surrounding us. There is not a single trace left of the crew, and only Omega’s main computer – an artificial intelligence, which manages the ship when the crew is in hibernation for the flight – responds to our callouts. I hope we will find out what happened to the crew from the main computer’s logs….

Czytaj dalej

Flamme Rouge – recenzja

Ponad 30 lat temu, kiedy byłem podrostkiem, całe moje życie towarzyskie koncentrowało się na podwórku. To były czasy wolne od tabletów, komputerów, konsol i smartfonów. Królowała piłka nożna, bezproduktywne szwendanie się po osiedlach w poszukiwaniu kłopotów,  wszelkie zabawy budujące przyjaźń i koleżeństwo (wojna, pikuty, berek po osiedlowych piwnicach, solówki) oraz…

Czytaj dalej

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku – recenzja gry Space Ship Omega

Odgłosy naszych kroków odbijały się echem po pustych korytarzach S.S. Omegi. Przybywając z misją ratunkową spodziewaliśmy się problemów, może nawet ofiar śmiertelnych wśród załogi. Wkroczywszy na pokład nie zastaliśmy jednak nikogo poza ciemnymi, opuszczonymi w pośpiechu pomieszczeniami oraz otaczającym nas zewsząd chłodem i mrokiem. Po załodze nie pozostał ani jeden ślad, a na próby wywołania kogokolwiek odpowiada tylko główny komputer Omegi – sztuczna inteligencja, która zarządza statkiem, gdy załoga pogrąży się w hibernacji na czas lotu. Być może od niego dowiemy się jaki los spotkał załogę… Czytaj dalej

El Gaucho – recenzja

El Gaucho trafił w moje ręce przypadkiem. Nie ukrywam, że nim kupiłem tę grę, nie robiłem żadnego reaserchu – ot znalazło się na koncie trochę grosza, dla którego jedynym słusznym przeznaczeniem była kolejna planszówka. Kupowałem szybko, pod wpływem chwili i pod wpływem wrażenia jakie zrobiła na mnie fajna grafika na okładce. Nie myślcie jednak, że kupowałem totalnie w ciemno. Po pierwsze gra pochodzi z linii wydawniczej Egmont Geek, w której ukazały się takie hity jak Concordia czy choćby Hansa Teutonica. Jednak za zakupem El Gaucho stało coś jeszcze, zupełnie nie związanego z Egmontem czy kilkoma złotówkami które paliły mnie w kieszeni. Czytaj dalej

OrcQuest: the card game – recenzja

Orkowie dosyć często występują we wszelkiego rodzaju grach. Jednakże, gier w których występują oni w roli głównej jest jak na lekarstwo. Jeszcze mniej jest natomiast tych tytułów, które dobrze oddają tę tematykę. To wszystko zmieni się za sprawą wydawnictwa MAZE Games, które wzięło na warsztat legendarnego HeroQuesta, wyrzucając z niego stereotypowych osiłków w lśniących zbrojach, w ich miejsce umieszczając w roli bohaterów zielonoskórych Orków. Co im z tego wyszło? Przede wszystkim szybka i zabawna gra karciana, w której przemoc i brudne sztuczki są kluczem do zwycięstwa!

Czytaj dalej

Dwar7s: Winter – recenzja

Czy wiecie, co robi siedmiu krasnoludków, gdy nie zajmują się niańczeniem samotnie błąkającej się po lesie księżniczki? Zbierają drewno, kamień i żywność w przygotowaniu na nadchodzącą zimę. Poza tym bronią także swych siedzib przed niebezpiecznymi potworami, zagrzewając się do walki grogiem i skocznymi melodiami, granymi na ich małych instrumentach! A przynajmniej taką wersję historii o siedmiu krasnoludkach próbuje nam przedstawić kanadyjskie wydawnictwo Vesuvius Media. Czy skutecznie? Przekonajcie się z dalszej lektury!

Czytaj dalej